„Dyscyplina, czyli specjalny przyrząd do karania dzieci, wisiała w kuchni, na gwoździu wbitym we framugę drzwi, zawsze gotowa do użycia. Składała się z drewnianego trzonka i przytwierdzonych doń kilku rzemyków. Zadawane nią razy bywały bolesne i zostawiały czerwone pręgi na siedzeniu” – stwierdziła w początkowym fragmencie swojej opowieści Zofia Trzecińska. I dodała zaraz: „Nasz ojciec jednak nie bywał porywczy i nie chciał nas bić. Wolał z dziećmi rozmawiać, tłumaczył, co jest złe, a co dobre. Czasem jednak dla świętego spokoju i w trosce o zdrowie mamy sięgał po dyscyplinę. Kazał się wtedy winowajcy kłaść na taborecie i bił przeważnie niewinny stołek, a dziecko i tak wrzeszczało jak zarzynane”.

Na rynku księgarskim ukazała się właśnie nowa powieść Beaty Kępińskiej pt. „Zosia”. Z podtytułem „Album”. To ważne, bo lektura tej książki jest jak przeglądanie starego albumu fotograficznego – ze zdjęciami w sepii i ząbkowanymi na dawną modłę brzegami. Z poszczególnych kart wyglądają postacie w staromodnych strojach. Panie w długich sukniach z falbankami i koronkami, panowie w tużurkach, z zaczesanymi do tyłu włosami, z fantazyjnie podkręconymi wąsami. W tle zatrzymane w kadrze powozy, dorożki, później automobile, ceglane ściany fabryk, dymiące kominy albo ciemne wnętrza kuchni i saloników. Czas jakby się zatrzymał, ale tylko na fotografiach, bo nie we wspomnieniach głównej bohaterki.
Tytułowa Zosia, pardon, Zofia Trzecińska, urodziła się na łódzkich Bałutach. Sama nie wie, dokładnie kiedy – prawdopodobnie pod koniec lutego lub na początku marca 1895 roku, przynajmniej tak twierdziła jej mama, a ojciec zgadzał się z nią skwapliwie, jakby nie miał własnego zdania. Wszystko dlatego, że wkrótce po Zosi na świat przyszła jej siostra Mania i oba wydarzenia pomieszały się w tradycji rodzinnej. Po każdym porodzie rodzicielka obu dziewczynek, Niemka Paula z domu Pankoenick, bardzo słabowała na zdrowiu, toteż chrzest Zosi i jej siostry odbył się jednocześnie dopiero w kwietniu 1896 roku i takim oto sposobem obie w rejestrze kościelnym stały się dziwnymi bliźniaczkami.
Dziwnych i zatrważających rzeczy w życiu Zosi i jej rodziny pojawi się później dużo więcej. Być może dlatego, że dzieci przychodziły na świat w łódzkiej rodzinie robotniczej, polsko-niemieckiej. Tata Zosi, Stanisław Trzeciński, był Polakiem i pochodził z innego świata niż jego żona. On był dyplomowanym mistrzem kotlarskim i katolikiem, zaś Paula pochodziła z rodziny zagorzałych ewangelików, zamożnych właścicieli manufaktury tkackiej, uważających Polaków za pośledniejszy gatunek rodzaju ludzkiego. Ich ślub w kościele katolickim odbył się wbrew woli familii Pankoenicków. Krnąbrna i zakochana w Stanisławie wyrodna córka Niemców utraciła za karę posag i kontakty rodzinne. Sporadycznie tylko pojawiały się u Pauli jej siostry przy okazji znaczących wydarzeń u Pankoenicków. Ciotki wrogo były nastawione do Polaków, szwargotały wyłącznie po niemiecku. Nie miało do jednak wpływu na rodzinę Trzecińskich, mieszkającą w niewielkim drewnianym domu przy ulicy Zgierskiej, wynajmowanym od żydowskiego właściciela. Małżeństwo było zgodne i szczęśliwe, a Trzecińscy żyli skromnie, z poczuciem godności, choć z każdym kolejnym dzieckiem ich codzienność stawała się coraz trudniejsza.
W owych dawnych latach dziewczynki nie chodziły do szkoły tak jak chłopcy – Zosi pozostały tylko lekcje na kompletach. Jej głód wiedzy, rozbudzony przez ojca-socjalistę i gorącego zwolennika Piłsudskiego (ta miłość do Marszałka przeszła później na córkę), przerodził się w ciche marzenie o życiu w klasztorze, gdzie – jak wierzyła – mogłaby nie tylko się modlić, lecz także uczyć. Tymczasem ojciec wyznaczył jej inną drogę, decydując o jej przyszłości i wyborze męża, z którym miała potem krzyż pański. Wrażliwa Zosia potrzeby innych zawsze jednak stawiała ponad własne, więc wytrwale znosiła kolejne przeciwności losu, biedę i śmierć bliskich. Wszystkie swoje przypadki spisała ołówkiem w grubym brulionie. W tle jej zmagań toczyła się wielka historia: pierwsza wojna światowa, niepewność pierwszych lat polskiej niepodległości, inflacja, polityczny chaos, rządy sanacji. Te wszystkie wydarzenia możemy z bliska obserwować oczami kobiety, która próbowała nadać wyższy sens temu, co przynosiły kolejne tygodnie i lata jej życia – raz pogodnego, lecz niestety częściej smutnego. Warto przeczytać tę zajmującą powieść o zwykłych ludziach w niezwykłych czasach.
O autorce: Beata Kępińska (rocznik 1951) jest pisarką i poetką, autorką wydanych przez Zysk i S-ka Wydawnictwo powieści obyczajowych „Sielsko i diabelsko” (2011), „Zaradna” (2012), „Taniec z czarownicą” (2014), „Piekło-niebo” (2016) i czterech tomików wierszy. Urodziła się i przez wiele lat mieszkała w Łodzi. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim (1975), a następnie pracowała między innymi jako bibliotekarka, nauczycielka, reporterka i kosmetyczka. Przez kilka lat przebywała w Johannesburgu, gdzie uczyła języka polskiego. Pobyt w RPA stanowił inspirację dla niektórych z jej książek. Obecnie mieszka w Baszowicach w województwie świętokrzyskim.

Beata Kępińska „Zosia”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2026. Oprawa miękka, stron 608. Premiera 21 lipca 2026. Książkę można zamawiać na stronie https://sklep.zysk.com.pl/zosia.html.
KONKURS CZYTELNICZY
Dzięki uprzejmości Zysk i S-ka Wydawnictwa ogłaszamy dla Czytelników portalu LADY’S CLUB konkurs, w którym można zdobyć 2 egzemplarze książki Beaty Kępińskiej „Zosia”. Otrzymają je ci z Państwa, którzy odpowiedzą na pytanie: „Opowieść o życiu Zofii kończy się wspomnieniem historycznej transmisji radiowej z mszy świętej żałobnej odprawionej przez arcybiskupa Adama Sapiehę. O jakie znaczące wydarzenie chodziło i w którym to było roku?”. Odpowiedzi wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl.
REGULAMIN
1. Jeśli chcesz wziąć udział w konkursie i zdobyć omawianą przez nas książkę, polub i udostępnij nasz post na Facebooku, aby o tym tytule dowiedzieli się także Twoi znajomi.
2. Nagrodę w konkursie stanowią 2 egzemplarze książki Beaty Kępińskiej „Zosia”, ufundowane przez Zysk i S-ka Wydawnictwo.
3. Rozdanie przewiduje 2 zwycięzców – każdy z nich otrzyma po jednym egzemplarzu książki.
4. Rozdanie trwa od 21 lipca 2026 roku do wyczerpania nagród.
5. Do rozdania można zgłosić się tylko raz.
6. Zadanie polega na nadesłaniu odpowiedzi na pytanie: „Opowieść o życiu Zofii kończy się wspomnieniem historycznej transmisji radiowej z mszy świętej żałobnej odprawionej przez arcybiskupa Adama Sapiehę. O jakie znaczące wydarzenie chodziło i w którym to było roku?”.
7. Spośród nadesłanych odpowiedzi redakcja wyłoni 2 zwycięzców.
8. Wyniki zostaną podane po tygodniu od daty ogłoszenia konkursu pod informacją o książce na portalu LADY’S CLUB w sekwencji Pan Book.
9. Uczestnicy powinni wraz z odpowiedziami przesłać na adres redakcja@ladysclub-magazyn.pl swoje dane do wysyłki nagród drogą pocztową (dane te są przez nas chronione zgodnie zasadami RODO).
10. W przypadku braku informacji kontaktowej, do udziału w konkursie wybrane zostaną kolejne osoby.
ROZWIĄZANIE KONKURSU. Pytanie: Opowieść o życiu Zofii kończy się wspomnieniem historycznej transmisji radiowej z mszy świętej żałobnej odprawionej przez arcybiskupa Adama Sapiehę. O jakie znaczące wydarzenie chodziło i w którym to było roku? Odpowiedź: „Właśnie w tym czasie, gdy tak pięknie kwitły bzy i kasztanowce, gdy ptaki wyśpiewywały do nieba hymny pochwalne Bogu za dzieło stworzenia, zmarł mąż opatrznościowy naszej ojczyzny. Marszałek Józef Piłsudski odszedł na wieczny spoczynek dwunastego maja 1935 roku. Prasa podała, że przyczyną śmierci był rak żołądka z przerzutami do wątroby. Wyobrażałam sobie, ile musiał wycierpieć, ale starał się do końca służyć ojczyźnie. Miał dopiero sześćdziesiąt siedem lat, a mnie się zdawało, że jest co najmniej dziesięć lat starszy” – zanotowała Zosia, bohaterka powieści Beaty Kępińskiej, w swoim brulionie, dodając, że jego nazwisko i legendę poznała dzięki ojcu jeszcze w dzieciństwie. Opowieść Zofii Trzecińskiej o Marszałku kończy się wspomnieniem historycznej transmisji radiowej z mszy świętej żałobnej, odprawionej przez arcybiskupa Adama Sapiehę. (…) Chętnie bym się również znalazła w gronie tych, którzy osobiście pożegnali Piłsudskiego i oddali mu hołd” – westchnęła Zosia. Ponieważ jednak nie mogła wyjechać z Łodzi, dzięki transmisji radiowej z Krakowa uczestniczyła we mszy świętej, która poprzedziła złożenie ciała Marszałka w krypcie św. Leonarda na Wawelu. W całej Polsce w tym momencie zapadła trzyminutowa cisza. To była największa taka uroczystość w historii Polski. Pogrzeb Józefa Piłsudskiego odbył się 91 lat temu. Marszałka żegnano przez dwa dni w Warszawie i Krakowie. O rozmiarach wydarzenia świadczy fakt, że podczas jego trwania padł rekord długości transmisji radiowej na żywo. Uroczystości pogrzebowe Piłsudskiego stały się egzaminem dojrzałości organizacyjnej, technicznej i programowej Polskiego Radia, awansując je do rangi społecznego środka przekazu oraz narodowej instytucji kulturalnej – zauważył historyk radia, Maciej Józef Kwiatkowski. Najtrudniejsza rola przypadła radiowym sprawozdawcom. Na trasie eksportacji zwłok z Belwederu do katedry warszawskiej zorganizowano cztery punkty sprawozdawcze. Dodatkowe mikrofony rozstawiono na całej trasie przejazdu dla zbierania tła. Transmisja pochodu i defilady w Warszawie trwała 6 godzin i 7 minut; uroczystości w Krakowie – 4 godziny i 30 minut. Relacjonowało ośmiu sprawozdawców i 20 techników Polskiego Radia w Warszawie oraz 11 sprawozdawców i 24 techników w Krakowie. Całością transmisji kierował inż. Mieczysław Kiełpiński. Poza nimi pogrzeb relacjonowali także dziennikarze rozgłośni francuskich, czechosłowackich i niemieckich. Książki otrzymują: 1) Róża Kapela, Łódź; 2) Patrycja Libner, Świerczyna. GRATULUJEMY! (wpis z 28 lipca 2026)








