
STANISŁAW BUBIN
Wielu z nas chciałoby spotkać przystojnego blondyna w hakamie. Wiecie, co to hakama? Tradycyjne japońskie spodnie, część stroju ludowego, pierwotnie noszonego tylko przez mężczyzn. Ale spodnie nieważne – chodzi o blondyna o złocistych oczach. Na jego widok każdej dziewczynie serce bije mocniej, bo wcześniej żadna z nich nie widziała faceta o tak pięknej twarzy. Ów zabójczo urodziwy blondyn w hakamie to pan Kogetsu, właściciel sklepu ze słodyczami. Nad wyraz grzeczny, taktowny i uprzejmy. Bohater książki Hiyoko Kurisu „Bursztynowe Słodycze Magiczne”.

Muszę dodać, że Kogetsu to półlis, półczłowiek. Taki japoński demon. Ale niegroźny, więc napiszę delikatniej – uroczy demonek czyniący dobro. Nie trzeba się go bać. Pan Kogetsu przedstawia się czytelnikom od razu w prologu – i zaprasza do swojego sklepiku. Jego biznesik znajduje się w pasażu handlowym Zmierzch w dzielnicy Zaświaty, w zapomnianej okolicy zarośniętej drzewami, na tyłach japońskiego chramu – świątyni, do której rzadko kto zagląda. Najczęściej sklep odwiedzają zjawy i zbłąkane dusze, ludzie nieczęsto. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że interes kręci się marnie; przy uliczce pełno jest sklepików i punktów usługowych, lecz wszystkie zamknięte, a Bursztynowe Słodycze Magiczne znajdują się na samym końcu pasażu. Trzeba naprawdę dobrych chęci, by kierując się światłem czerwonych i białych lampionów dotrzeć do pana Kogetsu. Są jednak tacy, których sprowadza tam ciekawość – i oni docierają.
O nich jest ta niewielka książka, będąca zbiorem uroczych, wzruszających opowieści o ludziach, którzy skosztowali niezwykłych japońskich słodyczy. Co ich ściągnęło do magicznego sklepu? Utrapienia, kłopoty, problemy. Mniejsze lub większe. Każdy ma jakieś trudne sytuacje, zmartwienia lub uciążliwe okoliczności, z którymi nie daje sobie rady. Dobrze jest wtedy pomodlić się, wrzucić do drewnianej skrzyneczki parę monet na ofiarę, skupić się nad sobą, pomyśleć o swoim losie. Bohaterowie książki Hiyoko Kurisu wychodzą z domu i zazwyczaj przez przypadek kierują się w stronę świątyni, której nigdy wcześniej nie odwiedzali, a jeśli odwiedzali – to raczej okoliczny park. I ze zdumieniem odkrywają, że w zwartym gąszczu zieleni znajduje się szutrowa ścieżka, która dokądś prowadzi. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – tak się powiada – toteż wchodzą między drzewa i odkrywają zupełnie inny świat, miejsce nieznane, uliczkę z archaicznymi sklepikami, zamkniętymi na cztery spusty, poza trym jednym, rozświetlonym, z dużym napisem Bursztynowe Słodycze Magiczne. Kto z nas nie chciałby się dowiedzieć, dlaczego bursztynowe, a tym bardziej magiczne? Poza tym przyznajmy otwarcie, że lubimy słodycze, bo często pomagają na smutki i smuteczki. Nie ma więc w książce nikogo, kto nie nacisnąłby na klamkę drewnianych drzwi, by nie sprawdzić, co ów sklepik oferuje. Może jakieś cudowne ziołowe mikstury? Może uzdrawiające leki albo nietypowe podarki? Nie, jednak nie, na półkach znajdują się typowe tradycyjne japońskie słodkości, takie jak cukierki wasanbon, ciasteczka monaki, ciasteczka nerikiri i yokan z pastą ze słodkiej fasoli, karmelki konpeito, landrynki, cukierki z nitką dagashi, łakocie z prasowanego cukru pudru, a także pieczone jabłka oblane sosem karmelowym. Tylko jedna rzecz zadziwia – na etykietach widnieją tajemnicze nazwy: chciwe konpeito, niewidzialny wasanbon, monaka z kasztanem nie do ukrycia… Pan Kogetsu, pytany o to, powtarza cierpliwie jedno wytłumaczenie – słodycze są jak wszystkie słodycze zapamiętane z dzieciństwa, mają ten sam niepowtarzalny smak, lecz magia jego produktów polega na tym, że po spożyciu w nadmiarze można się spodziewać różnych skutków ubocznych. Dlatego trzeba się stosować do zaleceń na etykietach, dotyczących zwłaszcza dawkowania. On nie chce ponosić odpowiedzialności, jeśli wydarzy się coś nadzwyczajnego.
Jak się domyślacie, ludzka natura z reguły daje o sobie znać. Dlaczego mogę zjeść jednego karmelka dziennie, jeśli mam pod ręką całe pudełko? Bohaterowie książki, to gimnazjaliści, licealiści, studenci, młodzi małżonkowie, urzędnicy. Zwyczajni ludzie w niezwyczajnych okolicznościach. Nieszczęśliwie zakochani, zazdrośni, emocjonalnie pokręceni, zawistni, egoistycznie nastawieni do świata, nieszczerzy względem innych, zachłanni. Każdy ma na plecach spory ciężar rozmaitych grzechów i grzeszków. Na ogół dobrzy ludzie, jednakże pogubieni, nieświadomi, że czasami wystarczy jedno słowo, drobny gest, zmiana nastawienia, by ich świat stał się lepszy, bardziej poukładany, szczęśliwszy. W każdym opowiadaniu ścieżki losu wiodą ich przez świątynną bramę do sklepu Bursztynowe Słodycze Magiczne w zagubionym pasażu. Kupują ulubione smaki i wracają do swojej rzeczywistości. Po czym przekonują się, że magia działa, wystarczy spróbować kupionych za parę jenów łakoci, by odmienić swój świat. Na lepsze? I to jest właśnie urok tej książki – opowieści są fantastyczne i takie prawdziwe, takie ciepłe, że niekiedy może zakręcić się łza w oku. Próba przedawkowania słodyczy, przejedzenia się zakupami w tajemniczym pasażu, prowadzi do realnych kłopotów, za które pan Kogetsu nie bierze odpowiedzialności. Przecież ostrzegał, machając przy tym swoim lisim ogonem – to ludzie muszą ponosić odpowiedzialność za swoje uczynki, muszą zdawać sobie sprawę, że jest przyczyna i jest skutek. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Jakie będą konsekwencje naszego postępowania? Musimy to sobie stale uświadamiać, niekoniecznie dzięki magicznym landrynkom.
A pan Kogetsu?… No cóż, nie po to otworzył interes, żeby kogoś uratować. Jest szlachetny, ale nie aż tak!
Zakochałem się w „Bursztynowych Słodyczach Magicznych” japońskiej pisarki Hiyoko Kurisu. Nie trzeba kilkuset stron, by opisać ludzkie życie i emocje, które nami kierują. Wystarczy pięć krótkich opowiadań i szóste, będące epilogiem, w którym się wyjaśnia, kto nauczył pana Kogetsu robić słodycze i kim okazał się tajemniczy cukiernik Akifumi. Ów zbiór sympatycznych nowel, przyjemnych i przystępnych, polecam zarówno młodym, jak i starszym czytelnikom. Zwłaszcza tym nieco zagubionym w świecie, o których pan Kogetsu (co ponoć oznacza Niepełny Księżyc) powiedział, że ich „istnienie stało się niestabilne”. Zachęcam, odwiedzajcie sklep ze słodyczami znajdujący się gdzieś pomiędzy światem realnym a krainą istot nadprzyrodzonych, sprzedający niezwykłe przysmaki. To mądra opowieść o tym, jak codzienne troski i nieostrożne pragnienia potrafią zmienić się w cenną lekcję życia.
PS. Powinienem jeszcze wyjaśnić, dlaczego słodycze pana Kogetsu są nie tylko magiczne, ale i bursztynowe. Ale – wybaczcie – nie uczynię tego. Pozostawiam to domysłom czytelników, póki oczywiście nie sięgną po książkę Hiyoko Kurisu, wtedy się to szybko stanie oczywiste. Realizm magiczny japońskiej pisarki jest olśniewający.
O autorce: Hiyoko Kurisu urodziła się w prefekturze Ibaraki w Japonii. Napisała kilka powieści i lekkich opowiadań, a jej debiutancka powieść „Confectionary Senpai’s Delicious Recipes” zdobyła nagrodę specjalną wydawnictwa Starts Publishing „Become a Novelist”. Książka „Bursztynowe Słodycze Magiczne” to jej pierwsza powieść wydana na Zachodzie i w Polsce. Zapoczątkowała nią serię, która liczy już cztery tomy.

Hiyoko Kurisu „Bursztynowe Słodycze Magiczne” (tytuł oryginału japońskiego „Yuyamidori Shotengai – Kohaku Yogashiten”, 2022; tytuł przekładu angielskiego „The Amberglow Candy Store”). Wydanie polskie Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2026. Stron 208, oprawa twarda. Przekład Anna Horikoshi. Premiera 19 maja 2026. Książkę można zamawiać na https://sklep.zysk.com.pl/bursztynowe-slodycze-magiczne.html.
KONKURS CZYTELNICZY
Dzięki uprzejmości Zysk i S-ka Wydawnictwa ogłaszamy dla Czytelników portalu LADY’S CLUB konkurs, w którym można zdobyć 3 egzemplarze książki Hiyoko Kurisu „Bursztynowe Słodycze Magiczne”. Otrzymają je ci z Państwa, którzy odpowiedzą na pytanie: Jakie typowo polskie tradycyjne słodycze zasługują na miano magicznych i dlaczego właśnie one? Odpowiedzi z ciekawymi uzasadnieniami wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl.
REGULAMIN (Uwaga, zmiany!)
1. Jeśli chcesz wziąć udział w konkursie i zdobyć omawianą przez nas książkę, polub i udostępnij nasz post na Facebooku, aby o tym tytule dowiedzieli się także Twoi znajomi.
2. Nagrodę w konkursie stanowią 3 egzemplarze książki Hiyoko Kurisu „Bursztynowe Słodycze Magiczne”, ufundowane przez Zysk i S-ka Wydawnictwo.
3. Rozdanie przewiduje 3 zwycięzców – każdy z nich otrzyma po jednym egzemplarzu książki.
4. Rozdanie trwa od 15 maja 2026 roku do wyczerpania nagród.
5. Do rozdania można zgłosić się tylko raz.
6. Zadanie polega na nadesłaniu ciekawie uzasadnionych odpowiedzi na pytanie: Jakie typowo polskie tradycyjne słodycze zasługują na miano magicznych i dlaczego właśnie one?
7. Spośród nadesłanych odpowiedzi redakcja wyłoni 3 zwycięzców.
8. Wyniki zostaną podane po tygodniu od daty ogłoszenia konkursu pod informacją o książce na portalu LADY’S CLUB w sekwencji Pan Book.
9. Uczestnicy powinni wraz z odpowiedziami przesłać na adres redakcja@ladysclub-magazyn.pl swoje dane do wysyłki nagród drogą pocztową (dane te są przez nas chronione zgodnie zasadami RODO).
10. W przypadku braku informacji kontaktowej, do udziału w konkursie wybrane zostaną kolejne osoby.
ROZWIĄZANIE KONKURSU. Pytanie: Jakie typowo polskie tradycyjne słodycze zasługują na miano magicznych i dlaczego właśnie one? Odpowiedź: Nasze pytanie spowodowało zalew ciekawych odpowiedzi. Jak się okazało, lista typowych polskich słodyczy jest długa, chociaż teraz bardzo trudno ustalić, które słodkości „urodziły się” na ziemiach polskich, mają rodzime, ludowe lub mieszczańskie korzenie, a które do nas przybyły. Na przykład kultowe wafelki prince polo, które zawojowały świat (przede wszystkim Islandię i inne kraje skandynawskie), mimo brzmiącej obco nazwy na pewno powstały w Cieszynie jeszcze w czasach przedwojennych. Po wojnie produkowała je fabryka Olza, a teraz, po sprywatyzowaniu, firma znajduje się w rękach kapitału zagranicznego, lecz prince polo nadal są polskie. Za typowo polskie, magiczne, pachnące dzieciństwem słodycze uważa się również krówki – kruche bądź kleiste w środku cukierki robione z mleka, masła i cukru. Historia krówki sięga początków XX wieku. Feliks Pomorski nauczył się je robić u wuja w Żytomierzu. Następnie w latach 20-tych XX wieku w Poznaniu ruszył z produkcją na skalę przemysłową. Mimo wielkich trudności i przymusowych przeprowadzek w czasie okupacji i po wojnie udało mu się wznowić cukierkowy interes w podwarszawskim Milanówku. Na liście kultowych słodyczy są także szyszki – czyli dmuchany ryż sklejony masłem i kajmakiem, irysy, pierniki – przede wszystkim toruńskie, ptasie mleczko – pianki w czekoladzie, pianki „pańska skórka” – w warszawskich domach wytwarzało się je z cukru, wody, syropu owocowego, białek, żelatyny i mąki ziemniaczanej (dziś „pańską skórkę” można kupić w wybranych regionach podczas listopadowej wyprawy na cmentarz), andruty – przekładane masą produkty regionalne, na przykład w Małopolsce i na Śląsku zwane pichingerami. Na liście polskich słodkich produktów powinien się znaleźć także… fiut – gęsty, słodki syrop z buraków cukrowych, tradycyjny wyrób kujawski. Nie zapominajmy też o obwarzankach, bajglach i preclach – słonych lub słodkich z posypką z maku, sezamu, soli lub cukru kryształu (obwarzanki odpustowe). Warte uwagi słodycze z Polski to także delicje, ciastka z galaretką, śliwki w czekoladzie, michałki (dziś masowo podrabiane), od czasów PRL-u lody bambino na patyku, lody calypso w kostce, sprzedawane na odpustach lody ciepłe – przysmak w wafelku ze słodkim kremem i polewą czekoladopodobną. Spośród wielu ciekawych odpowiedzi nam do gustu przypadła zwłaszcza opinia pani Patrycji: „Na miano najbardziej magicznego polskiego przysmaku zasługuje „pańska skórka”. Dla mnie ta słodycz to wehikuł czasu, który łączy pokolenia. Jako mała dziewczynka kupowałam ją razem z dziadkiem przy cmentarnej bramie. Miałam wtedy za duże rękawiczki, a mróz szczypał policzki. Choć była twarda, już po chwili można było poczuć jej aksamitny smak. Oczywiście dziadek kupował mi ją w tajemnicy, bo reszta rodziny mówiła, że to „łamacz zębów”. Rarytas ten pokazuje, że największa magia nie potrzebuje różdżki, bo kryje się ona w naszych sercach i wspomnieniach. Teraz, będąc dorosłą kobietą, dzięki „pańskiej skórce” mogę znów poczuć się jak mała dziewczynka. „Pańska skórka” pojawia się na granicy dwóch światów, tak jak cukiernia w recenzowanej książce japońskiej autorki. My, żyjący, odwiedzając nekropolie i naszych bliskich zmarłych, łączymy dwa światy. To jedyna słodycz, która jest nostalgiczna i przywołuje pamięć o przodkach. I powiedzcie szczerze – gdzie oprócz Polski jest zwyczaj jedzenia cukierków przy cmentarnej bramie? Otóż to cała magia!”. Książki otrzymują: 1) Patrycja Libner, Świerczyna, gmina Wierzchowo; 2) Zofia Kurowska, Ruda Śląska; 3) Antonina Krzystek, Zwierzyniec. GRATULUJEMY! (wpis z 25 maja 2026)










