SZPILKI ZA MILION

CODZIENNIE KSIĄŻKA. Nowość z Wydawnictwa Burda Media – komedia kryminalna już w dobrych księgarniach (www.burdamedia.pl)

Uczciwy złodziej, perfidna celebrytka i oszukany kochanek – to musi być mieszanka wybuchowa! Jacek Sparowski jednego dnia traci pracę, dziewczynę i dach nad głową. Kiedy znajduje pokój do wynajęcia u ciotki przyjaciela i zostaje zatrudniony w nowej firmie, wydaje się, że pech nareszcie przestanie go prześladować. Ale nic bardziej mylnego, prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają. Lola Marini – polująca na bogatego męża celebrytka, prywatnie była żona Sparowskiego – planuje szalony przekręt mający jej przynieść fortunę. Na dodatek zabójczo atrakcyjna i wyrachowana Lola chce wrobić w tę aferę przyjaciela Jacka. Jacek postanawia więc ratować Miśka, a przy okazji wyrównać rachunki ze swoją byłą żoną. Zaczyna się walka z czasem, mnożą się niespodzianki, a zagadek do rozwiązania wciąż przybywa. Jak przechytrzyć oszustkę, kiedy największym przeciwnikiem jest własna uczciwość? W tym niełatwym zadaniu pomaga bohaterowi jego gospodyni – emerytowana policjantka, dla której przejście na ciemną stronę mocy również staje się życiowym wyzwaniem. Dość szybko okazuje się jednak, że w tym wyrafinowanym przekręcie bierze udział niejedna osoba, a główną rolę w komedii pomyłek odgrywają… drogocenne szpilki.

„Szpilki za milion” to miłość, intryga i humor, którego nie powstydziliby się klasycy gatunku.

Opinie recenzentów

Opętani czytaniem: „Szpilki za milion to bardzo dobrze napisana powieść, którą polecam z pełnym przekonaniem każdemu polskiemu miłośnikowi literatury z najwyższej półki! Idealna propozycja dla każdego czytelnika, która wprawia w doskonały nastrój, gwarantuje oderwanie od codziennych spraw i zapewnia świetną rozrywkę. Mi osobiście książka ta przypomina wspaniałe czarno-białe angielskie komedie kryminalne sprzed lat, przy których bawiłam się w swej młodości.”

Tomasz Radochoński: „Nowa powieść „Szpilki za milion” ma nie tylko wyrazistych bohaterów, lekką formę, ale i wielopoziomową intrygę rodem z komedii slapstickowej. Jej książka to gotowy scenariusz na film dla całej rodziny.

Paula Sieczko: Mistrzowska intryga bez trupów i niepotrzebnego rozlewu krwi, angażująca i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Już dawno nie czytałam tak lekkiej i przyjemnej książki.

Małgorzata Tinc: Uśmiechałam się szeroko podczas lektury, zrelaksowałam, przeczytałam w ekspresowym tempie i odłożyłam, mając świadomość dobrze spędzonego czasu. Znakomita powieść rozrywkowa!

O autorce
Izabela Szylko – dziennikarka, reżyserka, scenarzystka, producentka i pisarka (w zależności od potrzeb). Pracowała m.in. w miesięczniku „Kino” i telewizyjnym Ekspresie Reporterów. Jej debiut literacki „Madonna z hiacyntem” został wyróżniony w konkursie na powieść kryminalną miesięcznika „Detektyw”, a scenariusz będący adaptacją powieści „Łyżeczka” znalazł się w finale Script Pro – najważniejszego w Polsce konkursu dla scenarzystów. Wielbicielka bliskich i dalekich podróży, ogórków małosolnych i czerwonego wina (konfiguracja przypadkowa). „Pół żartem” przedkłada nad „pół serio”, niechętnie godząc się z zasadą, że dwie połówki powinny dać jedną całość.

 

KSIĄŻKA JAK RÓŻOWE OKULARY

Rozmowa z IZABELĄ SZYLKO, autorką komedii kryminalnej „Szpilki za milion”

Inteligentny żart, wciągająca intryga i miłość, która zawróci w głowie – „Szpilki za milion” Izabeli Szylko to rozrywkowa powieść na najwyższym poziomie. To jest książka dla wszystkich tych, którzy lubią czasem popatrzeć na świat przez różowe okulary.

Szpilki za milion? Skąd taki pomysł?

Zobaczyłam takie w Harrordsie w Londynie. Były wysadzane diamentami i niezmiernie kusiły. Ale to od pary głównych bohaterów – życiowego pechowca i dziarskiej emerytki, która lubi porządkować innym życie – zaczęła się tak naprawdę ta historia. Szpilki pojawiły się później. Stały sobie w wielkim, szklanym akwarium z kuloodpornymi szybami. Przyszły dokładnie wtedy, gdy myślałam o czymś cennym, o co będą walczyć bohaterowie powieści. Dalej poszło już łatwo.

Takie tytułowe szpilki są twoim marzeniem czy raczej wybierasz wygodne trampki?

Najważniejsze w życiu są wygodne buty. Szpilki – i do tego złote, ale nie za milion! – założyłam tylko raz, bo nie miałam innego wyjścia. To było traumatyczne przeżycie, nigdy więcej!

O „Szpilkach” mówi się, że przypominają komedie Machulskiego i nawiązują do powieści Joanny Chmielewskiej. To książka dla tych czytelników?

To książka dla wszystkich tych, którzy lubią czasem popatrzeć na świat przez różowe okulary. Płeć i wcześniejsze upodobania literackie nie mają tutaj wielkiego znaczenia.

Ale chyba bardziej dla kobiet, bo okładka jest taka różowa?…

Niekoniecznie. Drodzy panowie – kolorem okładki proszę się nie sugerować. Róż po prostu bardziej rzuca się w oczy na półce w księgarni. A diamenty – to najlepsi przyjaciele kobiety. Jeżeli nie możecie im kupić prawdziwych, podarujcie przynajmniej te literackie.

Akcja w książce toczy się dynamicznie jak w najlepszej komedii filmowej, kogo widziałabyś w roli bohaterów?

„Szpilki” początkowo miały być scenariuszem, ale ponieważ już dwukrotnie przerabiałam scenariusz na powieść, postanowiłam tym razem odwrócić kolejność. Gdy ją pisałam, w mojej głowie Ziutą była Stanisława Celińska, a Lolą Marini Katarzyna Kwiatkowska, aktorka z wielkim, niewykorzystanym potencjałem komediowym. Jej parodie Dody w programie Szymona Majewskiego były mistrzowskie. Niestety, Jacek Sparowski, główny bohater, pozostał nieobsadzony. Jest tylu świetnych polskich aktorów – nie potrafiłam się zdecydować.

Czy przypadkiem Jacek Sparowski i pewien urokliwy pirat (Jack Sparrow) mają coś ze sobą wspólnego?

Charakterami różnią się dość zasadniczo, ale obaj są na swój sposób ujmujący. Johnny Depp w roli Jacka Sparowskiego? To byłoby prawdziwe wyzwanie!

Książka szybko zyskuje sympatię czytelników i ma opinię takiej, którą się czyta na raz, czego według ciebie to zasługa?

Jeśli rzeczywiście czytelnicy mają pozytywne odczucia, to chyba znaczy, że fabuła została skonstruowana jak należy, że każde wydarzenie prowokuje następne. Nie wystarczy, żeby rozdziały były krótkie, wszystkie powinny kończyć się tak, żeby czytelnik natychmiast chciał przewrócić kartkę, aby dowiedzieć się, co będzie dalej. Trochę humoru nie zaszkodzi, a sympatyczni bohaterowie, którym kibicujemy w osiągnięciu celu bardzo w tym pomagają.

Co jest tym magicznym składnikiem, który sprawia, że czytelnik wybucha śmiechem?

Myślę, że podejście. Przede wszystkim trzeba mieć szacunek do czytelnika. Nie można mu podrzucać najprostszych rozwiązań. Najłatwiej obśmiewa się ludzką głupotę i wielu autorów, niestety, idzie tą drogą. Ale, jeśli bohater jest głupi jak but i nie wyciąga żadnych wniosków, to ja nie bardzo mam ochotę, żeby o tym czytać. Bez większego wysiłku wymyśla się też sytuacje absurdalne, bo one już z założenia są śmieszne. Inteligentny czytelnik wymaga jednak, aby opisywane sytuacje nie tylko go bawiły, ale również mieściły się w granicach prawdopodobieństwa; humor może mieć charakter slapstickowy, ale dobrze też, żeby był podszyty ironią i prowokował do refleksji. Trzeba po prostu założyć, że czytelnik jest mądrzejszy od nas.

Przyznaj szczerze, sama uśmiechałaś się pisząc humorystyczne sceny?

Zabawne sytuacje powinny przede wszystkim rozweselać czytelnika, ale najpierw powinny wydać się śmieszne autorowi, żeby uznał, że warto je opisać. Nie chciałabym być takim modelowym opowiadaczem dowcipów, który jako jedyny śmieje się z własnych żartów, ale muszę się przyznać w największej tajemnicy, że kiedy czytałam tekst po pierwszej korekcie, zdarzyło mi się uśmiechnąć nie raz.

Poczucie humoru to jest coś z czym się rodzimy? Czy może trzeba je wyćwiczyć?

Hmm… Poczucie humoru to nie jest umiejętność, którą można zdobyć w szkole, a szkoda. Świat byłby wtedy dużo weselszy. Jest to dar, który ktoś otrzymuje od losu albo nie. Ale na skrzypcach też nie każdy nauczy się grać. Można ćwiczyć latami, ale po co? Nigdy nie dojdzie się do perfekcji, która innym przychodzi bez większego trudu. Lepiej być świetnym dekarzem, niż skrzypkiem na dachu.

Podobno ludzie, którzy rozśmieszają innych zawodowo, w towarzystwie sami są ponurakami, a ty?

Siedzę w kącie, łypię okiem, podsłuchuję i nagrywam na szarym dysku. Kompletnie nie potrafię opowiadać dowcipów. Kiedy opisuję jakieś zabawne sytuacje mam czas, żeby wszystko przemyśleć, poukładać tak, aby był i jakiś suspens, i wyrazista pointa. Na żywo tak nie potrafię. Najlepsze riposty przychodzą mi do głowy, jak już nie ma komu odpowiadać, bo wszyscy dawno wyszli. Naprawdę, lepiej mnie czytać, niż słuchać. Jestem oazą spokoju, ale do czasu. Bardzo długo potrafię trzymać nerwy na wodzy, ale jeśli coś mnie naprawdę wkurzy, to wtedy rosną mi kły.

Gdzie piszesz? W domu czy raczej w kawiarni?

O nie, nie potrafiłabym pracować w kawiarni, ani w żadnym innym miejscu publicznym. Wszystko mnie rozprasza. Nawet w domu, gdy jestem tylko z rodziną, ciężko mi się skupić. Nie pomaga mi zamknięcie drzwi. Żeby pisać muszę zostać sama ze sobą (no, ewentualnie z psem). Wyjeżdżam na tydzień do domku w lesie i wykonuję program maksimum – piszę kilkadziesiąt stron. Dłużej niż tydzień w tym tempie nie daję rady. Trzeba wrócić do rzeczywistości i zregenerować się wśród ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: IJA

Napisano w Pan Book

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress