CZARNEJ GÓRY TRZEBA SIĘ BAĆ – I ZA DNIA, I W NOCY. Recenzja

STANISŁAW BUBIN

Tej nocy, przed Wszystkimi Świętymi, w otoczonym Rogatym Lasem miasteczku Czarna Góra nie każdemu pisany był spokojny sen. Na pewno nie dozorcy w starym internacie, gdzie wybuchł gwałtowny pożar. Policja szybko odkryła, że ogień miał zatuszować morderstwo. Ktoś wyłączył alarm, ciężką gaśnicą uderzył mężczyznę w głowę, a potem wokół zwłok rozlał benzynę i wzniecił płomienie. Sprawca porozkładał dodatkowo butelki po alkoholu, żeby zasugerować, że dozorca był pijany. Rzecz w tym, że on nie pił alkoholu i nie palił. Wkrótce doszło do kolejnego zabójstwa – tym razem w poniemieckich lochach pod szkołą. Ofiarą zabójstwa padła młoda kobieta. I znowu sprawca usiłował wprowadzić policję w błąd, nieudolnie inscenizując, że było to samobójstwo.

Tak zaczyna się powieść Julii Halladin „Rykowisko”. Rykowisko zbrodni! W górskich, ciemnych lasach otaczających miasteczko, w których co roku, najczęściej w drugiej połowie września, odbywały się gody samców jeleni, byków wydających głośne, donośne ryki, teraz daninę krwi tuż przed świtem albo wieczorami zaczęli składać ludzie… Świetnie, że poznańskie Wydawnictwo Zysk i S-ka postawiło na debiutantkę. Widać, że autorka ma potencjał i jeszcze nieraz zaskoczy nas rasowymi thrillerami (jeśli oczywiście pozostanie wierna temu gatunkowi). Książka mnie zaciekawiła, przeczytałem ją błyskawicznie, choć liczy czterysta stron! Nie zatrzymały mnie pewne drobne potknięcia językowe czy nielogiczności w warstwie fabularnej. To zresztą bez znaczenia, biorąc pod uwagę wartości artystyczne powieści, zręcznie zarysowaną aurę tajemniczości i konstrukcję samej zagadki kryminalnej.

Julia Halladin, „Rykowisko”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2024. Str. 400, oprawa miękka. Premiera 26 stycznia 2024.

Na dwóch trupach autorka nie poprzestała, ponieważ śledztwo prowadzone przez zespół policjantów (lepiej byłoby powiedzieć – zgraję glin indywidualistów) zaczęło się szybko rozwijać i wykazało, że początków historii trzeba szukać na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku. Nowymi morderstwami w Czarnej Górze zainteresowali się nie tylko policjanci i prokuratorzy, co oczywiste, ale także detektywi amatorzy ze szkoły policealnej – nauczyciel historii i religioznawca Darek Moskal oraz dwie dziewczyny, uczennice z klas pomaturalnych, Hania i Ines. One, bo morderca pozbawił życia ich koleżankę (kiedy w internacie szalał ogień, prawdopodobnie zobaczyła coś, czego nie powinna), a on – bo dotarł do zapisków potwierdzających istnienie w okolicy tajemniczej słowiańskiej sekty, składającej ofiary z ludzi. Czarna Góra, jak wynikało ze starych ksiąg, była ongiś, w czasach prehistorycznych, ziemią dla Słowian świętą. Profesor zdumiał się, kiedy odkrył, że z dziwną regularnością, dokładnie co cztery lata, w Rogatym Lesie znikają ludzie. Zawsze cztery osoby! Nikt wcześniej nie połączył ze sobą tych zdarzeń. Najpierw na leśnej drodze spłonął samochód, a w nim czworo podróżnych. Nie pozostał po nich żaden ślad. Później spalił się doszczętnie pensjonat, rzekomo z powodu otwartego kominka – a w nim czworo gości. Po nich też nic nie pozostało. Cztery lata później zaginęła czwórka maturzystów. Ich namioty spłonęły, oni też rozwiali się powietrzu jak kamfora. Po kolejnych czterech latach w podobny sposób wyparowała czwórka grotołazów.

Ten powtarzalny cykl zakłóciły jednak późniejsze wydarzenia, kiedy po czeskiej stronie odnaleziono najpierw zwłoki zamordowanej zakonnicy, a następnie leśniczego Marka Lagerdy, przy czym ten ostatni żył jeszcze, lecz był na skraju wyczerpania, całkowicie obnażony, wychłodzony i niespełna rozumu. Ktoś okrutnie go torturował, znacząc jego ciało tajemniczymi symbolami. Te symbole pojawiały się w okolicy przy wielu ofiarach – cztery linie rozchodzące się w cztery strony świata. Obłąkany leśniczy trafił do zakładu psychiatrycznego, nie można z nim było nawiązać żadnego kontaktu… Serię zbrodni dopełniło ukrzyżowanie księdza na wyniosłej górze.

W okolicy pojawiła się tajemnicza słowiańska sekta, czcząca ogień, słońce i składająca ofiary z ludzi. Czarna Góra, jak wynikało ze starych ksiąg, była ongiś, w czasach prehistorycznych, ziemią dla Słowian świętą (fragment recenzji). Fot. Pexels

Nic dziwnego, że blady strach padł na społeczność hermetycznie zamkniętej Czarnej Góry. Kto jeszcze stanie się ofiarą sekty? Kim są ludzie zabijający co cztery lata, kompletnie sfiksowani na kulcie ognia, słońca i symbolice liczby cztery? Jak do nich dotrzeć? Czy to sąsiedzi, na co dzień zwykli i spokojni, zamieniający się co cztery lata, w okresie przesilenia jesienno-zimowego, w zwyrodnialców i szaleńców, składających ofiary z ludzi, żeby zapewnić sobie życie bez trosk na kolejne cztery lata? Świadkami ponurych wydarzeń były tylko czarne drzewa i góry majaczące na horyzoncie. Pewien komisarz, prowadzący tę sprawę już pod koniec lat osiemdziesiątych, odszedł na emeryturę, kiedy był blisko wyjaśnienia sprawy. Nikomu jednak nie ujawnił swoich ustaleń, dokumenty zabrał do domu i dobrze je schował. Wolał udawać nieskutecznego glinę, byle tylko zapewnić sobie spokój. Kiedy jednak znowu zaczęło być głośno o rytualnych morderstwach, po prostu strzelił sobie w łeb. Nie wytrzymał ciśnienia emocjonalnego i wyrzutów sumienia. Na domiar złego przed śmiercią gotów był zabić dociekliwą policjantkę z nowej ekipy, byle tylko nazwisko mordercy nie pojawiło się w aktach.

Akcja książki zasadniczo rozgrywa się w Czarnej Górze, lecz w miarę rozwoju wydarzeń przenosi się na większy obszar. Nie wiemy, gdzie dokładnie leży miasteczko, możemy się jedynie domyślać: na pewno na południu Polski, w pobliżu dwóch granic, czeskiej i słowackiej. Przy dobrej pogodzie ze szczytów Rogatego Lasu widać pobielone śniegiem Tatry, a bliżej – Babią Górę. W dole, za przepastną skarpą, huczy górska rzeka, rozbijająca się o głazy i skały. Za rzeką wije się serpentynami wąska, niebezpieczna droga. Wszędzie świerki, sosny, chaszcze i porosty. Zimą potężne śnieżne czapy na drzewach i zaspy. Samo miasteczko nie oferuje przybyszom nic specjalnego, poza pięknymi, groźnymi widokami: liceum, szkołę policealną, zakon żeński, dyskotekę, klub… W takim teatrum rozgrywa się ów dramat. Atmosfera i warunki życia w mieście, nielekkie na co dzień, po zbrodniach w szkole i przekazywanych sobie w tajemnicy opowieściach o szatanie i duchach, zagęściła się w Czarnej Górze nie do wytrzymania. Autorka świetnie potrafiła przekazać ten gęsty, lepki klimat niepewności, strachu, nieufności, grozy. Strach opanował również dziewczyny, Hanię i Ines, oraz ich mentora, profesora Moskala, który za dociekliwość omal nie postradał życia. Sprawca dokonał zamachu i na niego, swoim zwyczajem pozorując wypadek. Profesor runął ze starych schodów, gdy opuszczał zakonną bibliotekę… Nie zdążył przekazać ustaleń policjantom prowadzącym śledztwo. Zresztą, szefowa śledczych doszła do wniosku, że nauczyciel po prostu zwariował na punkcie teorii spiskowych.

Myliła się? Przeczytajcie sami! To bardzo dobra, treściwa mieszanka kryminału i thrillera psychologicznego. Robi wrażenie, bo niewielka Czarna Góra to takie nasze miasteczko Twin Peaks, w którym Ines i Hania, sieroty, żyją w poczuciu osamotnienia, utraconego dzieciństwa, otoczone zmorami z przeszłości. I ta przeszłość, niestety, wciąż do nich wraca. W tej wielowątkowej powieści, przetykanej zapiskami z tajemniczego pamiętnika, aż roi się od tajemnic, koszmarów, zaginięć, motywów religijnych (nie traktowanych na kolanach), sekretów. Dawkują je wszyscy, od licealnego profesora poczynając, przez policjantkę, starą zakonnicę, podejrzanego księdza (tak bardzo podejrzanego, że trafił do paki na czterdzieści osiem godzin), na mężczyźnie o zielonych, przenikliwych oczach i młodziutkiej postulantce kończąc. Julia Halladin zadebiutowała naprawdę mocną powieścią – toteż należą się oklaski. Czarna Góra, Rogaty Las, jezioro Rudnik to miejsca kluczowe dla „Rykowiska” i na pewno na długo zostaną w pamięci czytelników.

Julia Halladin, „Rykowisko”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2024. Str. 400, oprawa miękka. Premiera 26 stycznia 2024. Książkę można zamówić z rabatem w księgarni internetowej Zyska na stronie www.sklep.zysk.com.pl/rykowisko.html. Dzięki uprzejmości Wydawcy mamy dla Was 2 egzemplarze – poniżej nasz zwyczajowy konkurs czytelniczy.

KONKURS CZYTELNICZY

Dzięki uprzejmości Zysk i S-ka Wydawnictwa (www.zysk.com.pl) ogłaszamy dla Czytelników portalu LADY’S CLUB konkurs, w którym można zdobyć 2 egzemplarze książki Julii Halladin „Rykowisko”. Otrzymają je ci z Państwa, którzy odpowiedzą prawidłowo na pytanie: Co łączy mieszkankę kraju sąsiadującego z Polską na wschodzie ze szczytem widokowym w realnie istniejącej Czarnej Górze? Odpowiedzi wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl.

REGULAMIN

1. Nagrodę w konkursie stanowią 2 egzemplarze książki Julii Halladin „Rykowisko”, ufundowane przez Zysk i S-ka Wydawnictwo.

2. Rozdanie przewiduje 2 zwycięzców – każdy z nich otrzyma po jednym egzemplarzu książki.

3. Rozdanie trwa od 5 lutego 2024 roku do wyczerpania nagród.

4. Do rozdania można zgłosić się tylko raz.

5. Zadanie polega na nadesłaniu prawidłowej odpowiedzi na pytanie: Co łączy mieszkankę kraju sąsiadującego z Polską na wschodzie ze szczytem widokowym w realnie istniejącej Czarnej Górze?

6. Spośród nadesłanych odpowiedzi redakcja wyłoni 2 zwycięzców.

7. Wyniki zostaną ogłoszone pod informacją o książce na portalu LADY’S CLUB w sekwencji PAN BOOK.

8. Uczestnicy mają 3 dni na przesłanie wraz z odpowiedziami na adres redakcja@ladysclub-magazyn.pl swoich danych do wysyłki nagród drogą pocztową; w przypadku braku takiej informacji w wyznaczonym czasie zostanie wybrana kolejna osoba.

ROZWIĄZANIE KONKURSU. Pytanie: Co łączy mieszkankę kraju sąsiadującego z Polską na wschodzie ze szczytem widokowym w realnie istniejącej Czarnej Górze? Odpowiedź: Nazwa! Nasze pytanie było przewrotne, ale czytelnicy w mig zorientowali się, jaki rebus w nim ukryliśmy. Litwinka to mieszkanka kraju sąsiadującego z Polską na wschodzie – i tak również nazywa się szczyt widokowy w Czarnej Górze (903 m npm). Przez górę o współrzędnych 49°22’52.3″N 20°07’29.6″E przechodzi szlak zielony z Czarnej Góry do Trybsza. Litwinka znajduje się 7 kilometrów od Białki Tatrzańskiej i 22 kilometry od Zakopanego. Żeby tam dotrzeć samochodem, trzeba jechać na Jurgów, potem na Czarną Górę. Stamtąd wąską drogę w lewo dojedziemy na Litwinkę (poniżej jest parking). Na szczycie znajdują się punkt widokowy, wiata turystyczna, metalowy krzyż i wyciąg narciarski. W powieści Julii Halladin na tym szczycie doszło do jednej z wielu zbrodni opisanych w „Rykowisku”. W rzeczywistości góra częściej niż do morderstw wykorzystywana jest przez fotografów na urokliwe sesje ślubne. Książki otrzymują: 1) Marta Dąbrowska, Jędrzejów; 2) Piotr Konieczny, Laskówka Chorąska koło Dąbrowy Tarnowskiej. GRATULUJEMY! (wpis z 9 lutego 2024)

Napisano w Pan Book

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress