STANISŁAW BUBIN
W Tatry przyjeżdża z Ameryki reżyser Barry Gazda, żeby nakręcić film akcji ze współczesnym Janosikiem w roli głównej. Barry uczył się polskiego na encyklikach Jana Pawła II i tekstach staropolskich. Wzorem był mu także raper Peja. Wzięty reżyser mówi po polsku śmiesznie, z akcentem Trumpa. Ale nieważne jak mówi, lecz co robi. Wręczył łapówkę (pardon, korzyść majątkową) burmistrzyni Hannicy Bułcyn-Łokiennicy i komisarzowi Burgrabkowi, obwieszonemu medalami niczym ruski generał, żeby mieć dostęp do najlepszych plenerów i móc swobodnie handlować narkotykami i bronią. Przywiózł ze sobą aktora Iwana Bombiło, by zagrał Dżanosika. Gwiazdor z USA to przedstawiciel ruskiej mafii. Wymachuje kałasznikowem i zaciąga śpiewnie z moskiewska. Taki jest początek „Janosika. Nowej historii” w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej.

Później mamy prawdziwy rollercoaster. Na obecność amerykańskiej ekipy musiała zareagować banda prawdziwego Janosika (Mateusz Wojtasiński), tego, który rabował bogatych i oddawał biednym. Ale hola, stop! Takich zbójców już nie ma. Janosikowi ludzie rabują, owszem, jednak wszystko co się da lokują w banku na Kajmanach. Koniec pięknej legendy o harnasiu, szlifowanej od Tetmajera do Passendorfera! Autor scenariusza Ziemowit Szczerek, wzięty reportażysta i pisarz, zapowiedział przed premierą, że wypruje flaki ze starej opowieści o Janosiku – i zrobił to! Istnieje piękne góralskie słowo „rozdupcyć” i ono dokładnie opisuje, co stało. Twórcy spektaklu, Ziemowit Szczerek i reżyser Rafał Szumski, umieścili nowego Janosika-Dżanosika w oparach absurdu, owijając legendarnego herosa w plastikową kulturę Krupówek.
„Wiecie, kto ja jestem? Ja jestem Janosik!” – mówi zbójnik do pani ministry przedzierającej się przez zieloną granicę na Węgry (wybuch śmiechu na widowni, aluzja jest nadto czytelna). A była przedstawicielka władzy: „Chłopcze. On już dawno nie żyje”. Na co Janosik: „To Marek Perepeczko nie żyje. Janosik jest wieczny”.
Wieczny jak Lenin. Jak Zorro, jak Wiedźmin, jak Robin Hood, Wilhelm Tell, Spiderman, Batman i inni superbohaterowie. Słowa wypowiedziane przez zbójnika dokładnie wyjaśniają sens przedstawienia, które miało premierę 28 marca 2026 na Dużej Scenie. Legendy nie umierają, choćby je sto razy wywrócić na nice. Twórcy nie zadrwili ze słynnego harnasia, lecz z nas samych, odzwierciedlając w krzywym zwierciadle porąbany świat, w jakim żyjemy. Jaki sobie sami urządziliśmy. W przedstawienie nawtykali jak w ciasto drożdżowe nieprawdopodobną ilość toponimów, mitów, bytów, pojęć, zjawisk, obrzędów, tropów, memów i produktów popkultury, aż w końcu jeden z bohaterów wykrzyknął: „Ale ty mnie masturbujesz symbolicznie!”.
W nowej historii Janosika mamy reżysera z USA (Rafał Sawicki), który wciera w dziąsła snusy-srusy jak rezydent z Pałacu, nowoczesnych zbójników krzyczących w stronę widowni „oddawać karty kredytowe i PIN-y!”, skorumpowanych urzędników lokalnego samorządu, zapewniających, że są przedstawicielami kultury Zachodu, polityków byłej władzy zwiewających na Węgry, zombiaków wylansowanych przez hitowy serial popkultury „The Walking Dead”, przegląd ideologii, rewolucję i seks, bananowych ceprów ubranych na żółto i trzecią płeć, czyli osoby niebinarne (w sztuce osoby panockie). Ponadto wspominki z historii: Jakuba Szelę, Marksa, księdza Tischnera, faszystów, nazistów i Goralenvolk, „góralską narodowość” w Generalnym Gubernatorstwie. No i harnasia wieszanego za „poślednie ziobro” (z akcentem na ziobro – wybuch śmiechu na widowni). Jest tego dużo więcej i wydawać by się mogło, że publiczność w szoku dłużej nie wytrzyma nagromadzenia żartów, śmieszków i heheszków, lecz wtedy pojawiają się białe misie umazane krwią, duch Witkacego, góral w stroju parkingowego zbierający po piątce na taksę klimatyczną, baba sprzedająca nachalnie plastikowe ciupagi „made in China”, wreszcie herszt zbójników popijający alkohol wprost z butelki – „koniak słowacki” pędzony na politurze. I ostatecznie wszystko jakoś się wyjaśnia i układa fabularnie. Zresztą, wcale nie chodzi o chronologię, lecz o rozwalenie mitów i pojęć, o rewizję idei i wyśmianie dotychczasowego porządku świata. Naszego świata – i tak już zaburzonego, systematycznie wyrywanego z posad przez różnych świrów. Tłumaczy to zresztą ów parkingowy (Adam Myrczek), wychodzący niekiedy przed kurtynę w roli narratora, żebyśmy pokumali, o co naprawdę chodzi. Ten misz-masz zapewne nie byłby do strawienia na dłuższą metę, gdyby nie muzyka, gdyby nie kolorowe stroje, gdyby nie obrotowa machina na widowni, raz imitująca skalne Podhale, raz uliczki w stolicy Tatr, a raz jaskinie i polany, na których leje się krew i grasują zombiaki (przywołane potem do życia przez ducha Witkacego, znającego zaklęcie zaczynające się od zawołania „Ułan-Bator, Ułan-Bator!”).
W tego rodzaju historiach wiodącą rolę odgrywają często kobiety i nie inaczej jest w „Janosiku. Nowej historii”. Czy zbójnik szukał sprawiedliwości po swojemu, czy może chciał po prostu wzbogacić się, na pewno jednak próbował zaimponować kobiecie, która wprowadziła go w świat sprawiedliwości społecznej. To dzięki Marynie (Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt) stał się ludowym mścicielem. Takiego Janosika kojarzymy głównie jako bohatera serialu TVP z 1973 roku, w którego wcielił się Marek Perepeczko. Tak naprawdę był on słowackim rozbójnikiem z przełomu XVII i XVIII wieku, a jego romantyczna legenda powstała znacznie później. Juraj Jánošík żył w latach 1688-1713 na pograniczu polsko-węgierskim, pochodził z Terchovej na Słowacji i rzekomo okradał szlachciców i kupców, rozdając łupy biednym. W rzeczywistości był przeciętnym zbójem, skarby zostawiał sobie, a potem je przepijał z kompanami. Kiedy został schwytany, szybko skazano go na śmierć przez powieszenie na haku za lewe żebro. Wyrok wykonano w 1713 roku w Liptovský’m Mikulášu. Legendę o polskim Janosiku spopularyzował Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Jego bohater ludowy niewiele miał wspólnego z prawdziwą historią. W podaniach uosabiał siłę, spryt, odwagę i charyzmę. Ludzie go gloryfikowali i kochali, bo był swój i walczył dla wspólnoty, nie dla siebie. Teraz twórcy spektaklu „Janosik. Nowa historia” po swojemu go zdefiniowali – ironicznie przede wszystkim, łącząc wiele wątków gatunkowych: sensację, komedię, dramat, farsę. Czy wyszła z tego diagnoza świata? Do pełnej wiwisekcji trochę daleko, lecz wątków do przemyślenia, polskich zwłaszcza, znalazło się sporo. Wyszły wady i kompleksy, o których sporo wiedziała lewacka Ezo Julka (Oriana Soika). Każdy w sztuce mówi o równości, konieczności zmian i sprawiedliwości, lecz gdy przychodzi co do czego – zbójnicy ciągną w swoją stronę, urzędnicy w swoją, prawacy w swoją, lewacy w swoją, bunt w imię ogólnego dobra nie ma sensu. Rządzą narkotyki, kumple z maczetami i kałachami, prostytutki, patrioci, katolicy. Na porządku dziennym są pobicia, ustawki w lesie, wymuszenia. Ale miłość do kraju, do ojczyzny, do wartości wciąż jest na ustach wszystkich. Wygodny wytrych albo zasłona dymna. „Pamiętaj, ludzie to wilcy” – powiedziała jedna z bohaterek i wyszło tak, że to była jedyna prawdziwa i krytyczna opinia o nas, o rodzaju ludzkim.
Trochę smutne…
Premiera spektaklu wypadła jednak wspaniale, imponująco. Świetnie wypaliły scenografia, światła, multimedia Marcina Chlandy i choreografia Aleksandra Kopańskiego. Ujrzeliśmy Janosika z zupełnie innej strony, po nowemu. Twórcy zaproponowali opowieść z humorem, przymrużeniem oka, ale też z niebywałym rozmachem i sporą dawką różnorakiej muzyki – od uwspółcześnionej wersji coveru z serialu, przez rap, artykulacyjne podkłady do fabuły i dżingle, po bigbitową pieśń na koniec. To zasługa Marcina Nagnajewicza. Takiej zbójeckiej legendy jeszcze nie widzieliśmy! Janosik w nowym formacie zapisał się do grona herosów popkultury… Zresztą, wszyscy inni bohaterowie też, co poznać po kostiumach – niby góralskie, a w stylu dresiarzy i lumpiarzy, z symbolami hetmańskimi, tyrolskimi, jankeskimi, westernowymi i operetkowymi. Podszewka płaszcza z amerykańskiej flagi i parzenice na krótkich gatkach. A Maryna w dresie z góralskimi ozdobnikami! Znakomite są te kostiumy Adriana Lewandowskiego.
Czy zbójnik, niezłomny obrońca ludu, i jego ludzie rozpalili wyobraźnię widzów i utwierdzili nas, że na zawsze są symbolami wolności? Kim stali się teraz, gdy trzeba zwalczać korupcję na szczytach władzy i wrażą konkurencję? Janosik nadal bohaterem jest, czy już tylko pamiątkową maskotką z wycieczki po górach, ozdobną jak facet przebrany za misia do robienia fotografii? Nic w tej sztuce nie jest na serio! To rozśpiewana, dynamiczna komedia przyprawiona łyżką dziegciu, w której legenda co rusz zderza się z konwencjami kina klasy B, komedii slapstickowej, komiksu i kultowej muzyki serialowej Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza. Mit herosa ulega w niej skutecznemu przemieleniu. W pamięci widzów zostanie sceniczna przygoda pełna dowcipu i refleksji, jakie dzisiaj wszystko jest dziwne i niestałe. Jak łatwo wykreować nowego bohatera w oparciu o chwytliwe, populistyczne hasła, a potem zamienić je (hasła) i go (bohatera) w kapitał polityczny.
„Każda legenda musi zmierzyć się z czasami, w których się ją interpretuje” – powiedział przed premierą w radiowej Dwójce Ziemowit Szczerek, autor scenariusza. Nasza legenda i nasze czasy nie wypadają w tym kontekście najciekawiej. Jak śmietnik ze wszystkich odpadków. Trzeba zobaczyć samemu, żeby się przekonać – albo wyrobić sobie własną opinię. Tak czy owak widowisko warte jest uwagi i nikogo nie pozostawi w stanie obojętności i niewrażliwości. Zwłaszcza że bielski zespół aktorski jak zwykle stanął na wysokości zadania – ruch, śpiew, tańce i interpretacje poszczególnych kwestii bez zarzutu. Znakomicie wypadli w rolach oficjeli Barbara Guzińska i Tomasz Lorek – chytra burmistrzyni i rubaszny komisarz policji. Doskonale obsadzony też został Barry Gazda – Rafał Sawicki jako reżyser polskiego pochodzenia z amerykańskim akcentem, wciągający kreski i kręcący historię Dżanosika. A Dżanosik, potężny chłop, to dynamiczny Karol Jasiński w roli Amerykanina z ruskim rodowodem. Niestety, powiesili go, ale oczywiście po hollywoodzku. Jego lokalnego konkurenta, nowego Janosika, doskonale zagrał Mateusz Wojtasiński. Sprawnie i gibko, choć w sztuce jako zbójnik podzielił serce między dwie kobiety, Marynę (świetną góralkę Wiktorię Węgrzyn-Lichosyt) i Ezo Julkę (przyjezdną z Warszawy, lewicującą i ezoteryczną Orianę Soikę). Kolesi herszta, Kwizdrę i Picoła, zagrali brawurowo i komediowo Michał Czaderna i Sławomir Miska. Niestety, chłopcy Janosika polegli w boju, lecz duch Witkacego ich wyzwolił, toteż nie stało się nic strasznego. Zginął także skrycie zamordowany namolny góral Taksa z Klimatycy, uciążliwy poborca opłaty klimatycznej, grany fantastycznie przez Adama Myrczka. To jego opowieści kierowane wprost do widowni spajały poszczególne sceny. Ale nie lękajcie się, bo i Taksę duch samobójcy Witkiewicza wskrzesił z martwych. Trzeba także wspomnieć o Piotrze Gajosie i Jagodzie Krzywickiej, idealnie zagranych byłych ministrach, politykach prawicy zwiewających do Budapesztu i zwodzonych dla kasy przez szczwanych górali. Interesy na takich jak oni robiła również Maria Suprun, góralka wciskająca po zawyżonych cenach naiwnym ceprom ciupażki i ciupagi. Byli wśród nich Grzegorz Margas (Mati), Oriana Soika (Ezo Julka) i Flaunnette Mafa (Kalina Malina) – przyjezdni turyści, rozrywkowi, przebojowi, młodzieżowi. I wcale nie tak dupowaci, jak się o ceprach sądzi, o czym może was przekonać śliczna Kalina Malina z AK 47 w dłoniach, terroryzująca miejscową ludność. No i na koniec Witkacy (bardzo dobry w tej roli Grzegorz Sikora), narzekający na to, że go wywołali z zaświatów w szlafroku, żeby wołał bezsensownie „Ułan-Bator, Ułan-Bator!”, jakby było dla kogo.
Spektakl Szczerka-Szumskiego może wywoływać zarówno zachwyt, jak i oburzenie za sponiewieranie odwiecznych polskich świętości, ale uważam, że zasługuje na uwagę i namysł nad tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Wychwytywanie różnych smaczków z tej sztuki samo w sobie jest intelektualną rozkoszą, do czego namawiam. Warto też zachwycić się na koniec brawurowo odśpiewaną przez doskonały zespół aktorski pieśnią Czerwonych Gitar. Starodawną, lecz nieśmiertelną w kanonie przebojów tego zespołu. Zostawiła ona widzom otwarte drzwi do snucia kolejnych historii o wiecznym Janosiku. Zgodnie z przesłaniem, że nigdy nie odrzuca się dwóch rzeczy: rewolucji i miłości!…
Płoną góry, płoną lasy w
przedwieczornej mgle,
Stromym zboczem dnia słońce toczy
się.
Płoną góry, płoną lasy, lecz nie dla mnie już,
Brak
mi listów Twych, ciepła Twoich słów.
Rzuć między nas najszerszą z
rzek,
Najgłębszy nurt, najdalszy brzeg.
Rzuć między nas to,
co w nas złe,
A ja i tak odnajdę Cię.
Płoną góry, płoną lasy, nim je
zgasi zmierzch,
Znowu minie noc, znowu minie dzień.
Płoną
góry, płoną lasy, lecz nie dla mnie już,
Brak mi zwierzeń
Twych, ciszy Twego snu.
Rzuć między nas najdłuższy lot,
Najskrytszy żal, najgłupszy błąd.
Rzuć między nas, to co w nas złe,
A ja i tak odnajdę Cię.
(Autorzy utworu: Seweryn Krajewski / Janusz Kondratowicz, 1971)

Teatr Polski w Bielsku-Białej. Premiera 28 marca 2026 na Dużej Scenie. TWÓRCY. Tekst Ziemowit Szczerek. Reżyseria Rafał Szumski. Scenografia, reżyseria świateł, multimedia Marcin Chlanda. Kostiumy Adrian Lewandowski. Muzyka Marcin Nagnajewicz. Choreografia Aleksander Kopański. OBSADA. W roli Janosika Mateusz Wojtasiński. W obsadzie także: Kwizdra – Michał Czaderna, Maryna – Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt, Picoł – Sławomir Miska, Mati – Grzegorz Margas, Reżyser Barry Gazda – Rafał Sawicki, Taksa z Klimatycy – Adam Myrczek, Komisarz Burgrabek – Tomasz Lorek, Burmistrzyni Hannica Bułcyn-Łokiennica – Barbara Guzińska, Dżanosik – Karol Jasiński, Były Minister – Piotr Gajos, Ezo Julka – Oriana Soika, Kalina Malina – Flaunnette Mafa, Witkacy – Grzegorz Sikora, Była Ministerka – Jagoda Krzywicka, Góralka – Maria Suprun. Bilety na kolejne przedstawienia można znaleźć na stronie https://teatr.bielsko.pl/spektakl/janosik. Bielski spektakl bierze udział w 32. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
ZDJĘCIA ze spektaklu DAWID STUBE / https://teatr.bielsko.pl/. ZDJĘCIE Ziemowita Szczerka (z lewej) i Rafała Szumskiego LADY’S CLUB




















