NIEOCZEKIWANY POWRÓT KSIĘCIA LWA NIKOŁAJEWICZA MYSZKINA

Recenzja magazynu Lady’s Club

Od premierowego spektaklu pt. „Św. Idiota” dla widzów powyżej 16. roku życia (naprawdę piękna i powabna Oriana Soika, grająca Nastasję Filipowną Baraszkową, rozbiera się do naga przed tłumem otaczających ją mężczyzn) rozpoczął się nowy sezon w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej.

Rozpoczął bardzo dobrze, choć szczególnie gorących oklasków po trzygodzinnym przedstawieniu nie słyszałem. Może dlatego, że nie wszyscy czytali „Idiotę” Fiodora Dostojewskiego, albo czytali dawno (jak ja), a znajomość tej powieści jest kluczem do zrozumienia niełatwego widowiska. Zwłaszcza że reżyser i autor adaptacji scenicznej, Janusz Opryński, odniósł sztukę również do książki filozofa Cezarego Wodzińskiego o rosyjskich jurodiwych – obłąkanych, pomyleńcach – którzy z rozmysłem nakładali maski idiotów, czyli innych, by skrywać pod nimi swoją mądrość. Właśnie w hołdzie Wodzińskiemu reżyser nazwał tę adaptację „Św. Idiota”. Jurodiwi zostali wypędzeni z Zachodu i znaleźli schronienie w Rosji. Ci boży opętańcy idealnie wpasowali się w rosyjską duszę. Jurodiwymi byli Lebiediew, Rogożyn i Myszkin. Taką mistyczną postacią stała się Nastasja. Autor przedstawienia powiedział nam o nich, że nie byli to ludzie ewidentnie źli, raczej cierpiący, jak Hipolit Terentiew (w tej roli rewelacyjny Grzegorz Margas), „a takich Pan Bóg lubi”. Idiotyzm to nie wariactwo, lecz inność, odmienność, obcość. Stan wyzwalający wielkie, głębokie emocje. Dostojewski – zdaje się – jurodiwych bardzo lubił i dlatego w „Idiocie” wiele zdarzeń ma cechy happeningu, skandalu, który ci szaleńcy tak lubili. Odważnych – choć w moim przekonaniu nienoszących znamion skandalu – scen w tej sztuce nie brakuje. Widocznie jednak nie wszyscy byli na to przygotowani, bo jakaś pani wyszła z teatru w przerwie, twierdząc, że jest zniesmaczona, na co i ja, i siedzący obok mnie Janusz Palikot (tak, tak – ten sam) popatrzyliśmy ze zdziwieniem, acz bez zrozumienia.

Przedstawienie rozpoczyna się od powrotu księcia Lwa Myszkina (w tej roli wyrazisty, mocny Rafał Sawicki), który przybywa ze Szwajcarii po leczeniu w sanatorium dla znerwicowanych, i spotyka Rogożyna. Rozpoznaje w nim oczywiście swojego „mrocznego brata”. Przybycie Myszkina do domu Jepanczynów zostało świetnie rozwiązane inscenizacyjnie! Nie zdradzę jak, by nie psuć przyjemności tym, którzy dopiero na sztukę pójdą. No i oczywiście zaraz po przybyciu książę, który jest jurodiwym, zaraża spokojny, senny do tej pory świat, wprawia go w drżenie swoją padaczką. Rodzina Jepanczynów od tej chwili nie będzie już taka sama. Nic już nie będzie takie, jak było. Od tego wewnętrznego drżenia, od rozdrapywania ran, od wzmożenia uczuć wszystko się zmienia. Gorączka udziela się pięknym kobietom – Agłaja (Wiktoria Węgrzyn) i Nastasja ruszają w tan za księciem, wpadają w ekstazę. Próbuje się bronić przed spojrzeniami jurodów Warwara (Daria Polasik-Bułka). Lebiediew (Tomasz Lorek), badacz Apokalipsy, i owładnięty żądzą pieniędzy Gania także włączają się w ten taniec. Hipolit, żywy trup, chce na oczach wszystkich skończyć ze swoim życiem, ale pistolet dziwnym trafem się zacina, nie wypalił. Nic się nikomu nie udaje, od tego wirowania tłuką się garnki, lecą na podłogę porcelanowe filiżanki, przewracają się stoliki i fotele… Nawet stu tysięcy rubli w paczce nie udaje się porządnie spalić. Świat drży, ciała płoną namiętnością, wyginają się jak drzewa targane silnym wiatrem, pękają dotychczasowe więzi i układy. Starego porządku nic już nie ocali, choćby nie wiadomo jak starała się o to generałowa Lizawieta Prokofiewna Jepanczyn (Marta Gzowska-Sawicka), choćby nie wiadomo jakimi łańcuchami próbował zahaczyć się w przeszłości emerytowany generał Ardalion Aleksandrowicz Iwołgin (świetny w tej postaci Kazimierz Czapla).

W bielskim teatrze wielowątkowej, trudnej prozie Dostojewskiego twórcy rzucili wyzwanie i trzeba powiedzieć – z niezłym efektem, mimo że zdarzają się irytujące dłużyzny, zwłaszcza w drugiej części spektaklu. Reżyser nie ograniczył jednak aktorów, dał im dużo swobody twórczej w wyrażaniu archetypów rosyjskich, z czego jedni skorzystali znakomicie, a drudzy z pewną taką nieśmiałością, jakby dopiero szukali właściwych dla siebie środków wyrazu. Na szczególne uznanie zasługują Oriana Soika jako ekscytująca Nastasja (jej nagość to feministyczny okrzyk, że kobieta nie jest przedmiotem seksualnego pożądania ani towarem wystawionym na sprzedaż), Daria Polasik-Bułka jako Warwara, Rafał Sawicki (Myszkin) i partnerujący mu Mateusz Wojtasiński (Rogożyn), a także Adam Myrczek (Ferdyszczenko), wspomniany Kazimierz Czapla i genialny Grzegorz Margas. Godne podziwu są także układy choreograficzne, na co miał wpływ aktor Mateusz Wojtasiński, oprawa muzyczna Rafała Rozmusa, świetnie prowadząca narrację (autor nie zawahał się użyć cytatu z „Traviaty” Verdiego i aktorskich komentarzy chóralnych, wchodzących w zdarzenia na scenie), a także nowoczesne projekcje multimedialne Aleksandra Janasa i Pawła Szarzyńskiego do scenografii Jerzego Rudzkiego i kostiumów Moniki Nyckowskiej. Zdjęcia twarzy (oczu, ust, powiek, włosów), a także drzew i powiewających na wietrze liści w technice laserowej robią naprawdę wrażenie. Widać, ile serca włożyli twórcy w ten spektakl i jak bardzo udzieliła im się fascynacja Opryńskiego twórczością Dostojewskiego, rosyjską duszą.

Św. Idiota” nie jest spektaklem łatwym i przyjemnym (w sensie – rozrywkowym), momentami denerwuje i drażni, wymaga skupienia i refleksji. Ma też swoistą pulsację. Od drżenia pękającego świata i nierównego rytmu, od zmiennych nastrojów widzowie wprowadzani są w niepokój i niepewność. Ale to adaptacja godna uwagi, zrealizowana z ogromnym szacunkiem dla literackiego pierwowzoru, lecz bez szczególnego nawiedzenia. „Św. Idiota” według Dostojewskiego zagrany został ryzykownie, z pełną świadomością kosztów własnych, jakie trzeba będzie zapłacić za grzech przeniesienia t a k i e j prozy na scenę, lecz bielski zespól potwierdził po raz kolejny, że stać go na ryzyko i artystycznie zawsze się obroni.

Z przedstawienia wychodzimy skupieni, nabierając głęboko zimnego powietrza w płuca i powoli je wypuszczając. Jest nad czym pomyśleć.

Tekst: STANISŁAW BUBIN Zdjęcia: JOANNA GAŁUSZKA

TWÓRCY Adaptacja i reżyseria Janusz Opryński; Scenografia Jerzy Rudzki; Kostiumy Monika Nyckowska; Muzyka Rafał Rozmus; Ruch sceniczny Mateusz Wojtasiński; Multimedia Aleksander Janas, Paweł Szarzyński.

OBSADA Nastasja Filipowna Baraszkowa Oriana Soika; Generałowa Lizawieta Prokofiewna Jepanczyn Marta Gzowska-Sawicka; Agłaja Iwanowna Jepanczyn Wiktoria Węgrzyn; Adelajda Iwanowna Jepanczyn Anna Figura; Aleksandra Iwanowna Jepanczyn Jagoda Krzywicka; Warwara Ardalionowna Iwołgin Daria Polasik-Bułka; Lew Nikołajewicz Myszkin Rafał Sawicki; Parfien Siemionowicz Rogożyn Mateusz Wojtasiński; Łukian Lebiediew Tomasz Lorek; Iwan Fiodorowicz Jepanczyn Grzegorz Sikora; Gawriła Ardalionowicz Iwołgin Michał Czaderna; Ardalion Aleksandrowicz Iwołgin Kazimierz Czapla; Ferdyszczenko Adam Myrczek; Pticyn Piotr Gajos; Hipolit Terentiew Grzegorz Margas; Keller Sławomir Miska; Afanasij Iwanowicz Tocki Jerzy Dziedzic.

Napisano w Aktualności

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress