PONAD TYSIĄC DNI W BETONOWYM SARKOFAGU POD ZIEMIĄ. Recenzja

Zakon Krzyżacki, grabieżca polskiego Pomorza i litewskiej Żmudzi, rozbity został 15 lipca 1410 roku w wielkiej bitwie na polach Grunwaldu przez wojska polskie i litewskie pod wodzą Władysława Jagiełły. Wkrótce po zwycięstwie król nakazał, aby ten dzień upamiętniano wszędzie niezwykle uroczyście. Kraków i inne miasta królewskie czciły wiktorię biciem w dzwony i nocnymi iluminacjami. Radość Polaków przekazał po latach także kronikarz Jan Długosz.

Joanna Jodełka „2 miliony za Grunwald”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2024. Stron 376, oprawa miękka ze skrzydełkami. Premiera 19 marca 2024.

Zakon Najświętszej Panny Marii Domu Niemieckiego, militarna i polityczna potęga, wspierany wojskowo i politycznie przez znaczną cześć chrześcijańskiej Europy, przegrał sromotnie pod Grunwaldem. Dlaczego ta bitwa, dziś już odległa w czasie, nadal ma tak wielkie znaczenie w tradycji narodowej Polski? Odpowiedzi na to pytanie jest oczywiście wiele, a jedną z nich, istotną, znajdziemy w książce Joanny Jodełki „2 miliony za Grunwald”, wydanej niedawno przez poznańską oficynę Zysk i S-ka. Niewątpliwie w kontekście Grunwaldu wielki wpływ wywiera na nas w dalszym ciągu postrzeganie złowrogiej roli Prus, a także Niemiec w czasie obu wojen światowych. Jak zauważa wielu historyków, niezależnie od ustroju nigdy nie było w Polsce podręcznika historii, w którym nie znalazłby się (choćby krótki) rozdział poświęcony Grunwaldowi. Już choćby ten fakt świadczy o doniosłym znaczeniu bitwy w naszej edukacji patriotycznej. Grunwald pozostaje nadal atrakcyjnym tematem lekcji, a wiedza o wielkim zwycięstwie systematycznie przekazywana jest młodym pokoleniom.

W świadomości Polaków każda wzmianka o bitwie kojarzy się również z monumentalnym obrazem Jana Matejki. Zwycięstwo grunwaldzkie i dzieło mistrza Jana stały się pojęciami tożsamymi. Matejko uznawany jest za najbardziej znanego polskiego malarza, choć mało kto wie, że jego ojciec był Czechem, a matka Niemką-protestantką. Prof. Maria Poprzęcka w studiach z historii sztuki „Pochwała malarstwa” zauważyła, że jedyną powszechnie znaną przez rodaków datą z historii Polski jest rok 1410. Jedynym powszechnie znanym obrazem – odwołująca się doń „Bitwa pod Grunwaldem”. A jedynym malarzem, którego wszyscy znają – jego twórca.

Jan Matejko (1838-1893), Bitwa pod Grunwaldem; 1878; olej; płótno; 426 x 987. Muzeum Narodowe w Warszawie. Fot. Wiki Commons

Z powieści Joanny Jodełki o płótnie wielkiego polskiego patrioty wynika to wyraźnie. Książka jest fabularyzowanym opisem losów Matejkowskiego obrazu w czasie drugiej wojny światowej, ale zaczyna się w roku 1878 przy ulicy Floriańskiej w Krakowie, w pracowni mistrza Jana, gdzie „Bitwa pod Grunwaldem” powstawała przez sześć lat, od 1872 roku. Wkrótce dzieło stało się sławne w całej Europie, pokazywane było na wystawach malarstwa w Krakowie, Warszawie, Wiedniu, Petersburgu, Berlinie, Lwowie, Bukareszcie, Paryżu, a następnie powróciło do Warszawy, gdzie było na stałe eksponowane w galerii Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. W 1914 roku, już po wybuchu pierwszej wojny światowej, obraz Matejki ewakuowany został dla bezpieczeństwa na sześć lat do Moskwy. Wielki fresk historyczny wrócił do Warszawy dopiero pod koniec 1921 roku, na mocy traktatu ryskiego. Do wybuchu drugiej wojny światowej prezentowany był w stołecznej Zachęcie.

Znając symbolikę wydarzeń z 1410 roku nietrudno wyobrazić sobie, że wraz z wybuchem kolejnej wojny światowej „Bitwa pod Grunwaldem” stała się celem ataku niemieckich służb, między innymi SS, Gestapo i Abwehry. Autorka na szerokim tle zaprezentowała działania najwyższych dostojników Rzeszy Niemieckiej, dla których obraz był przykładem złego pojmowania historii, ponieważ ranił niemieckie uczucia i godził w dziejową prawdę. Po klęsce sanacyjnej Polski i ucieczce rządu do Rumunii, lubelskie Gestapo rozpoczęło intensywne poszukiwania obrazu. Wkrótce minister propagandy Rzeszy, Joseph Goebbels, wyznaczył nagrodę 2 milionów reichsmarek za wskazanie miejsca ukrycia obrazu. To są fakty dość znane, mnie jednak w trakcie lektury książki najbardziej zdumiało to, że uratowanie obrazu Matejki stało się możliwe dzięki aktywności zaledwie kilkunastu osób, w tym paru zupełnie przypadkowych, a nie dzięki dalekosiężnym planom ewakuacji przygotowanym przez ówczesne polskie instytucje. Niestety, zorganizowanej akcji ratunkowej dla wielkich dzieł sztuki w II RP nie było, ponieważ nikt nie wierzył w możliwość wybuchu wojny. A gdy już wybuchła, „Bitwa pod Grunwaldem” transportowana była z Warszawy do Lublina na zwykłej platformie konnej. Zanim to się stało, do zdjęcia obrazu ze ściany galerii muzealnicy poprosili o pomoc zwykłych przechodniów. Jazda do Lublina trwała dwa dni – pod ostrzałem hitlerowskiej Luftwaffe. Już w samym Lublinie bomby spadły na Muzeum Miejskie w kilka godzin po ukryciu na jego terenie „Bitwy pod Grunwaldem”. Pociski uderzyły również w magistrat. Pod gruzami zginęło dwóch artystów transportujących dzieło z Warszawy, Stanisław Ejsmond i Bolesław Surałło-Gajduczeni. Niemcy postępowali krok w krok za ludźmi ratującymi obraz. Prof. Władysław Woyda, będący wówczas intendentem w muzeum, stawał na głowie, by ochronić dzieło Matejki – nawet wtedy, kiedy do zamku dostali się już esesmani i żołnierze Wehrmachtu. Obraz w ostatnim momencie ukryty został za regałami w sali konferencyjnej muzeum, ponownie dzięki pomocy przypadkowych przechodniów. Ukryciu obrazu towarzyszył sfingowany wywóz dzieła wozem konnym, co zmyliło Niemców i skierowało ich gorączkowe poszukiwania w inną stronę. Hitlerowskie działania znacznie spowolniły się (ale nie ustały zupełnie) dopiero po podaniu w radiu BBC Londyn fałszywej informacji o przybyciu obrazu Jana Matejki do Wielkiej Brytanii.

W 1941 roku Polacy zdecydowali o przeniesieniu obrazu do lepszej, bezpieczniejszej kryjówki, odległej o dwa kilometry od muzeum. Miało to związek z niemieckim projektem przebudowy sali konferencyjnej muzeum na reprezentacyjną bibliotekę NSDAP. „Bitwa pod Grunwaldem” ostentacyjnie została przewieziona pod stertą rupieci i niepotrzebnych mebli do budynku gospodarczego Taborów Miejskich w Lublinie. Przez kolejne cztery lata nadzór nad ukrytym skarbem sprawował Franciszek Galera, kierownik zakładu, który mieszkał nieopodal wraz z rodziną.

Akcja wywiezienia obrazu i schowania go w specjalnym betonowym sarkofagu udała się dzięki determinacji między innymi Władysława Woydy, Romana Pieczyraka, Henryka Krzesińskiego, Stanisława Bryły, Franciszka Podleśnego, Józefa Serafina, Stanisława Kalinowskiego, Ignacego Drewnowskiego, Władysława Drewnowskiego i Michała Grzesiaka. Chwała autorce, że przyczyniła się do utrwalenia ich nazwisk (lista nie jest pełna, wielu bohaterów pozostało bezimiennych), bo dzięki nim nadal możemy w Warszawie podziwiać „Bitwę pod Grunwaldem”. Wszyscy oni ratowali obraz z narażeniem życia, a niektórzy zginęli. Nie była to misja łatwa – przeciwnie, straceńcza, biorąc pod uwagę rozmiary (426 × 987 cm) i wagę dzieła (około pół tony), które było zwinięte w rulon o długości prawie 5 metrów. Hitlerowcy za ujawnienie informacji o miejscu ukrycia obrazu, jak wspomniałem, wyznaczyli nagrodę w wysokości 2 milionów reichsmarek. Zasadność poszukiwań Heinrich Himmler uzasadnił stwierdzeniem: „Ta bitwa na pięćset lat zatrzymała nasz pochód na wschód”. Dlatego Niemcy w akcie desperacji podwyższyli kwotę do 10 milionów! Obiecywali zdrajcy także bezpieczeństwo, obywatelstwo Rzeszy lub paszport do dowolnego kraju na świecie. Nikt jednak nie doniósł. Wiedzę o miejscu ukrycia „tej rzeczy” utrzymano w ścisłej konspiracji. Marzenia SS i Josepha Goebbelsa o publicznym spaleniu „Bitwy pod Grunwaldem” w stolicy III Rzeszy spełzły na niczym…

Obraz bezpiecznie doczekał zajęcia Lublina przez Armię Czerwoną w 1944 roku. Po zakończeniu wojny w tej części Polski 17 października 1944 roku dzieło Jana Matejki zostało odkopane i wydobyte z cementowego sarkofagu w asyście żołnierzy sowieckich i przedstawicieli tzw. rządu lubelskiego. Po wstępnym oczyszczeniu płótna i przewiezieniu go do Muzeum Narodowego w Warszawie, obraz został w latach 1945-1949 odrestaurowany pod kierunkiem prof. Bohdana Marconiego (zdjęto z niego kilkadziesiąt kilogramów brudu!). Wkrótce potem „Bitwa pod Grunwaldem”została umieszczona w Muzeum Narodowym w Warszawie jako stały element ekspozycji. Ponowna, znacznie staranniejsza konserwacja odbyła się dopiero w latach 2010-2012. Jak podają źródła, podczas trwających dwa lata prac konserwacyjnych zużyto 2,5 tysiąca ostrzy skalpeli oraz ponad 150 litrów rozpuszczalników, za pomocą których zdrapano 200 kilogramów brudu oraz kilka warstw poprzednich konserwacji. Obraz, którego masa przed konserwacją wynosiła około 500 kilogramów, ma obecnie 42,7 metrów kwadratowych i waży 290 kilogramów. Koszt nowoczesnej konserwacji wyniósł ponad milion złotych.

Jan Matejko, kładąc ostatnie pociągnięcia pędzla na wielkim płótnie w 1878 roku, nie mógł przypuszczać, że za sześćdziesiąt lat od ukończenia obrazu polem kolejnej wielkiej bitwy stanie się cała Polska, a czarne krzyże na białym tle, jak na płaszczu zakonnym Ulryka von Jungingena, pojawią się na skrzydłach Messerschmittów na polskim niebie. I że znajdą się ludzie, którzy będą chcieli zniszczyć grunwaldzkie arcydzieło w imię obłąkańczej ideologii. I wyznaczą nagrodę jak za największego kryminalistę. A inni, dla ratowania bezcennego płótna, będą narażali siebie i swoich bliskich…

Warto więc poznać w szczegółach fascynującą opowieść Joanny Jodełki o wojennych dziejach „Bitwy pod Grunwaldem”. Historia obrazu jest oczywiście prawdziwa – autorka precyzyjnie opisuje, jak ważyły się losy sławnego dzieła, potwierdzając przy okazji stare powiedzenie, że najciekawsze scenariusze pisze jak zwykle samo życie. Ponieważ książka ma konstrukcję fabularną, dialogi są wytworem literackim. Pojawiają się również postaci fikcyjne, dla podniesieniu poziomu emocji. Jedną z takich postaci jest niemiecki oficer Gerhard von Lossow, wiedeńczyk, któremu Himmler osobiście powierzył misję wytropienia „Bitwy” godzącej w dumę każdego Niemca. Fikcyjnymi postaciami są także folksdojczka Else i żydowski woźnica Dziurawiec, łotrzyk z lubelskich przedmieść. Dzięki nim sensacyjna akcja ratowania obrazu zamienia się w thriller – losy Dziurawca i von Lossowa są osnową fabuły, splatającej się z poszczególnymi, mrożącymi krew w żyłach etapami ukrywania monumentalnego płótna przed nazistowskimi oprawcami. Ta gra wciąga, autorka doskonale stopniuje momenty grozy. Wierzyć się nie chce, że niemieccy, bezwzględni łowcy dzieł sztuki kilka razy byli o krok od przejęcia płótna. Dlatego lektura tej książki tak pasjonuje, przy okazji pobudzając czytelnika do refleksji nad znaczeniem arcydzieł w historii narodu i wartością dziedzictwa kulturowego.

Wojny na świecie, niestety, nigdy się nie kończą – jedna z nich od przeszło dwóch lat toczy się przy naszej wschodniej granicy. Możliwości wybuchu kataklizmu na ogromną skalę nie są już tylko teoretyczne, oficjalnie się o tym mówi. Ciekawi mnie po lekturze powieści Joanny Jodełki, czy mamy gotowe plany zabezpieczenia najcenniejszych dóbr kultury i stosowne środki do realizacji takich planów? Nie jest to, niestety, pytanie retoryczne. „Bitwa pod Grunwaldem” już dwa razy uciekała przed wojennymi zawieruchami. Żaden inny obraz na świecie nie spędził ponad tysiąca dni pod ziemią, jak w ostatnich zdaniach książki stwierdziła autorka. I oby nigdy już nie musiał! (BUS)

JOANNA JODEŁKA (rocznik 1973, na zdjęciu powyżej) jest pisarką związana z Poznaniem, gdzie ukończyła studia na Wydziale Historii Sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Zadebiutowała w 2009 roku powieścią kryminalną „Polichromia. Zbrodnia o wielu barwach”, za którą otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru. Do tej pory wydała między innymi „Grzechotkę”, „Kryminalistkę”, „Wariatkę”, „Rektorski czek”, „Córkę nieboszczyka”, „Thai crime. Zabójstwo w kraju uśmiechu”. Ponadto publikuje artykuły poświęcone historii kultury i sztuki. W 2017 roku napisała przewodnik po zabytkowych kościołach i pałacach Wielkopolski „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom”. Za powieść „2 miliony za Grunwald”, inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, otrzymała wyróżnienie na Warszawskim Festiwalu Kryminału za jej wysoką wartość historyczną i literacką.

Joanna Jodełka „2 miliony za Grunwald”. Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2024. Stron 376, oprawa miękka ze skrzydełkami. Premiera 19 marca 2024. Książkę można zamówić z rabatem w księgarni internetowej na stronie https://sklep.zysk.com.pl/2-miliony-za-grunwald.html. Dzięki życzliwości Wydawcy mamy dla Was 3 egzemplarze tej książki. Poniżej nasz tradycyjny konkurs czytelniczy.

KONKURS CZYTELNICZY

Dzięki uprzejmości Zysk i S-ka Wydawnictwa (www.zysk.com.pl) ogłaszamy dla Czytelników portalu LADY’S CLUB konkurs, w którym można zdobyć 3 egzemplarze książki Joanny Jodełki „2 miliony za Grunwald”. Otrzymają je ci z Państwa, którzy pierwsi odpowiedzą na pytanie: Dlaczego Jan Matejko i trzy jego obrazy kojarzą się również z pewną niemiecką gospodą na Dolnym Śląsku? Odpowiedzi wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl.

REGULAMIN

1. Nagrodę w konkursie stanowią 3 egzemplarze książki Joanny Jodełki „2 miliony za Grunwald”, ufundowane przez poznańskie Zysk i S-ka Wydawnictwo.

2. Rozdanie przewiduje 3 zwycięzców – każdy z nich otrzyma po jednym egzemplarzu książki.

3. Rozdanie trwa od 2 kwietnia 2024 roku do wyczerpania nagród.

4. Do rozdania można zgłosić się tylko raz.

5. Zadanie polega na odpowiedzi na pytanie: Dlaczego Jan Matejko i jego obrazy kojarzą się również z pewną niemiecką gospodą na Dolnym Śląsku?

6. Spośród nadesłanych odpowiedzi redakcja wyłoni 3 zwycięzców, autorów najciekawszych odpowiedzi.

7. Wyniki zostaną ogłoszone pod informacją o książce na portalu LADY’S CLUB w sekwencji PAN BOOK.

8. Uczestnicy mają 3 dni na przesłanie wraz z odpowiedziami na adres redakcja@ladysclub-magazyn.pl swoich danych do wysyłki nagród drogą pocztową; w przypadku braku takiej informacji w wyznaczonym czasie zostanie wybrana kolejna osoba.

ROZWIĄZANIE KONKURSU. Pytanie: Dlaczego Jan Matejko i trzy jego obrazy kojarzą się z pewną niemiecką gospodą na Dolnym Śląsku? Odpowiedź: Dlatego, że w piwnicy gospody Waldschlößchen w wiosce Hain in Riesengebirge (w Karkonoszach) hitlerowcy ukryli w skrzyniach trzy skradzione obrazy Jana Matejki: „Unia Lubelska”, „Rejtan” i „Batory pod Pskowem”. Dzieła odkryła młoda, 27-letnia Stanisława Urban w lipcu 1945 roku w trakcie zasiedlania miejscowości przez osadników-repatriantów z dawnych Kresów. Miejscowi Niemcy nic o tym skarbie nie wiedzieli. Uciekający w panice przed sowieckimi wojskami żołnierze Wehrmachtu nie zdążyli już wywieźć płócien, a granica państwa (z ówczesną Czechosłowacją), pilnowana przez Korpus Bezpieczeństwa Wojskowego, znajdowała się o kilka kilometrów dalej. Stanisława Urban natychmiast o znalezisku powiadomiła miejscowego starostę, pełnomocnika rządu, i obrazy zostały wywiezione do Jeleniej Góry. W tym samym czasie prof. Stanisław Lorentz z zespołem polskich muzealników szukał na Dolnym Śląsku zaginionych dzieł sztuki, które podczas wojny zrabowali Niemcy. Odkrycie polskich dzieł sztuki w karkonoskiej wiosce koło Jeleniej Góry tak ucieszyło przedstawicieli tzw. rządu lubelskiego (komunistycznego), że już we wrześniu 1945 roku przemianowali niemieckie Hain na Matejkowice. Nazwa utrzymała się przez rok. We wrześniu 1946 roku Komisja ds. zmian nazw niemieckich na polskie oficjalnie nadała miejscowości nazwę Przesieka, którą nosi ona do tej pory. Budynku dawnej gospody Waldschlößchen (później knajpa nosiła dumną nazwę Pionier) dawno już nie ma. Drewniany obiekt stał jeszcze kilkanaście lat, a potem zamienił się w poniemiecką ruinę, jakich wówczas w tym regionie było wiele (osadnicy zza Buga, w obawie przed ponownym wysiedleniem z tzw. Ziem Odzyskanych, niczego nie remontowali). Dzisiaj w tym miejscu stoi nowy, elegancki pensjonat Marzenie przy ulicy Karkonoskiej. Matejkowskie płótna „Rejtan” i „Batory pod Pskowem” znajdują się obecnie w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie, a „Unię Lubelską” w charakterze depozytu przekazano do muzeum na Zamku w Lublinie. W Przesiece znaleźć można natomiast pamiątkowy obelisk z informacją, że „zarekwirowane przez Rosjan i następnie przez Niemców obrazy wywieziono w 1944 roku ze Lwowa przez Wiśnicz do miejscowości Hain, dzisiejszej Przesieki”. Pamiątkowego obelisku w Przesiece należy szukać na skwerze obok pensjonatu Olympia na drugim krańcu ulicy Karkonoskiej. Jak już dzisiaj wiadomo, we wrześniu 1939 roku obrazy zostały ukryte na zamku Radziwiłłów w Ołyce na Wołyniu przez uchodzącego z kraju do Rumunii prezydenta Ignacego Mościckiego. Gdy po napaści na Polskę do majątku wkroczyli Rosjanie, dzieła wywieźli do Muzeum Regionalnego w Łucku. Tam przeleżały do 1943 roku. Odnaleźli je Niemcy, którzy po wypowiedzeniu wojny ZSRR zajęli te tereny. Zabezpieczenie i renowację płócien zlecili wtedy Janowi Marksenowi, głównemu konserwatorowi miasta Lwowa. Pod jego opieką pozostały do 1944 roku, gdy gubernator Dystryktu Galicji, Otto Gustaw Wächter, wydał nakaz ich ewakuacji. Wtedy obrazy Matejki trafiły do Świdnicy na Dolnym Śląsku, a następnie do Sichowa i na Morawy. Stamtąd wywiózł je prof. Günther Grundmann, niemiecki historyk sztuki i konserwator, i na jego polecenie trafiły do biblioteki w pałacu rodziny Schaffgotschów w Cieplicach Śląskich-Zdroju (dawniej Bad Warmbrunn), a następnie – już na rozkaz dowództwa niemieckiej armii – do wioski Hain koło Jeleniej Góry, gdzie zostały odnalezione i przywrócone Polsce. 11 lipca 1945 roku prof. Lorentz napisał telegram do prof. Jana Zachwatowicza w Warszawie o następującej treści: „Odnalazłem Matejki Batory Rejtan Unia. Przyśpieszyć remont Zachęty”. Zanim jednak przygotowano transport obrazów do Warszawy, podjęto decyzję o ich czasowym umieszczeniu w muzeum w Jeleniej Górze. Dopiero 6 sierpnia 1945 roku dzieła Matejki przewieziono do stolicy i przekazano pod opiekę konserwatora zabytków, Bohdana Marconiego. Książki otrzymują: 1) Marlena Zelek, Żarki; 2) Iwona Nikodemska, Łódź; 3) Julia Rurarz, Bolesławiec. GRATULUJEMY! (wpis z 9 kwietnia 2024)

Napisano w Pan Book

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress