STANISŁAW BUBIN
„Proszę, nie” – powiedział Maciej Radziwiłł do Aleksandra Kaczorowskiego, zapytany, jak właściwie powinien się zwracać do swojego rozmówcy. „Książę?”. Oczywiście mógłby, bo Radziwiłłom tytułu nikt nie odbierze, jedynie cesarz miałby do tego prawo, ale potomek wielkiego rodu uważa, że tytułomania to dziś anachronizm. „Nie myślę o sobie w ten sposób”. Lepiej wspomnieć, podpowiada, że mam trzy tytuły magistra. Rodzina Radziwiłłów przetrwała, bo nie uległa temu, co Maciej Radziwiłł nazwał „idioceniem rodów”.

O tym – lecz nie tylko – jest fascynująca książka Iskier „Radziwiłł. Aleksander Kaczorowski rozmawia z Maciejem Radziwiłłem”. Opowieść zaczyna się z początkiem XV stulecia, kiedy w niecałe trzy lata po bitwie pod Grunwaldem Radziwiłł Ościkowicz przyjął herb od ówczesnego arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Trąby. Tyle źródła pisane, które na ten okres lokują początek rodziny, ale jej historia na podstawie pośrednich kronik sięga wiele lat wstecz. Czytamy więc o pogańskich litewskich kapłanach, a później o Jagiellonach oraz unii Polski i Litwy.

Fot. Znad Wilii / Roman Niedźwiecki
Wprowadzeniem do długiej rozmowy Aleksandra Kaczorowskiego z Maciejem Radziwiłłem jest wspaniała „Galeria przodków”, poprzedzona obrazem ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, przedstawiającym nadanie tytułu książęcego Mikołajowi Radziwiłłowi Czarnemu przez cesarza Karola V Habsburga w roku 1547. W galerii zaś dostojni antenaci rozmówcy – portrety 15 wybranych męskich przedstawicieli wybitnego rodu, poczynając od malarskiego konterfektu wojewody trockiego, kasztelana wileńskiego i marszałka wielkiego litewskiego Radziwiłła Ościkowicza (ok. 1410-1477), kończąc na czarno-białym zdjęciu Alberta Radziwiłła (1931-2010), ekonomisty, specjalisty od rachunkowości, głównego księgowego instytucji państwowych w okresie PRL i pracownika Ministerstwa Skarbu po roku 1990. Ojca Macieja Radziwiłła (rocznik 1961), a także Konstantego (rocznik 1958) i Zofii (rocznik 1959) – rodzeństwa rozmówcy Aleksandra Kaczorowskiego.
Maciej Radziwiłł jest potomkiem Mikołaja Czarnego w dwunastym pokoleniu – tegoż Mikołaja, któremu cesarz nadał tytuł książęcy w uznaniu znaczenia i pozycji rodu. Tytuł przysługuje wszystkim potomkom Mikołaja Radziwiłła Czarnego, kanclerza wielkiego litewskiego, noszącym do dziś nazwisko Radziwiłł.
Książka jest o tym, jak żyli kiedyś członkowie rodziny, obdarzonej cesarskim tytułem, i jak żyją obecnie, w czasach, w których niektórzy podejrzliwie i nieufnie spoglądają na potomków wielkich rodów arystokratycznych. Maciej Radziwiłł w rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim otwarcie przybliża czytelnikom historię dwudziestu pokoleń swoich przodków i spokojnie tłumaczy sentymenty i resentymenty w postrzeganiu arystokracji od XIX stulecia, od powstania listopadowego i styczniowego, po czasy przedwojenne, później powojenne, aż do dziś. Opowiada o swoim dorastaniu w Polsce Ludowej, działalności opozycyjnej (drukowaniu czasopism i książek w drugim obiegu, także o aresztowaniach), o nauce i studiach, wyjazdach do pracy za granicę, dochodzeniu do rangi znaczącego gracza giełdowego, analityka, przedsiębiorcy i biznesmena. Relacjonuje również tło sprzedaży Skarbowi Państwa kolekcji Czartoryskich, zasady działania Radziwiłłowskiej Fundacji Trzy Trąby (nazwa nawiązuje do rodowego herbu). Wspomina wiele ciekawych scen z życia rodzinnego. Charakteryzuje pradziadków i dziadków, rodziców, ciotki i wujków, brata (członka i prominentnego polityka PiS-u) i siostrę, wreszcie swoją żonę, Marię z Radziwiłłów Radziwiłłową (jej rodzina była skoligacona z królami pruskimi i królem Anglii) i pięcioro już dorosłych dzieci.
O żonie powiedział: „Mamy podobny kod kulturowy i poczucie humoru. Na pewno łatwiej jest w takiej sytuacji przetrwać wszelkie kryzysy małżeńskie. Szeroka rodzina tworzy potężne wsparcie”.

Mama Macieja Radziwiłła, Anna Maria Czartoryska, podchodziła z dużym dystansem do swojego arystokratycznego pochodzenia. Mawiała: „Zasługi przodków należy im oddać, ale na swoje musimy zapracować sami”. Kiedy była młoda, w jednym z listów do swoich rodziców krytycznie odniosła się do „ustroju powszechnej szczęśliwości”. Nie przyszło jej do głowy, że funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa czytują korespondencję maturzystek. To był rok 1950. Maciej Radziwiłł: „Ubecy wezwali mamę na przesłuchanie i zaoferowali transakcję „współpraca za indeks”. Gdy odmówiła, zmusili zakonnice [prowadzące liceum, przyp. red.], by obniżyły jej oceny, bo inaczej zamkną szkołę. Potem jeszcze kilka razy ponawiali ofertę, a mama za każdym razem odmawiała. W efekcie nie dostała się na żadne studia, choć była bardzo dobrą uczennicą. Skończyła tylko pomaturalną szkołę ekonomiczną”. Została więc urzędniczką. Maciej Radziwiłł: „Nigdy nie wyraziła przy mnie słowa skargi czy nienawiści ani wobec Niemców, którzy zniszczyli jej dzieciństwo, na kilka lat uwięzili ojca, ani wobec komunistów, którzy odebrali jej perspektywę kariery. Traktowała to jak niemiły zbieg okoliczności. W mojej mowie na pogrzebie mamy wspomniałem, że lubiła w trudnych sytuacjach powtarzać słowa „bądź wola Twoja” z Ojcze Nasz. To jej podejście do życia odzwierciedlało też rodzinną dewizę Czartoryskich: „Bądź, co bądź”.

Maciej Radziwiłł wspomina: „Mama zmarła jesienią 2022 roku. W ostatnich latach swojego życia w kwestiach polityki nie zgadzała się z moim bratem i kilkoma innymi osobami z rodziny, związanymi z PiS-em. Mama kochała brata i nie chciała, by polityka zatruwała relacje rodzinne, ale w tajemnicy przed nim brała udział w protestach antyrządowych, była kilka razy na manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji. Wkładała kapelusz i ciemne okulary, żeby jej nikt nie rozpoznał i nie nagłośnił faktu, że matka ministra bierze udział w demonstracjach antyrządowych”.
Ojciec narratora tej opowieści też był człowiekiem bardzo skromnym. W czasach jego młodości nazwisko Radziwiłł było przecież potężnym obciążeniem. W 1949 roku chciał studiować rolnictwo, lecz komuniści uznali to za szczyt bezczelności klasowej. Dostał się tylko na ekonomię socjalistyczną w Krakowie. Ale jaka to była ekonomia, wszyscy wiemy!…

Wiele miejsca w książce, cały rozdział, zajmuje historia babki Macieja Radziwiłła, Marii z Żółtowskich Radziwiłłowej (rocznik 1905), zwanej w rodzinie Bunią, a w środowisku arystokratycznym pół żartem, pół serio Księżną Niezłomną – ze względu na postawę życiową, a przede wszystkim na ostry, apodyktyczny styl bycia. To od niej przyswoiłem sobie zawarte w książce, oryginalne powiedzonko: „Szczypcami za okno”. Kiedy miała w stosunku do kogoś otwarcie negatywną ocenę, określając go (lub ją) mianem kanalii, podsumowywała swój stosunek zwrotem: „Szczypcami za okno”. I teraz ja używam go często, głównie w odniesieniu do pewnych polityków z prawej strony. Ale to na marginesie.
Rozmówca dziennikarza nie ucieka w wywiadzie od trudnych tematów. Cierpliwie tłumaczy skomplikowane zaszłości, tło historyczne (na przykład swój stosunek do Konstytucji 3 Maja, Targowicy, zrywów niepodległościowych i do zaborców). Wyjaśniając relacje rodzinne, mówi o represjach względem arystokracji w czasach stalinowskich, a także – last but not least – o błędach przodków i własnych.
Spora część wywiadu-rzeki to także opowieść o działalności charytatywnej i kolekcjonerskiej Macieja Radziwiłła, o jego niezwykłych zbiorach i ciekawych wystawach krajowych i zagranicznych, o miejscach związanych z życiem i historią familii, o poglądach na szerokie związki Polski z Litwą, Białorusią i Ukrainą (aktywnie współpracuje z organizacją wspierającą wdowy i sieroty po ukraińskich bohaterach poległych na wojnie z Rosją Putina, jeździ przynajmniej raz na kwartał na Ukrainę, do gminy mocno związanej z rodziną Radziwiłłów od ponad pięciuset lat). Ujęła mnie ta szczera, bardzo osobista spowiedź arystokraty. Mało kto miał świadomość – ja też jej nie miałem – jakie ogromne znaczenie w historii Polski (i Litwy) miały rodziny Radziwiłłów, a także Czartoryskich, Zamoyskich, Sapiehów, Potockich, Ostrogskich, Wiśniowieckich i innych, jaką rolę odegrały w dziejach naszego długiego trwania, jaką tworzyły unikalną wspólnotę, która w każdej dziejowej sytuacji określała się na nowo i której nie zniszczyli ani zaborcy, ani naziści, ani komuniści.
Historia rodu Radziwiłłów jest tak długa, jak długie są wspólne dzieje Litwinów i Polaków. Zresztą także Białorusinów i Ukraińców. W dziejach każdej z tych nacji pojawiają się Radziwiłłowie. Rozmówca Aleksandra Kaczorowskiego porusza się po gałęziach drzewa genealogicznego swojej rodziny z imponującą sprawnością. My się gubimy w tych zawiłościach – on nie! Wspaniała znajomość historii i rozległa wiedza – każdy Radziwiłł (o kobietach z rodu nie zapominając) to kolejny rozdział z dziejów Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi, no i Rosji. A te koneksje i koligacje w czasach nam bliższych! Ten krewny miał wpływ na Habsburgów, inny na królów Prus, jeszcze inny potrząsał monarchią hiszpańską, tamten brylował na dworze angielskim, wuj był szwagrem prezydenta USA, Johna F. Kennedy’ego, a tamta ciotka powiązana była z założycielką słynnej francuskiej wytwórni kosmetyków Sisley… O sobie Maciej Radziwiłł powiada, że jest biznesmenem i że oprócz dokumentowania historii rodziny kupuje dzieła sztuki i przekazuje je muzeom oraz zasila dawne rodzinne dobra, na przykład pałac w Nieborowie. Wśród wielu ocalonych przedmiotów wymienia obraz Matki Boskiej, znaleziony podczas wielkiej bitwy z Turkami pod Wiedniem w 1683 roku. Przez kilkaset lat wisiał potem na zamku w Nieświeżu. Do relikwii rodzinnych należy też buława Radziwiłłowska z XVII wieku, która, według wszelkiego prawdopodobieństwa, była własnością Janusza Radziwiłła, hetmana wielkiego litewskiego. Ponadto chorągiew Radziwiłłowska z XVIII wieku, do dziś bardzo ważna w rodzinie, bo od pokoleń kiedy ktoś umiera, trumnę przykrywa się właśnie tą chorągwią.

Opowieść jest zajmująca, spójna, pełna ciekawych informacji i anegdot, podawanych subtelnie, z humorem i lekkim dystansem. Ujmuje i przekonuje zaangażowanie narratora – widać, że to są dla niego sprawy ważne, żyje nimi i ma świadomość, że kolekcjonując wszystko to, co związane jest z Radziwiłłami (czasami to rzeczy bezcenne, czasami obrus rodzinny lub pościel pałacowa), ocala pamięć o przodkach i wzbogaca karty historii Polski. Wszystko z czasem nabiera znaczenia.
Ujęte na końcu książki w sześciu rozległych tablicach drzewo genealogiczne Radziwiłłów to lektura dodatkowa, dla znawców historii i pasjonatów, stanowiąca materiał na wielotomową encyklopedię rodu. Maciej Radziwiłł jest nie tylko kustoszem muzeum arystokratycznego, ale i ogrodnikiem pamięci. Ożywia ten historyczny ogród, pielęgnuje go, przybliża nam, współczesnym. Doskonały styl, znajomość tematu i lekkość opowieści to zachęta do poznania wielkiej rodziny, jednocześnie zaproszenie do miejsc nieznanych oraz klucz do zrozumienia historii rodziny i docenienia jej dziedzictwa. W PRL arystokracja była deklasowana i okradana, teraz często jest traktowana podejrzliwie. Warto dowiedzieć się z tego spokojnego wykładu, jak było i jest naprawdę. Nie jest to bezkrytyczny hołd dla magnatów, ani tym bardziej rewizja historii. Ani próba mitologizowania kogokolwiek. Narracja jest wyważona i wspaniale udokumentowana. Nikt się w tym dialogu nie wynosi, nie nadyma i nie zacietrzewia. Przeciwnie, dominują w rozmowie racjonalne argumenty i szacunek dla osób, o których autor opowiada, nawet jeśli za niektórymi nie przepada.
Noblesse oblige – szlachectwo zobowiązuje. Ten francuski zwrot w szerszym kontekście oznacza, że pochodzenie i przywileje zobowiązują do honorowego zachowania i odpowiedzialności. Przez ponad 400 lat Radziwiłłowie sprawowali najważniejsze stanowiska w kraju – byli kanclerzami, hetmanami, wojewodami, kasztelanami. Jest to ogromna część historii Polski, Litwy i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Koniecznie trzeba ją poznać i dobrze, że ta książka ujrzała światło dzienne. Była potrzebna. Brawa należą się też wydawcy za staranną edycję oraz bogaty zestaw ilustracji i aneksów.

„Radziwiłł. Aleksander Kaczorowski rozmawia z Maciejem Radziwiłłem”. Wydawnictwo Iskry (www.iskry.com.pl), Warszawa 2025. Oprawa twarda z obwolutą, stron 354. Projekt graficzny Andrzej Barecki. Redakcja i indeks Magdalena Partyka. Zdjęcie Macieja Radziwiłła na okładce Jan Malinowski. Premiera 13 maja 2025. Książkę można zamówić w księgarni internetowej Liber na https://liber.pl/pl/products/radziwill-aleksander-kaczorowski-rozmawia-z-maciejem-radziwillem-509248.html. Więcej na stronie https://bit.ly/_Radziwiłł.











