STANISŁAW BUBIN
Może kiedyś, teraz już nie. Nazwy Stronie Śląskie i Lądek-Zdrój pod masywem Śnieżnika przestały być obce w całym kraju po przejściu przez oba miasta gigantycznej fali powodziowej we wrześniu ubiegłego roku. Większej od tej, jaką po roku dziewięćdziesiątym siódmym nazwano powodzią tysiąclecia. Jakby w obu miasteczkach wybuchła ogromna bomba. Część z nich zmyło zupełnie z powierzchni ziemi. Zniknęły mosty, domy, drogi, sklepy, znane miejsca. Rzeki Biała Lądecka, Morawka i Czarna Woda oszalały! A potem uderzyły w Kłodzko. W tym regionie – tak tragicznie doświadczonym, lecz wciąż malowniczym – rozgrywa się akcja najnowszej powieści kryminalnej Agaty Kunderman „Złuda”. Warto po nią sięgnąć z wielu powodów, lecz ten nawiązujący do zeszłorocznych wydarzeń powinien być jednym z kluczowych.
Dlaczego tak uważam? Autorka pisała swoją książkę przed powodzią, kiedy jeszcze nic jej nie zwiastowało. Ukończyła ją, gdy spadł pierwszy deszcz. W ten sposób, dość nieoczekiwanie, powieść zyskała dodatkowy wymiar – opowiada bowiem o miejscach w Stroniu i Lądku, które zostały zniszczone. Już ich nie ma albo dopiero zostaną odtworzone. Z kryminałem w ręku, jak z dobrym przewodnikiem, można pojechać do Kotliny Kłodzkiej, by wędrować śladami głównych bohaterów i porównywać, sprawdzać, co jest faktem, a co ułudą. Podróże turystyczne do tej części Sudetów są teraz tym bardziej wskazane, że wspierają ludzi tak ciężko poranionych przez straszliwy kataklizm.

„Złuda” to trzeci, chyba najbardziej wciągający i najlepiej skonstruowany kryminał Agaty Kunderman. Poprzedni, „Wody czerwone”, też toczył się w Lądku-Zdroju i okolicach, tuż przy granicy polsko-czeskiej, i miał tych samych bohaterów – młodą lądecką policjantkę Anitę Starską i ambitnego wrocławskiego prokuratora Feliksa Niemiłko, zesłanego na prowincję za jakieś zawodowe grzechy. Oboje w poprzedniej fabule wypowiedzieli wojnę bezwzględnym, morderczym gangom śmieciowym. Starską i Niemiłko spotykamy ponownie w „Złudzie”, ale w innych okolicznościach. Najpierw przez pół książki działa jedynie aspirant sztabowa Starska, przedstawicielka komórki dochodzeniowo-śledczej w lądeckim komisariacie policji. Awansowała po rozwiązaniu zbrodni związanych z aferą ekologiczną, bo wcześniej była tylko starszą aspirantką. Wydawać się mogło, że po tak efektownym i błyskotliwym początku kariery czeka ją droga usłana kolejnymi sukcesami, ale w tej części Kotliny Kłodzkiej codzienność wygląda zupełnie inaczej. Po wielkiej sprawie Anita Starska wyjeżdżała zazwyczaj na nudne patrole i zajmowała się na co dzień kradzieżami kur i królików, łapaniem pijaczków na rowerach oraz awanturami domowymi. O kolejnych spektakularnych wydarzeniach kryminalnych mogła jedynie pomarzyć. Aż do wiosny zeszłego roku, kiedy ze Stronia Śląskiego zniknęła bez śladu 31-letnia Malwina Ratajczyk, matka kilkuletniego Ignasia. Jej zaginięcie zgłosili pospołu rodzice, Teresa i Krzysztof Proczkowie, oraz mąż Malwiny, Jakub. Początkowo dochodzenie nie wskazuje na to, że Malwinie Ratajczyk stała się jakaś krzywda. Zgodnie z przepisami policja przyjęła zgłoszenie o zaginięciu, bo kobieta nie odnalazła się po dwóch dobach, nie dała znaku życia, nie zostawiła żadnej wiadomości, nie można się z nią było połączyć telefonicznie. Ekipa rozpoczęła rutynowe sprawdzenia – przesłuchała członków rodziny, rozpytała sąsiadów, obejrzała nagrania z monitoringu. Anitę zaniepokoiły sprzeczne wyjaśnienia rodziców i męża zaginionej. Widać było jak na dłoni silne napięcia, konflikty i sprzeczki w rodzinie. A także zaborczość teściów, którzy dążyli do przejęcia pieczy nad wnukiem. I silne przywiązanie chłopca do taty, z wzajemnością zresztą. Jakub Ratajczyk gotów był za wszelką cenę chronić dziecko przed niebezpieczeństwami. Anita skłaniała się więc ku założeniu, że kobieta mogła świadomie zniknąć, bo miała dość awantur domowych, mimo że rodzina zgodnie odrzucała tę możliwość.
Po przeanalizowaniu wszystkich dostępnych materiałów śledztwo Starskiej ugrzęzło na dobre. Brak wyników niepokoił komendanta komisariatu policji, zwłaszcza że w miasteczku zaczęły narastać niepokoje społeczne. Część mieszkańców ubzdurała sobie, że odpowiedzialność za zaginięcie Malwiny ponosił jej nielubiany mąż. Tak autorka rozkręciła wątek społeczny. Niewykluczone, że sąsiadów skrycie podburzali przeciwko Jakubowi rodzice kobiety. Jak walczyć z plotkami, z hejtem internetowym i mową nienawiści? Jakby nie dość było tych problemów, Anita miała też własne. Jej ojciec, zżerany przez raka, wylądował w kłodzkim szpitalu. Wydawało się, że to jego ostatnie dni. Policjantka miotała się między wyzwaniami zawodowymi a wizytami w lecznicy i rozmowami z lekarzem prowadzącym. Ojciec był jedyną bliską jej osobą, kochała go, troszczyła się o niego jak umiała najlepiej, wspomnienia ich najlepszych wspólnych dni przytłaczały ją, odbierały energię i wolę działania. Autorka znakomicie pogłębiła książkę opisami tej relacji, głównej bohaterce powieści nadając przyjazny, ludzki wymiar. Praca policyjna i śledztwo nie są bowiem jedynymi rzeczami zajmującymi Anitę, absorbuje ją także choroba ojca, wpływa na jej działania.
Obok tego wątku toczyło się jednak życie, pojawiały się kolejne zdarzenia. Nie wiadomo kiedy nad Stroniem i Lądkiem zawisły znowu ciemne chmury – w ludzkich szeptankach zaistniały opowieści o Wędrowcu, groźnej, niebezpiecznej postaci z lokalnych mitów. Kiedy czegoś nie można było wyjaśnić logicznie i racjonalnie, gdy ludzie zaczynali się bać niezrozumiałych zjawisk, odpowiedzialność za wszystko ponosił olbrzym Wędrowiec. Przychodził znikąd, z gór, zza skał, wyłaniał się z mgły, czynił zło, po czym znikał w gęstych lasach i czeluściach jaskiń. Tak było zawsze – i tak tym razem. Wędrowiec uparł się na młode kobiety. Porywał je i zabijał w całym regionie. Kolejne zaginięcia kobiet ożywiły pamięć o mitycznym Wędrowcu w gazetach i internecie, w rozmowach mieszkańców. Opowieści o tej postaci z lokalnych horrorów należałoby czym prędzej włożyć między bajki, przeczyły bowiem zdrowemu rozsądkowi i logice, gdyby nie… prokurator Niemiłko. Pojawił się znowu w Lądku-Zdroju i potwierdził, że jest coś na rzeczy. Ktoś naprawdę zabijał młode kobiety i niewykluczone, że porwał również Malwinę Ratajczyk. Tylko patrzeć, jak przypadkowy turysta znajdzie w górach jej okaleczone ciało. Tak samo okaleczone jak ciała kobiet w Wałbrzychu, Wrocławiu i kilku innych miejscach regionu. Do tej pory seryjny morderca pozbawił życia pięć atrakcyjnych kobiet. Zapewne mieszkanka Stronia Śląskiego będzie szósta na tej ponurej liście. I nie będzie to ofiara tajemniczej zjawy z sudeckich legend, lecz kogoś, kto te zbrodnie starannie planował i wykonywał z zegarmistrzowską precyzją.
Obecność prokuratora Niemiłki ożywiła lokalnych śledczych. Na polecenie zwierzchników policjanci z okolicznych miast stworzyli zespół, który zebrał dotychczasowe materiały i ponownie je analizował, teraz już pod kątem seryjnego zabójcy. Policyjna profilerka rozpoczęła prace nad sylwetką domniemanego sprawcy. Nie czekając na jej ustalenia, grupa doszła do wniosku, że należałoby jeszcze raz przyjrzeć się Jakubowi Ratajczykowi. Zbyt wiele śladów prowadziło do niego, zwłaszcza że często pisał w internecie o sudeckich legendach i aktywnie udzielał się w grupach rekonstrukcyjnych, odtwarzających historyczne wydarzenia. Może po prostu genialnie udawał miłość do żony i przywiązanie do dziecka, prowadząc drugie życie? Pojawiły się też nowe tropy. Ktoś w imieniu rzekomego Wędrowca rozesłał do mieszkańców zagadkowe listy z ostrzeżeniami wywołującymi panikę. W lokalnych gazetach pojawiły się artykuły otwarcie krytykujące śledczych za opieszałość. W nagraniach jednej z miejskich kamer zarejestrował się nocą zagadkowy mężczyzna w wielkim kapeluszu i długim płaszczu, do złudzenia przypominający Wędrowca z archiwalnych opisów. I wyraźnie drwił z funkcjonariuszy. Tymczasem Anita odkryła, że seryjny morderca zostawia przy zwłokach szczególne „pamiątki” i że ciała znajdowane są zwykle na drogach prowadzących do cmentarzy. Przypadek? Czy dlatego sprawca kieruje się dewizą, że „złym czynem skażone życie nie jest warte tego, by je ocalić”? Co złego zrobiły te nieszczęsne kobiety, by wymierzyć im aż tak okrutną sprawiedliwość?
Aspirant Anita Starska i prokurator Feliks Niemiłko połączyli siły, by powstrzymać mordercę i zatrzymać serię makabrycznych zdarzeń, lecz nie szło im łatwo. W pewnym momencie zaczęli nawet szukać kreta w swoim otoczeniu. Niektóre informacje znane tylko śledczym wyciekły do mediów. To był z ich strony efekt determinacji i frustracji, ale też desperacji, by dopaść mordercę, nim uderzy ponownie. Nic w śledztwie nie układało się tak jak powinno. Pojawiło się jednak światełko w tunelu, choć z tą sprawą niemające nic wspólnego – lekarzom udało się przełamać kryzys w chorobie ojca Anity. Może to była złudna poprawa, może tylko siłą woli pacjent zwyciężył na krótko śmierć stojącą na progu?… Tata policjantki otrzymał zgodę na powrót do domu, więc w Anitę wstąpiła nadzieja. Zaczęła dostrzegać nowe fakty, ożywiła się, zauważyła, że Feliks ją adoruje, mocniej zabiło jej serce, zatrzepotały w brzuchu motyle…
Agata Kuderman zręcznie poprowadziła nas przez mroczną rzeczywistość lądecką, w której fakty łatwo było pomylić ze złudzeniami. W gąszczu sprzecznych motywów, złych i dobrych intencji, kłamstw i fatalnych uczuć, złożonej psychiki i głęboko ukrytych pobudek niezwykle trudno doszukać się rozwiązania zagadki. Zwłaszcza że niemal do końca nie dowiemy się w trakcie lektury, kto był łowcą, a kto ofiarą, kto chciał naprawdę dociec prawdy, a kto tylko na sprawie usiłował zrobić karierę.
Nie dajmy się zwieść pozorom. W zgiełku wydarzeń ciężko cokolwiek usłyszeć, zwłaszcza wołanie o pomoc. A wołać o pomoc może każdy, nawet domniemany Wędrowiec…

O autorce: AGATA KUNDERMAN debiutowała dobrze przyjętym thrillerem psychologicznym „Wróżda”. Recenzję LADY’S CLUB znajdziecie tutaj: https://tinyurl.com/mrxzuz6x. Następnym jej kryminałem były „Wody czerwone”. Nasza recenzja ukazała się tutaj: https://tinyurl.com/yrpkj4e3. Autorka mieszka we Wrocławiu. Na co dzień jest specjalistką do spraw marketingu w branży motoryzacyjnej. Mężatka, mama dwójki dzieci. Zimą śmiga z mężem na snowboardzie, latem na motocyklu. Historiami o swojej rodzinie dzieli się na blogu Konkret Babka. Pisanie to jedna z najważniejszych rzeczy w jej życiu. Szuka inspiracji w otaczających ją miejscach, a kiedy pisze, jest obok swoich bohaterów. Jej profil na Facebooku: https://www.facebook.com/konkretbabka. O swojej najnowszej powieści napisała tak: „Ta książka jest inna. Zostawiłam w niej kawałek siebie, bo mimo mroku, morderstw i zła, które czai się na jej kartkach, bardzo chciałam uwidocznić również to, co piękne: miłość i troskę. Anita i Feliks znowu ruszają w pogoń za mordercą, który wydaje się być jak górska mgła. Mierzą się przy tym z własnymi demonami. Dokąd te demony ich zaprowadzą? Będę zaszczycona, jeśli dacie się zaprosić w drugą sudecką podróż”.
Skorzystałem z zaproszenia i nie żałuję! Teraz czekam na następną powieść.

Agata Kunderman „Złuda”. Wydawnictwo Initium, Kraków 2025 (www.initium.pl). Oprawa miękka ze skrzydełkami, str. 480. Premiera 21 marca 2025. Książkę można zamawiać w księgarniach internetowych Empik https://bit.ly/zluda-empik, Tania Książka https://bit.ly/zluda-bb-tk, Świat Książki https://bit.ly/zluda-sk.


