MAGIA KRAKOWSKIEGO DOMU LITERATÓW. Recenzja

STANISŁAW BUBIN

Nigdzie indziej na świecie, poza Krakowem, nie było drugiego takiego domu! Legendarny, magiczny, owiany tysiącami wzruszających wspomnień Dom Literatów przy ulicy Krupniczej 22 stał się zaraz po wojnie, w lutym 1945 roku, przyczółkiem bezdomnych pisarzy. Jeszcze grzmiały wojskowe działa w drodze na Berlin, jeszcze hitlerowcy nie skapitulowali, gdy prezes Związku Zawodowego Literatów Polskich, Kazimierz Czachowski, przy pomocy młodego prozaika Tadeusza Kwiatkowskiego i wsparciu poety Adama Ważyka wynegocjował od prezydenta miasta i pełnomocnika rządu tymczasowego przydział do tego domu – na biuro, mieszkania i stołówkę dla ściągających do Krakowa pisarzy. Tych ze spalonej po powstaniu Warszawy, z przejętego przez Sowietów Lwowa, z oflagów, kacetów i łagrów, z partyzanckich lasów.

O tym właśnie, o kamienicy i jej mieszkańcach, o przeszło pięćdziesięcioletniej historii tego miejsca, jest książka Jana Polewki Dom pod wiecznym piórem, nowość z nieocenionych Iskier (www.iskry.com.pl). Tytuł oczywiście ma symboliczną wymowę, bo wieczne pióro nie jest wieczne. Wieczne jest tylko to, co zapisane, utrwalone w książce, na fotografii, w filmie i na obrazie, co nieulotne i pozostaje! Był to więc nie tyle dom pod atramentem i wiecznymi piórami, co raczej pod wiecznie stukającymi maszynami do pisania, które słychać było na całej ulicy i od podwórza, zwłaszcza latem, przy otwartych oknach, a głównie nocą, gdy literaci – jeśli tylko nie biesiadowali – łapali natchnienie i koślawymi metalowymi czcionkami zapisywali kolejne ryzy papieru.

W latach 1945-1996 w trzypiętrowym domu przy Krupniczej mieszkało stu literatów. Jedni krótko, inni pół roku, jeszcze inni dziesięciolecia. Wśród nich Czesław Miłosz, Jerzy Andrzejewski, Stefan Otwinowski, Wilhelm Mach, Tadeusz Śliwiak, Leon Kruczkowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Wisława Szymborska, Stefan Kisielewski, Sławomir Mrożek, Tadeusz Różewicz, Jerzy Szaniawski czy Maciej Słomczyński. W 1953 roku do Domu Literatów wprowadził się również dziennikarz Bruno Miecugow, przez wiele dekad związany z Dziennikiem Polskim. Rodzina Miecugowów mieszkała tam do 1970 roku, najpierw w pokoju po Gałczyńskim, później na innym piętrze w mieszkaniu po Szymborskiej. Na Krupniczej urodził się i mieszkał też ich syn, Grzegorz Miecugow. Spiętrzenie w jednym miejscu tak wielu wybitnych i oryginalnych postaci musiało rzecz jasna obfitować w liczne zabawne wydarzenia i sytuacje. Gdyby książka Jana Polewki miała być zbiorem samych tylko facecji i anegdot, musiałaby zapewne być trzy razy grubsza. Ale i tak nie brakuje w niej żartów, których mistrzami byli Dygat, Mrożek, Gałczyński, Kwiatkowski, Hordyński, Swinarski, Słomczyński, Miecugow, Sadaj, Maj i Wysogląd. „I cóż kolega teraz pisze?” – zapytał sąsiada-literata na schodach w latach pięćdziesiątych, w okresie socrealizmu, inny literat. „Gówno!” – odparł gniewnie indagowany. „A to to wiem, ale pod jakim tytułem?”. Takich ironicznych, żądlących opowiastek jest w książce więcej.

Jerzy Kisielewski i Jan Polewka na planie filmu dokumentalnego Dom Literatów, czyli kartoteka zebrana w reżyserii Marka Gajczaka. FOT. BARTON FILM / www.bartonfilm.pl

Przede wszystkim jednak jest to opowieść o domu, o substancji materialnej i zasiedlających ów dom ludziach, ale także o duchu tego miejsca. Każde lokum ma przecież swego ducha, to jest swój genius loci, który związany jest z historią, tradycją, wydarzeniami…

Budynek przy Krupniczej w stylu modernistyczno-postsecesyjnym powstał w latach 1911-1912 według projektu znanego w Krakowie architekta Henryka Lamensdorfa, na zamówienie adwokata Adolfa Liebeskinda. W czasie okupacji przy ówczesnej Albrechtstrasse, gdy hitlerowcy wysiedlili wszystkich lokatorów, w kamienicy zaczął działać hotel dla pracowników niemieckiej firmy poszukującej dla wojska złóż ropy naftowej w Generalnej. Zaraz po wyzwoleniu Krakowa na krótko opanowali hotel oficerowie armii sowieckiej, a gdy wyjechali zdobywać Berlin – na wniosek związku literatów miasto oddało budynek bezdomnym pisarzom. W całym domu po przeróbkach powstało wtedy trzydzieści mieszkań, w pierwszych latach zajmowanych wspólnie przez blisko czterdziestu pisarzy – z rodzinami lub pojedynczo. Odpowiadało to ukutej wtedy przez Gałczyńskiego żartobliwej nazwie „dom czterdziestu wieszczów”, zamienionej później, na końcu jego historii, na „dom stu wieszczów”. Tylu ich w sumie mieszkało pod jednym adresem.

Liczby mówią za siebie. Od nich, od wielkości literackich sław, zaczęła się magia Domu Literatów. Jedni mówili o tym przybytku z zachwytem i podziwem, określając go „stajnią pegazów”, inni, ci skorzy do rozliczania i lustrowania, próbowali przykleić mu łatkę „literackiego kołchozu”, wmawiając ludziom, że to komunistyczna władza stworzyła na wzór sowiecki taki dom, żeby móc swobodniej kontrolować, szpiegować i wyłapywać nieprawomyślnych oraz składać zamówienia na teksty jedynie słuszne. To nieprawda! Dom stworzyli sami literaci we współpracy z miastem, gdy po wojnie nie mieli gdzie się schronić. Przeszedł on wszystkie możliwe stadia rozwoju – od rozkwitu do upadku, a teraz stał się jeszcze jedną biedną krakowską kamienicą po reprywatyzacji i długich procesach sądowych (które jeszcze się nie skończyły), zamieszkiwaną przez zwykłych lokatorów i tylko jednego już pisarza Ryszarda Sadaja, mieszkającego tam z żoną i dwojgiem dzieci od 1977 roku. Główni współwłaściciele nie kwapią się do remontu generalnego (ostatni raz dom był naprawiany przez firmy komunalne w latach 70. ubiegłego wieku), więc zagrożony jest dach, rdzewieją kręte schody, rozsypują się ganki, ściany obłażą z farby. W dawnej stołówce literatów urzęduje bistro. Ślady upadku całego domu widoczne są gołym okiem. Będący ongiś fizyczną podstawą legendy budynek powoli rozsypuje się w proch. Trwalsze od niego są już tylko egipskie piramidy. W wolnej Polsce pretensje do siedziby zgłosili spadkobiercy dawnych właścicieli, którzy jednak nie zrobili nic, żeby cokolwiek wyremontować, ale też nie chcą sprzedać miastu udziałów, gdy powstał pomysł stworzenia tam Muzeum Literatury.

Muzeum nie ma, ani nawet pokoju pamięci – jest tylko ruina! Tym większą wartość ma książka Jana Polewki, pieczołowicie gromadząca fakty z historii domu.

Dom Literatów przy ulicy Krupniczej 22 w Krakowie, rok 1979.
FOT. ARCHIWUM MIASTA KRAKOWA

Nim Polewka wydał swój leksykon, w 2019 roku napisał scenariusz do 70-minutowego filmu dokumentalnego Dom Literatów, czyli kartoteka zebrana (w reżyserii Marka Gajczaka, produkcja Kraków Film Klaster). W filmie na Krupniczej spotkali się dziennikarz Jerzy Kisielewski oraz właśnie scenograf i reżyser Jan Polewka, synowie ongiś znamienitych lokatorów tego domu, pisarzy Stefana Kisielewskiego i Adama Polewki. Warto podkreślić, że Jan Polewka urodził się w tej literackiej kamienicy na Krupniczej i mieszka w niej do dziś. Obaj panowie przytaczają w filmie anegdoty z „domu wieszczów”, barwnymi opowieściami i wywiadami odkrywając niepowtarzalną aurę tego miejsca, która znalazła odbicie między innymi w didaskaliach Kartoteki Tadeusza Różewicza.

Kamienica przy Krupniczej 22 w Krakowie, widok współczesny. FOT. WIKIPEDIA

Wydana obecnie książka jest kolejną próbą zatrzymania w pamięci owego fragmentu polskiej literatury i – szerzej – powojennej polskiej historii. Gdyby nie filmowe, literackie i faktograficzne podróże do tego wyjątkowego miejsca, zapewne ów piękny, nostalgiczny fragment naszego świata najpierw by spłowiał, a później zniknął z pamięci zbiorowej. Całościowego, a przede wszystkim powszechnego oglądu nie dały przecież ani specjalistyczne badania naukowe, adresowane do wąskiego kręgu odbiorców, ani okruchy literackie, porozrzucane we wspomnieniach lokatorów i bywalców Domu Literatów.

Archiwalne migawki z życia literatów w kamienicy przy Krupniczej.
FOT. BARTON FILM / www.bartonfilm.pl

Teraz dostaliśmy do rąk skarbnicę wiedzy! Książka opowiada o mieszkańcach budynku przy ulicy Krupniczej 22, który najpierw stał się powojennym azylem dla pisarzy, poetów i dramaturgów, a później przez półwiecze gromadził pod swoim dachem niezwykłe środowisko literackie. Jako jeden jedyny w Polsce i na świecie był domem, w którym mieszkała „cała literatura”. Skupiał gigantów prozy i poezji, atrakcyjnych autorów i wariatów, jak mówili sami o sobie. Pod jednym dachem żyły i pracowały postaci kolorowe, anegdotyczne, czarodziejskie i rozrywkowe, podglądane przez cały ówczesny Krakówek, słynące z całonocnych zabaw, z tego, że nie wylewały wódki za kołnierz, że miały swoje tajemnice, że prowadziły zażarte spory polityczne i kochały się na swój sposób. Było to miejsce osobliwej magii i energii twórczej. To na Krupniczej powstały takie dzieła, jak Popiół i diament Andrzejewskiego, Pożegnania Dygata, Zaczarowana dorożka Gałczyńskiego, Niemcy Kruczkowskiego, Policja Mrożka, A jak królem, a jak katem będziesz Nowaka, Oda do rąk Poświatowskiej, Czerwona rękawiczka Różewicza, Dwa teatry Szaniawskiego, Pytania zadawane sobie Szymborskiej, Dzień oszusta Iredyńskiego czy Jestem baba Świrszczyńskiej. Na Krupniczej spotykali się nobliści i wybitni pisarze z całego świata (ponad trzydziestu!), grali wybitni pianiści i jazzmani (pamiętne jam session kwartetu Dave’a Brubecka!), występowali słynni artyści teatru i kabaretu (niebywała więź z Piwnicą pod Baranami!). Jan Polewka urodzony na Krupniczej jako syn pisarza, przemieszkał w tym domu całe dotychczasowe życie i poznał osobiście sześćdziesięciu spośród stu literackich lokatorów. Jego książka składa się nie tylko ze szczegółowych wypisów z obszernej dokumentacji, z cytatów ze wspomnień i biografii, lecz także – co szczególnie cenne – z informacji osobistych, z przypomnień, anegdot i wydarzeń, których autor albo sam był świadkiem, albo ich bezpośrednim uczestnikiem.

Jedną z najbarwniejszych postaci Domu Literatów był pisarz, dziennikarz i kompozytor Stefan Kisielewski. FOT. ARC / www.mapofcomposers.pl

Dużą, można rzec zasadniczą część książki stanowi alfabet-leksykon, w którym autor skrupulatnie zestawił najważniejsze informacje o lokatorach mieszkań i pokoi: dane biograficzne, tytuły publikowanych książek, miejsca ich wydania. Barwne uzupełnienie stanowią fragmenty wspomnień, komentarzy i artykułów o opisywanych postaciach, świetnie dobrane, zawsze ciekawe, nieraz pełne humoru i emocji. Kolejne rozdziały, także ułożone alfabetycznie, przedstawiają różne aspekty życia, jakie toczyło się w domu przy Krupniczej. Wystarczy przywołać podtytuły na chybił trafił, żeby wiadomo było, o co chodzi: „Budynek – baza i byt. Bar, bufet, biblioteki i balkony”; „Garnitur gości. Grono bywalców, goście z wielkiego świata, głośna grupa Piwniczan”; „Idealiści i ideolodzy. Instrukcja obsługi pióra, istotny spór o idee, imago mundi i imago morti”; „Literackie lustra. Lisy, lwy i nosorożce, lustracje, List 53, legenda sprzeciwu”; „Rupiecie i rowery. Rozpacz ruin i remont raz jeden, rdza rowerów, Rusinka sen o odnowie”. Książka jest zatem źródłem wszelakiej wiedzy faktograficznej i bibliograficznej, ale także zaproszeniem do pięknej, nostalgicznej podróży do miejsca o niepowtarzalnej atmosferze, miejsca, które pamięta wybitnych twórców, ale samo też jest jeszcze pamiętane. Jeszcze – nim zniknie ostatecznie, rozebrane cegła po cegle, po 110 latach istnienia. Przez pięć dekad dom przy Krupniczej służył pisarzom, poetom, tłumaczom i artystom. Mieszkali (czasami „na waleta”) i bywali w nim najwięksi i najważniejsi twórcy. Kwitło życie towarzyskie i uczuciowe, związywały się znajomości, przyjaźnie i małżeństwa. Dochodziło do kłótni, zdrad i rozstań. Zaraz po wojnie prywatności nie było w nim za wiele, ale wszyscy cieszyli się, że mają dach nad głową. Rodziły się dzieci, umierali w nim twórcy starzy i chorzy. Wspólnie mieszkano, pracowano i korzystano z kuchni i łazienek. Gdy padał deszcz, czuło się wilgoć i stęchliznę. A Adam Polewka, publicysta, pisarz i lewicowy działacz polityczny, niezmiennie wykłócał się przy byle okazji ze Stefanem Kisielewskim, popularnym Kisielem, pisarzem i felietonistą Tygodnika Powszechnego, współpracownikiem zakazanej w PRL paryskiej Kultury. Gdy już się wykłócili, razem szli na wódkę. Dzisiaj ich synowie, nazywani dziećmi Domu Literatów, bo tam się urodzili i wychowali, są przyjaciółmi i razem dbają o schedę po tym niebywałym domu. I też razem czasami wypiją przy barze… Z sentymentu, z żalu i nostalgii…

Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. To właśnie w związkowej jadłodajni poetka miała po raz pierwszy zobaczyć pisarza, z którym spędziła 23 lata. FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Gwoździem do trumny Domu Literatów stało się rozwiązanie Związku Literatów Polskich w stanie wojennym i powołanie nowego, pod tą samą nazwą, całkowicie podporządkowanego władzy i zwanego „neozlepem”. Zaczęły się wtedy tworzyć ostre podziały, których wcześniej nie było. Stajnia pegazów powoli zaczęła pustoszeć. Jan Polewka, autor leksykonu, nie jest dobrej myśli, gdy go pytają o szansę na odrodzenie domu, przetrwanie. Może by przetrwał, gdyby nie – jak napisał – epidemia polityki i podziałów, gdyby nie ekonomia, gdyby nie pasmo kolejnych kryzysów. A jednak warto wierzyć, że kultura Krakowa przetrzyma wszelkie trudności. (…) Kraków był Miastem Literatury na wiele lat przed nadaniem mu tego tytułu. Miastem odrodzenia, które potrafi się odnawiać i wypełniać nowym życiem. Nadzieją jest też, że Kraków to „żywe kamienie”, które mówią, nawet jeżeli jest to, jak w domu na Krupniczej, jedynie opowieść ruin…

Ten rozdział autor zatytułował: UTOPIA.

JAN POLEWKA, Dom pod wiecznym piórem. Leksykon legendarnego Domu Literatów w Krakowie. Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2022 (www.iskry.com.pl). Stron 452.

Napisano w Pan Book

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress