STANISŁAW BUBIN
Świetna proza. Plastyczny, obrazowy język. Głębokie, wnikliwe studium rozpadu związku. Opis emocjonalnej niemocy, która omal nie doprowadziła do tragedii. Radykalnie osobista książka, oparta na prawdziwych wydarzeniach. Zero sentymentalności. Rzecz o kobiecie, która nie umiała się odkochać, chociaż pasjami faceta nienawidziła. Polecam debiutancką powieść obyczajową Very Wilczej (pseudonim literacki) „12 dni ciszy”. O ciszy, która nie niosła relaksu i ukojenia, lecz destrukcję i ból. Psychoterapeuci mówią o tym z angielska gaslighting. Podstępna forma przemocy psychicznej i manipulacji. O tym jest ta powieść.

Cisza może być w związku dwojga, kobiety i mężczyzny, siłą równie niszczycielską co tajfun, szczególnie gdy wkrada się w intymne zakamarki wzajemnych relacji. Działa wtedy jak trucizna. Książka „12 dni ciszy” to poruszająca, wnikliwa opowieść z chirurgiczną precyzją analizująca, jak niewypowiedziane słowa i tłumione emocje mogą zamienić miłość w pułapkę bez wyjścia. Ta historia zmusza do refleksji nad tym, co naprawdę buduje trwały i zdrowy związek, a co jest dla niego toksyczne.
Główną bohaterką jest Sabina, kobieta zatrudniona w dużej, sieciowej korporacji handlowej, doskonale radząca sobie z problemami zawodowymi i przełożonymi rzucającymi jej kłody pod nogi (nie wszyscy tacy są, ale wystarczy jedna franca, by życie stało się ciężkie). Sabina, mieszkanka Warszawy, ma trzydzieści kilka lat, jest perfekcyjnie wykształcona i zorganizowana. Poza tym zgrabna i ładna… To dodatkowe atuty, które jej pomagają. Gorzej jednak było u niej z życiem osobistym. Miała cele, ciekawe plany, silną wolę, lecz jej małżeństwo upadło. Tak bywa. Nie zniechęciła się jednak, po trudnym rozwodzie nie utraciła wiary w ludzkość, w mężczyzn, w miłość. Uznała, że zasługuje na prawdziwe uczucie i godnego partnera, że jej atrybuty – empatia, głęboka wrażliwość, delikatność (korporacja jej nie zniszczyła), uważność i odrobina sentymentalności – predestynują ją do sukcesu w związku, do miłości na całe życie, do posiadania rodziny i dzieci. Po prostu do szczęścia.
Naiwna? Nie szukała przelotnych znajomości, nie tylko seks się liczy, pragnęła głębokiej relacji, w której mogłaby być sobą, żyć bez masek i jednostronnych ustępstw. Nie ma jednak nic gorszego niż postawa przejawiająca się brakiem chęci do porozumienia. Życie przecież to niekończący się ciąg kompromisów – i ona gotowa była na to, by z kimś kochanym i rozsądnym wypracować wspólną drogę. Wierzyła, że to możliwe. Czy zanadto wysoko ulokowała poprzeczkę? Trudno powiedzieć, w każdym razie w swoim otoczeniu nie znalazła faceta, który mógłby sprostać jej oczekiwaniom. Znalazła natomiast na Tinderze, w mobilnej aplikacji randkowej. Nazywał się Mateusz, miał czterdzieści kilka lat, pracował w finansach i nieźle mu się powodziło. Wysoki, przystojny, aksamitny tembr głosu. Singiel z Bródna. Miał eleganckie mieszkanie i idealnie poukładane życie. Lubił oglądać filmy, słuchać jazzu i poezji, chodzić do klubów z dobrą muzyką i stand-upami. Zachwycał się urokami natury. Ideał? Prawie. Tak w każdym razie wyglądało to na początku. Na przykład nie wyjawił Sabinie – nie od razu – że ma córkę. Kilku innych rzeczy o sobie też nie odkrył, a przyłapany na tym – wikłał się w kolejnych kłamstwach.
Na początku ich związek zdawał się sielanką. Powieść autorka podzieliła na trzy długie rozdziały i każdy z nich opowiada o kolejnych etapach rozwoju tej historii miłosnej. Najpierw czytamy o pięknej „love story”, potem o symptomach kryzysu, wreszcie o potwornej burzy, piorunach i błyskawicach, grzmotach i hukach, o erozji uczuć sięgającej dna Rowu Mariańskiego. Taką przenośnię wymyśliłem, żebyśmy mogli wyobrazić sobie zakres skrajności, w jakie popadli bohaterowie. Albo raczej, w jakie popadła narratorka. Ta historia naświetlana jest bowiem tylko z jednej strony, głosu drugiej brakuje, lecz uważam, że nie można Sabinie zarzucić stronniczości. Kiedy mogła, starała się uczciwie relacjonować wypowiedzi Mateusza, jego sposób rozumowania, podejście do całej sprawy. Mateusz – dopiero co poznany – wydawał się tą długo oczekiwaną odpowiedzią na wszystkie pragnienia dziewczyny. Relacja rozkwitła, wypełniona wspólnymi spacerami po parku, planami na przyszłość, codziennym szczęściem. Seks? Nie, nie od razu. Uszanował jej wolę. Delikatne muśnięcia palców, romantyczne ściskanie dłoni, obejmowanie kibici, przytulenia w parku, zapachy wiosny, lata i jesieni, wspólne posiłki, które to on starannie przygotowywał, słuchając wybranej muzyki…
Potem było pierwsze zbliżenie, odkrywanie własnej cielesności, długa gra wstępna, rozkosz, jakiej od dawna nie zaznała. Nektar i ambrozja pite z jednego złotego kielicha. Bosko, och jak bosko! Do pracy nie jeździła samochodem, lecz na skrzydłach anioła. Cudowne, podlewane gęstym lukrem SMS-y i posty na WhatsAppie. Magia, bajka, angelologia i dal, jak mówił poeta! To były najcudowniejsze chwile w jej życiu. Przeprowadziła się do Mateusza, czuła się jak w siódmym niebie.
A kiedy dostrzegła, że na tej przepięknie utkanej materii uczuć pojawiła się pierwsza, ledwie dostrzegalna plamka? Kiedy uznała, że nie może się mylić, że musi gryźć się w język, by nie naruszyć kruchej harmonii między nimi? Że nieoczekiwanie coś zakłóciło zgodny rytm obojga. Że delikatność zaczęła przepoczwarzać się w sztuczność. Czy wtedy, gdy nagle zaostrzył ton i opierdzielił ją, że nie umiała pokroić równo marchewki? Że pobrudziła mu nieskazitelnie czystą kuchnię? Faceci ponoć dzielą się na przystojnych, zabawnych i bogatych, ale żaden z nich nie ma tych trzech cech jednocześnie. Mateusz też okazał się przystojny i bogaty, ale powoli przestał być zabawny. Czy to przez nią? Gdy chciała rozmawiać o czułości i miłości uśmiechał się fałszywie półgębkiem i milczał. Czy to wtedy zaczął się kryzys? Dotkliwa cisza bez rozmowy, bez chęci wyjaśnienia czegokolwiek. Sabina znikała w jego oczach, rozpadała się na cząstki, kruszyła w pył… A następnego dnia znowu była dla niego piękna i mądra, czuła i subtelna, wszystko naraz! Po czym po kilku cudownych dniach stawał się chamski, wulgarny. Brutalny w słowach.
Pewnego dnia ni stąd, ni zowąd powiedział, że kręcą go ogromne dupska, wielkie brazylijskie tyłki. A nie intelekt? Nie dusza? Zaśmiał się i odparł, że jednak nie: tyłki, tylko tyłki, duże i jędrne. To był dla niej szok, z trudem zamieniony na żart. Lecz śmiechu i dowcipów było coraz mniej, w zamian przybywało kłótni – przez niego celowo prowokowanych. Celnych, piekących jak ogień, odbierających oddech. Wszystkiemu zawsze winna była ona. Nie przyjmował do wiadomości, że sam cokolwiek mógł zawinić. On? Przecież był panem idealnym, nieskazitelnym, doskonałym. Autorytetem!
W ten sposób rosły pomiędzy nimi mury niewidzialnego labiryntu. Odbierał jej głos. Oplatał Sabinę niszczycielską, pozornie niewinną ciszą. Zmuszał do dławienia wszelkich emocji. Wymuszał seks, kiedy chciał. Traktował jak przedmiot, jak nadmuchaną gumową lalkę. Nie szanował jej woli i godności. Wszystko pod pozorem troski o związek. A kiedy próbowała cokolwiek wyjaśnić, obrażał się jak dziecko. Wpędzał ją nieustannie w poczucie winy. Miłość, która miała być ostoją, drogą do wiekuistego szczęścia, stała się polem minowym – każdy niewłaściwie przez nią wyartykułowany dźwięk doprowadzał do eksplozji pretensji, gniewu, niekończących się zarzutów. Więc dziewczyna zamykała się w wewnętrznych cierpieniach, szukała winy w sobie – nie w nim. Czy można obarczać się winą za to, że pokochało się kogoś, kto tylko z pozoru był delikatny, a milcząc – stawał się oprawcą, przemocowcem?
Vera Wilcza z niezwykłą wrażliwością ukazała, jak dynamika tej relacji zmieniła się, gdy głos jednej osoby przestał mieć znaczenie, bo rację miał tylko on. Uczucie, które powinno dać szczęście, wolność i spełnienie, zamieniło się w emocjonalną klatkę, wypełnioną kolcami i nieustanną zgryzotą. Zamiast rozmowy, Mateusz oferował tylko pretensje: że jest niestabilna umysłowo, że go ogranicza, że usiłuje kontrolować, że on nie może się przy niej doskonalić i rozwijać. A ona pakowała walizkę, wynosiła się do siebie i nocami czekała na jego reakcję. Czy napisze? Czy zechce przeprosić? A może to ona powinna się tłumaczyć i kajać za winy, których nie popełniła? Gdy się odezwał, natychmiast pakowała się i wracała do niego jak bura suka z podkulonym ogonem. Za pocałunek, za dotyk, za serdeczny przytulas i miękki tembr głosu dałaby wszystko. Na kilka dni słońce rozświetlało ich skutą lodem miłość, po czym w sekundzie znowu wszystko rozlatywało się jak potłuczone szkło, na kawałki. Wystarczył pretekst… Poniżał ją, upokarzał, kontrolował, sprowadzał do nicości, dawał bolesną lekcję. Bo źle pokroiła warzywa, bo nie kupiła tego co trzeba do wspólnej lodówki, bo zjadła ostatnią parówkę, na którą miał ochotę, bo krzywo spojrzała, bo nie zareagowała na jego wezwanie jak trzeba, bo chciała się dowiedzieć, kto do niego napisał, z kim rozmawiał, bo coś przed nią ukrywał…
Powieść mogłaby spokojnie nosić tytuł „Gaslighting”, a nie „12 dni ciszy”, ale tak naprawdę to bez znaczenia, bo okładkowy plaster nalepiony na usta kobiety oznacza dokładnie to samo – celowe zniekształcenie wyglądu, faktów i rzeczywistości, podważanie słów ofiary, sprawianie, że kobieta zaczyna wątpić we własny zdrowy rozsądek i emocje. Narcyz, który ją osaczył, karmił się tą destrukcją, sycił nieszczęściem, wysysał z niej siły witalne jak pająk, cieszył się, że powoli stawała się całkowicie od niego zależna, od psychicznego manipulatora. Vera Wilcza autentycznie, bez przekłamań i fałszywego wstydu przedstawiła udrękę Sabiny, jej wewnętrzne zmagania. Zapis tej złożonej, toksycznej relacji jest przerażający. Fascynująca jest zwłaszcza końcowa część książki, gdy Sabina zdobyła się wreszcie na odwagę i zaczęła szukać ścieżki do zmian, by przeciwstawić terrorowi mentalnemu i odzyskać utracony głos.
Vera Wilcza doskonale przedstawiła proces wyzwalania się z bólu psychicznego, nieustającej frustracji, proces ponownego ustanawiania własnych granic. Do walki z gaslightingiem potrzeba ogromnej determinacji. To lektura otwierająca oczy na niewidoczne rany, jakie nosi każdy z nas. Można, jak się okazuje, odnaleźć drogę do światła i odzyskać siebie. Sabina w pewnym momencie miała już dość systematycznego ignorowania, poniżania, niszczenia jej poczucie bezpieczeństwa, duszenia, dławienia, celowej obojętności. Autorka nie tylko dobitnie opisała dramatyczne losy bohaterki, ale również zaprosiła czytelników do refleksji nad własnymi doświadczeniami i do skorzystania z jej doświadczeń. „Sabina nie była przewrażliwiona. Ona komunikowała. Mówiła o swoich granicach coraz wyraźniej. Prosiła o szacunek i uważność. Czuła, jakby każda rozmowa zamieniła się w zarzut przeciw niej. Gdy wyrażała emocje – była histeryczką. Gdy mówiła głośno – była agresywna. Gdy pytała – była kontrolująca. Gdy chciała znać prawdę – oskarżał ją o szpiegostwo. Sabina czuła się deptana, duszona i rozrywana między tym, co czuła, a tym, co jej wmawiał Mateusz” – czytamy w jednym końcowych akapitów książki. Wiemy już wtedy, że Mateusz kłamał, zdradzał, oszukiwał i robił setki innych złych rzeczy, o które sam ją później oskarżał. Jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku, który wmawia potem wszystkim, że to nie jego ręka, bezczelnie przy tym proponując ofierze kradzieży wspólną przyszłość pod jednym dachem. Jakie to chore!
Powieść „12 dni ciszy” to nie tylko opis i diagnoza problemu, lecz i inspiracja dla tych czytelników, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji i poszukują siły, by przerwać błędne koło i odzyskać utraconą wolność. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, gdy powiem, że Sabina po wielu mozolnych próbach zdołała odbudować się. Znalazła potrzebną pomoc. Musiała jednak najpierw zrozumieć własne potrzeby i podjąć niezbędne decyzje. Odzyskać utraconą tożsamość, sprowadzoną przez narcystycznego Mateusza do zera, do roli nikomu niepotrzebnego śmiecia. Mimo to dziewczyna wyrwała się z niemocy, odzyskała głos i wolność. Przeczytajcie o tym, warto!

Vera Wilcza „12 dni ciszy”. Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2026 (Grupa Wydawnicza Zaczytani, www.novaeres.pl). Projekt okładki Oliwia Błaszczyk. Stron 430, oprawa miękka. Premiera w maju 2026. Książkę można zamawiać na stronie https://zaczytani.pl/ksiazka/12_dni_ciszy_9788384234624,druk. Egzemplarz recenzencki redakcja LADY’S CLUB otrzymała dzięki uprzejmości autorki. Dziękujemy za przeczytanie naszego tekstu!










