Hans Kloss zrzucił mundur oficera Abwehry na zamku Sułkowskich

Ja tego nie powiedziałem

Stanisław Mikulski, popularny, lubiany i wciąż w świetnej formie aktor, mimo, bagatela, 84 wiosen życia po raz kolejny przyjechał do Bielsku-Białej na zaproszenie Iwony Purzyckiej, dyrektor Muzeum i Klubu Miłośników Stawki, by opowiadać o sobie i swoim zawodzie. Tym razem z okazji wydania autobiografii „Niechętnie o sobie” (wydawnictwo Melanż). Dlaczego niechętnie? Po co zawitał w gościnne progi zamku Sułkowskich na spotkanie z publicznością, skoro nie lubi o sobie opowiadać?

Zapytany o swoją ulubioną rolę, aktor żartobliwie powiedział: – No oczywiście, Kloss!

Zapytany o swoją ulubioną rolę, aktor żartobliwie powiedział: – No oczywiście, Kloss!

– To nie jest tak. Napisanie tej „niechętnej” autobiografii nie byłoby możliwe, gdyby nie prośby i groźby osoby, z którą dzielę się wszystkim, co mam. A że moja Małgosia to ktoś więcej niż żona, że minęły miesiące, zanim jej starania przezwyciężyły moją niechęć do skutków pisania o sobie, to inna rzecz – mówi aktor.

Gdy już aktor chwycił za pióro, wyszedł z tego opasły tom. Stanisław Mikulski ma o czym opowiadać! Nie tylko o roli, która przyniosła mu wielką sławę, czyli o Hansie Klossie z serialu „Stawka większa niż życie”. Zadebiutował na dużym ekranie w 1950 roku rolą junaka Franka Mazura w filmie Leonarda Buczkowskiego „Pierwszy start”. Niektóre sceny szybowcowe kręcone były na górze Żar w Międzybrodziu Żywieckim. Opowiadając o swoim debiucie, Mikulski stwierdził, że zetknięcie z zawodem zupełnie przewróciło mu w głowie, dlatego w czasie służby wojskowej organizował w jednostce imprezy kulturalne. Szło mu tak dobrze, że wojsko nie chciało go wypuścić do cywila. Wysokiego, smukłego chłopaka wypatrzył wtedy młody reżyser Andrzej Wajda i powierzył mu rolę – nomen omen – Smukłego w filmie „Kanał”.

– Do współpracy z kolejnym reżyserem, Janem Rybkowskim, doszło w zabawnych okolicznościach – wspomina. – Pewnego dnia otrzymałem pismo z kierownictwa produkcji, że powierzono mi rolę jednego z żołnierzy. Niedługo potem inny reżyser zaprosił mnie na zdjęcia próbne do Łodzi. Kiedy wracałem z tych zdjęć korytarzem podszedł do mnie ktoś z produkcji „Godzin nadziei” i poprosił, żebym na chwilę był partnerem aktorki, która akurat miała tam swoją próbę. Wróciłem do Lublina i za kilka dni dostałem wiadomość, że jednak powierzono mi rolę porucznika Jana Basiora. Zostałem wypożyczony do teatru z wojska i do dziś spłacam dług, grając wojskowych.

Po wyjściu do cywila związał się z teatrem i filmem na stałe. Bielski wieczór, prowadzony przez Stanisława Janickiego ze Starego Kina, upłynął nie tylko na opowieściach o agencie J-23 (bo ile można?), ale o życiu w Teatrze im. Osterwy w Lublinie, pracy w warszawskich teatrach, a także o głównej roli w filmie Rybkowskiego „Godziny nadziei”, „Skąpanych w ogniu” Jerzego Passendorfera, przyjaźni i miłości. Nie zabrakło anegdot z planów filmowych i jego stosunku do największej z życiowych ról. Bo prawdą jest, że kolejne pokolenia kochają go przede wszystkim za rolę, jaką stworzył w „Stawce”. W kilku kanałach telewizyjnych serial nadal odtwarzany jest regularnie i z powodzeniem.

– Bywały takie momenty w moim życiu, że pragnąłem za wszelką cenę zapomnieć o Klossie. Kończyło się jednak tym, czym zawsze kończy się walka z wiatrakami: świat mi na to nie pozwalał. Nawet w dalekiej Mongolii byłem rozpoznawany na ulicy, a co dopiero w czasie spacerów po Warszawie – mówi Mikulski. Pewna Węgierka przyjechała za nim aż do Warszawy. – Nie mogliśmy się dogadać. Zaczęła wyjmować z torby karteczki. Mieszkam w hotelu Warszawa, muszę się z panem spotkać, obojętna pora dnia, może być noc – wspomina aktor.

Choć zagrał ponad 80 ról teatralnych, około 20 w teatrze telewizji, ponad 40 w filmach i 20 w serialach telewizyjnych, a także otrzymał za swoją pracę artystyczną blisko 30 nagród i wyróżnień, naprawdę kojarzy się wielu z nas tylko z kapitanem Klossem, bohaterem filmu, który stał się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem dla Mikulskiego. Młodzi absolutnie nie wiedzą, że ma na koncie setki ról. Mimo swego ponad 80-letniego wieku aktorowi nadal zdarza się występować publicznie czy sporadycznie zagrać rolę, a to w jakimś serialu kryminalnym, a to w nowej wersji „Stawki” z Tomaszem Kotem. Jest w świetnej kondycji. – Ale gdzie tam! – zaprzecza żartobliwie – ciągle mnie coś łamie i boli w kręgosłupie. Jednak co ja mogę? Trzeba się jakoś toczyć… Przed Klossem uciekam ponad 40 lat. Niewiele zostało mi do mety, więc prawdopodobnie już się od niego nie uwolnię – dodaje.

Co tu kryć, „Stawka” – mimo różnych politycznych zamachów na nią – jest  nadal ulubionym serialem Polaków, a Hans Kloss kultową postacią. Nic dziwnego, że sala zamku Sułkowskich wypełniła się po brzegi fanami artysty z różnymi gadżetami agenta J-23. Wśród nich byli i tacy, którzy „Stawkę” znają na pamięć i wyrwani ze snu mogą cytować obszerne fragmenty dialogów.

Doszło też tego dnia do anegdotycznego zdarzenia. Jacek Szura z Klubu Miłośników Stawki zaprosił na spotkanie Dariusza Paczkowskiego, performera, twórcę graffiti i street artu, autora szablonów Lenina z irokezem wykorzystanego na okładce pierwszej płyty zespołu Big Cyc i podobizny kapitana Klossa z wyciągniętym palcem i dymkiem „Brunner, ty świnio!”. Paczkowski poprosił Mikulskiego o złożenie autografów na szablonach z Klossem, lecz aktor żachnął się: – Ja tego nie podpiszę!

Wytłumaczył bowiem, że słowa „Brunner, ty świnio!” nie padły w serialu z jego ust, a Emil Karewicz, odtwórca roli gestapowca, a prywatnie przyjaciel Mikulskiego, mógłby poczuć się dotknięty. Ostatecznie jednak, po krótkich negocjacjach, autografy na unikatowych wydrukach zostały złożone. Z dopiskiem: „Ja tego nie powiedziałem”.

Zapytany o swoją ulubioną rolę, aktor powiedział: – No oczywiście Kloss! A na poważnie, to wszystkie moje role teatralne. Kocham teatr i nigdy go nie zdradziłem. Cenie sobie to, że mogłem zagrać także rolę Sułkowskiego, co dla bielszczan jest ważne, oczywiście w pięknym napoleońskim mundurze. Ale uwielbiałem również rolę Cyrana de Bergerac z komedii Edmonda Rostanda, żołnierza z wielkim nosem. Teatr jest dla mnie solą tego zawodu.

 

STANISŁAW BUBIN

 

 

Kadr z serialu „Stawka większa niż życie”

Napisano w Aktualności

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress