GDYBYM NIE MIAŁA PRZYMUSU PISANIA, CHYBA BYM EKSPLODOWAŁA OD ŚRODKA. Wywiad

Z KAMILĄ CUDNIK, autorką powieści W cieniu twierdzy, wydanej przez Zysk i S-ka Wydawnictwo, rozmawia Stanisław Bubin

Kamila Cudnik ze swoją najnowszą powieścią W cieniu twierdzy.

Od razu na wstępie naszej rozmowy zapytam, czy pani najnowsza powieść będzie miała ciąg dalszy? Wiele ciekawych wątków – zwłaszcza ten najważniejszy, związany z główną bohaterką, Luizą Zagórską – niespodziewanie urywa się. No i zagadki kryminalne nie znajdują rozwiązania… To celowa konstrukcja, by pozostawić czytelnika w niepewności?

Tak, rzeczywiście celowo zostawiłam powieść w takim miejscu. Dla mnie pod pewnymi względami stanowi ona zamkniętą całość, ale też zawiera wiele niedomówień. Jest tak skonstruowana, żeby żaden wątek nie był najważniejszy – ani ten romansowy czy obyczajowy, ani kryminalny, ani konspiracyjny. One współistnieją i tworzą całość. Chciałam też zachować rzeczywiste proporcje zagadki kryminalnej, ponieważ w realnym świecie policja musi zebrać bardzo dużo dowodów, żeby doprowadzić śledztwo do finału przed sądem. Wszyscy oczywiście znamy procesy poszlakowe i te, gdzie na siłę szuka się winnych, ale to nie ten rodzaj literatury. W mojej książce jest trochę inaczej, ginie polska chłopka, nikt ważny, żaden generał czy polityk, ani też koronowana głowa. Tylko że w trakcie rozwoju fabuły dochodzą takie wątki, które komplikują sprawę i nie jest to już pojedyncze morderstwo, gmatwanina wydarzeń. Ale obiecuję, że wszystko to wyprostuję…

Dlaczego zdecydowała się pani napisać książkę historyczną, lokując jej akcję na początku XX wieku w Toruniu, w czasach pruskich, na pograniczu Pomorza i Kujaw? To owoc pani zainteresowań historią miasta i regionu?

Tak mi się jakoś zamarzyło i postanowiłam pomysł zrealizować. Oczywiście najpierw musiałam szczegółowo poznać realia tamtych czasów, ot, chociażby proste kwestie dotyczące transportu i przemieszczania się ludności w tamtych czasach, samochodów przecież nie było, pierwszy pojawił się w Toruniu w 1905 roku. Takich szczegółów jest mnóstwo.

W jakim momencie życia poczuła pani literacki zew? To znaczy kiedy uznała pani, że odtąd będę pisarką, bo mam wiedzę i potrafię układać fabularne opowieści?

Mam wrażenie, że było to we mnie od czasu, gdy odkryłam książki i zaczęłam czytać. Mniej więcej w wieku dziesięciu-dwunastu lat, dokładnie niestety nie pamiętam, pomyślałam, że zostanę pisarką. Potem to trochę umykało, bo proza życia wiele planów potrafi zmodyfikować, ale potrzeba pisania była we mnie przez cały czas.

Kamila Cudnik: Oglądałam Toruń jako twierdzę, sprawdzałam, gdzie były jakie budynki, jaką pełniły funkcję, poznałam topografię ówczesnego miasta…

Skąd u pani ta wielka miłość do Torunia? Co tak panią zachwyca w tym mieście?

Trudno Torunia nie pokochać, naprawdę. To piękne miasto o bogatej historii. Zachwycam się wieloma miejscami, jednocześnie Toruń jest mi o wiele łatwiej poznać, ponieważ tutaj mieszkam. Gdybym chciała pisać na przykład o Paryżu, byłoby to mniej wiarygodne, bo o ile tam byłam, to nie widziałam zbyt wiele, tylko trochę. A po Toruniu chodzę godzinami, oglądam, przyglądam się, czasami patrzę, jak układają się cegły w murach miejskich i zgaduję, który fragment jest z jakiego okresu i jaka jest jego historia. Zapewne nie należy się uczyć historii z powieści, ale lepiej, jeśli są one skonstruowane z dbałością o rzeczywiste przedstawienie faktów, które stanowią tło. Staram się, choć i źródła historyczne bywają niespójne. Trochę też wrzuciłam wytworów mojej wyobraźni, ale zaznaczyłam je w przypisach. Takim przykładem jest pałac w Wygoddzie, który tak naprawdę nigdy tam nie stał.

Ma pani, przyznam, znakomity warsztat i świetnie łączy historię, jaka zdarzyła się naprawdę, z fikcją literacką, z kreacjami, którą prowadzą czytelników za kulisy wydarzeń i każą im się zastanawiać, czy może istotnie takie były ich przyczyny. Czy bawi panią wymyślanie historycznych prawdopodobieństw?

Bardzo dziękuję za komplement. Staram się trzymać faktów i dopisywać jedynie losy wymyślonych bohaterów. Wiele rzeczy jest w akcji książki prawdziwych. Jeśli wymieniam proces sądowy, to on się odbył naprawdę i to właśnie w dniu, w którym dzieje się w powieści. Nawet Walter von Offenberg został zainspirowany postacią faktycznie mieszkającego w Toruniu na Rynku Nowomiejskim oficera, który był wysłany do Twierdzy Toruń wraz z córką, gdy uciekła od niego żona, wiążąc jego nazwisko ze skandalem. To były takie czasy. Oczywiście Hauptmann von Offenberg jest zupełnie innym człowiekiem, nie mieszka na Rynku Nowomiejskim, ale skandal jest w realiach epoki, tak bywało.

Mocno się pani wczuwa w losy swoich bohaterów? Kto jest potem pierwszym czytelnikiem pani tekstów?

Losy bohaterów są mi bardzo bliskie i jestem z nimi zżyta. Jedni mnie bawią, a właściwie ja się nimi bawię, a inni skradli moje serce i chcę dla nich jak najlepiej, choć oczywiście rzucam im kłody pod nogi, bo inaczej nie byłoby akcji. Po napisaniu książki sama czytam ją jeszcze kilka razy, żeby zobaczyć, czy toczy się gładko i czy tekst czyta się szybko. Mam nadzieję, że nigdy nikogo nie zanudziłam, bo to zarzut, którego bardzo się obawiam. Reszta jest chyba kwestią gustu i upodobań. Potem czyta je moja koleżanka Paulina, a potem już tylko redaktorki. Jakoś nie mam sumienia prosić kogoś jeszcze. Książka wydana w formie papierowej jest już po korekcie, nie zawiera literówek, jest dopracowana i wygodna w czytaniu i wolę ją dopiero wtedy komuś zaprezentować. Do Pauliny natomiast mam ogromne zaufanie i gdyby mi powiedziała, że książka jest nie bardzo, to pisałabym jeszcze raz. Mam też nadzieję, że Paulina będzie szczera, gdy przydarzy mi się taka powieść i da mi do zrozumienia, że to się do czytania nie nadaje.

Kamila Cudnik: Poczułam się w pewnym momencie zaskoczona odkryciem, jak bardzo te czasy były kosmopolityczne i wbrew zaborczym zakusom otwarte na różnorodność…

Czy czytają panią również historycy zawodowi? Co mówią?

Tego nie wiem, żaden się jeszcze nie przyznał. Ja ich bardzo męczę pytaniami, bo nie zawsze wiem, gdzie szukać odpowiedzi. Często jest tak, że dostaję informację, w jakim źródle jest opis tego czy tamtego zdarzenia. Natomiast mamy w Toruniu blogera, który tworzy niezwykle wartościowy blog PoToruniu (http://potoruniu.blogspot.com/) i jest on patronem medialnym mojej książki już po raz drugi. Zakładam, że Michał nie kłamał, pisząc o fabule W cieniu twierdzy, a napisał wiele ciepłych słów, sam będąc przecież znawcą historii Torunia.

Bohaterowie powieści, Polka Luiza Zagórska, ziemianka z podupadłego rodu, i pruski junkier Hauptmann Walter von Offenberg, to ciekawe i niejednoznaczne postaci, które mają się ku sobie, ale czasy i okoliczności im nie sprzyjają. Miłość ma kłopoty, żeby rozkwitnąć w cieniu Festung Thorn. Czy uczucia mogą się rozwijać wbrew wszelkim okolicznościom? Polska patriotka może pokochać Prusaka z dość mroczną przeszłością? Zwłaszcza że on, mimo wszystko, wydaje się człowiekiem porządniejszym i bardziej prawym aniżeli polski hrabia, którego rodzina chce narzucić Luizie?…

Zobaczymy, jak to będzie. Podobno w miłości, jak na wojnie, wszystkie chwyty dozwolone. Ja tutaj niczego więcej nie zdradzę, bo wątek miłosny będzie się rozwijał i mam fajne plany, więc zachęcam po prostu do czytania. Osobiście bardzo lubię tych dwoje, choć nie są bez wad.

Kamila Cudnik: Kolejna książka jest już prawie napisana. To będą dalsze losy bohaterów powieści W cieniu twierdzy. Zapewne nie będzie to moja ostatnia powieść historyczna…

Pani powieść to także, jak wspomnieliśmy, pełnokrwisty, stylowy kryminał. W noc świętojańską ktoś w okrutny sposób pozbawił życia młodą atrakcyjną dziewczynę „z ludu”, na domiar złego na cmentarzu. W podobny sposób, także w noc Kupały, jedenaście lat wcześniej zginęła inna kobieta. Toruńska policja, oczywiście niemiecka, zaborcza, bo innej nie było, prowadzi śledztwo wśród polskiej, miejscowej ludności, więc pojawiają się wątki i polityczne, i patriotyczne. Nie dość tego – giną inni ludzie lub tajemniczo znikają, ktoś wznieca w okolicy pożary. Udało się pani zręcznie powiązać sekwencje obyczajowe, romantyczne z kryminalnymi i konspiracyjnymi. To owoc pani fantazji twórczej, czy też fabuła miała solidną podbudowę w faktach, w ówczesnych gazetach i dokumentach?

Samo zabójstwo jest wytworem mojej, jak widać, krwiożerczej, wyobraźni. Wątki polityczne i patriotyczne mają natomiast solidną podstawę, choć postaci są w części wymyślone, a w części nie, bo chociażby pani Felicja Gajewska i jej mąż to osoby, które w tamtym czasie faktycznie żyły. Jak ktoś zna historię, to znajdzie tutaj wiele faktów. A kupalnocka fascynowała mnie od jakiegoś czasu bardzo mocno i chciałam koniecznie osadzić ją w jakiejś opowieści, więc wreszcie to zrobiłam i splotłam z morderstwem, a właściwie z morderstwami. To jest czas zabawy pod gołym niebem, jest dużo ludzi i na dodatek są pijani, niewiele trzeba do nieszczęścia, choć na ogół zabawy tak się nie kończą. Tylko że powieść czy film zwykle naginają rzeczywistość, przerysowują ją, bo nikt nie chce czytać o codzienności, przeciwnie, w książkach szukamy odskoczni od niej.

Duże uznanie należy się pani za staranny reaserch z epoki. Książka uzyskała dzięki temu wiarygodność, a my, czytelnicy, czujemy się tak, jakbyśmy wniknęli w klimat tamtych czasów… Nie żal pani trochę, że zniknęły? Pomijam oczywiście kontekst historyczny, bo to jednak były zabory, a twierdza strzegła granicy prusko-rosyjskiej. Polska wróciła do Torunia dopiero po wojnie światowej, w 1920 roku, jednak bohaterowie, odwiedzający liczne piwiarnie i zabawy w ogródkach i parkach, nie mają świadomości zbliżających się zmian, choć w tym tyglu narodowościowym napięcie stale rosło… Ile czasy zajęły pani przygotowania do napisania książki, rozmowy z ekspertami, studiowanie archiwów?

Przyglądanie się początkom XX wieku zajęło mi oczywiście bardzo dużo czasu. Trochę sama się z siebie podśmiewałam, ponieważ gdy już postanowiłam napisać powieść historyczną, usiadłam przy biurku i w myśl zasady żeby pisać, trzeba pisać – napisałam kilka pierwszych zdań i… utknęłam. Od zawsze lubiłam historię i znałam ją dość dobrze, ale do napisania powieści to nie wystarczyło. Powieść ma fabułę i tę można skonstruować bez tła, ale jeśli chce się odmalować tło w sposób wiarygodny, trzeba włożyć sporo pracy. Ja się do tej książki przygotowywałam dość długo. Oglądałam Toruń jako twierdzę, sprawdzałam, gdzie były jakie budynki, jaką pełniły funkcję, poznałam topografię ówczesnego miasta, ale też skład ludności, liczebność garnizonu, skład władz miasta, skład komisariatu, okoliczne miejscowości, no i prawo obowiązujące w tamtym czasie, jak również modę, literaturę, prasę… Poczułam się w pewnym momencie zaskoczona odkryciem, jak bardzo te czasy były kosmopolityczne i wbrew zaborczym zakusom otwarte na różnorodność. Czy mi żal tamtych czasów? Trudno nie zakochać się w epoce fin de siècle. I wydaje mi się, że część ludzi czuła już zmiany, one wisiały w powietrzu. Trudno wytłumaczyć sobie dzisiaj, jak to się stało, że ludzie, którzy od pokoleń nie znali wolnej Polski, tak bardzo jej pragnęli. To trochę wbrew logice. A jednak gdy się czyta chociażby biografię Józefa Piłsudskiego, gdzie są pokazani również jego towarzysze i cała ówczesna organizacja konspiracyjna, to widać wysokie poczucie wartości w Polakach, w których nikt nie zabił przez ponad sto lat potrzeby wolności. Dla mnie to niezwykłe i wcale nieoczywiste, choć dzisiaj tak na to patrzymy.

Na pewno ma pani patent na doskonałą organizację czasu… Bez życiowej dyscypliny mało komu udałoby się napisać książkę z taką dbałością o szczegóły? Jak urządza pani sobie zwykły dzień?

To raczej nie organizacja pracy, tylko wewnętrzny przymus czy może potrzeba pisania. Gdzieś w środku tkwi świadomość, że jeszcze tej książki nie skończyłam i dlatego każdego dnia ją piszę, ona się musi skrystalizować i urodzić, bo chyba bym eksplodowała od środka. No nie da się inaczej! Czasem piszę kilka stron, a czasem kilka zdań. Niekiedy też wyrzucam sporo tekstu. Bywam zmęczona i sfrustrowana, bo mi nie wychodzi, a potem siadam i widzę, co w tekście nie pasowało i nagle zaczyna się układać. Pisanie książek to trudna, a jednocześnie bardzo wciągająca praca. Ja ją lubię. A zbieranie materiałów jest poniekąd przyjemnością, czy może bardziej przygodą. Wsadzamy nos w jakąś sprawę i nagle rozwija się wiele wątków i szczegółów, poznajemy coś coraz dokładniej. To fajne, o wiele fajniejsze niż na przykład siedzenie w biurze i wpisywanie danych. Proszę sobie wyobrazić wiele godzin spacerowania, chodzenia po bunkrach, rozmów, oglądania wystaw, kolorowych ilustracji, starych zdjęć… Czy to nie cudowne? Bardzo lubię tak spędzać czas. Mam wrażenie, że gdy już się zafiksuję na jakimś temacie, to potem wszędzie i przy każdej okazji wyszukuję szczegóły. Pytam, rozmawiam z ludźmi, oglądam budynki, ich rozmieszczenie. Nawet kiedy idę na cmentarz, to patrzę na nagrobki, bo tam są imiona i nazwiska, które mi czasem pasują do bohaterów.

I na koniec: kiedy możemy oczekiwać pani kolejnej książki? Czym jeszcze zaskoczy pani czytelników?

Kolejna książka jest już prawie napisana. To będą dalsze losy bohaterów W cieniu twierdzy. Odleglejsze plany też już mam, ponieważ w mojej głowie siedzi więcej pomysłów niż mam mocy przerobowych na ich realizację. Zapewne nie będzie to moja ostatnia powieść historyczna. Mam już fabułę dziejącą się w średniowieczu, ale też taką bardziej współczesną. Zobaczymy, jak to się wszystko potoczy.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję, zwłaszcza za te wszystkie miłe słowa na temat mojej powieści.

KONKURS CZYTELNICZY

Dzięki uprzejmości Zysk i S-ka Wydawnictwa (www.zysk.com.pl) ogłaszamy dla Czytelników LADY’S CLUB konkurs, w którym można zdobyć 2 egzemplarze książki Kamili Cudnik W cieniu twierdzy. Otrzymają je ci z Państwa, którzy pierwsi odpowiedzą na pytanie: Za czyje pieniądze wzniesiona została pruska twierdza fortowa w Toruniu i kto był jej projektantem? Odpowiedzi wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl.

REGULAMIN

1. Nagrodę w konkursie stanowią 2 książki Kamili Cudnik W cieniu twierdzy, ufundowane przez Zysk i S-ka Wydawnictwo.

2. Rozdanie przewiduje 2 zwycięzców – każdy z nich otrzyma po jednym egzemplarzu książki.

3. Rozdanie trwa od 31 grudnia 2021 roku do wyczerpania nagród.

4. Do rozdania można zgłosić się tylko raz.

5. Zadanie polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie dotyczące książki: Za czyje pieniądze wzniesiona została pruska twierdza fortowa w Toruniu i kto był jej projektantem?

6. Spośród nadesłanych odpowiedzi redakcja wyłoni 2 zwycięzców.

7. Wyniki zostaną ogłoszone pod recenzją książki na stronie LADY’S CLUB.

8. Zwycięzcy mają 3 dni na przesłanie na adres redakcja@ladysclub-magazyn.pl swoich danych do wysyłki nagrody drogą pocztową; w przypadku braku takiej informacji w wyznaczonym czasie zostanie wybrana kolejna osoba.

Pytanie: Za czyje pieniądze wzniesiona została pruska twierdza fortowa w Toruniu i kto był jej projektantem? Odpowiedź: Festung Thorn, pruska twierdza fortowa z II połowy XIX wieku, wzniesiona została za pieniądze uzyskane z kontrybucji po wojnie francusko-pruskiej, a jej projektantem był
m.in. Hans Alexis von Biehler. Książki otrzymują: Janina Podgórska Zabierzyce i Henryka Krawieczyńska, Bytom.

Napisano w Pan Book

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress