DEPRYWACJA DOTYKU

W psychologii społecznej deprywacją określa się stan wynikający z ciągłego niezaspokojenia jakichś potrzeb biologicznych bądź – częściej – psychologicznych. Deprywacja jest jednym z głównych źródeł stresu. Epidemia koronawirusa doprowadziła do powstania nowych zjawisk psychologicznych, między innymi deprywacji dotyku, czyli związanej z przeciągającą się pandemią niemożnością zaspokojenia naturalnej dla ludzi, biologicznej i psychicznej potrzeby bliskiej, fizycznej obecności z innymi osobami.

Brak możliwości przytulania się, całowania, dotykania bliskich prowadzi coraz częściej do takich problemów zdrowotnych, jak stany lękowe i depresja. Zjawisko jest dość złożone, ponieważ zapotrzebowanie na dotyk zależy od wielu czynników, takich jak wiek, uwarunkowania genetyczne, umiejętność radzenia sobie z sytuacją pandemiczną i częstość występowania dotyku przed pandemią.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że dotyk był przed epidemią najważniejszym zachowaniem niewerbalnym pielęgniarek w czasie leczenia starszych pacjentów. Teraz starsze osoby, nie dość że znajdują się w grupie największego ryzyka – co samo w sobie jest już stresujące – całkowicie pozbawione zostały ciepła rąk współczujących pielęgniarek i dotyku bliskich ze swoich rodzin. Przecież wprowadzony został medyczny i administracyjny zakaz unikania codziennego dotyku ze względów bezpieczeństwa!

Blokady związane z plagą koronawirusa coraz bardziej szkodzą naszemu zdrowiu psychicznemu. Im bardziej i częściej pozbawiani jesteśmy możliwości wyboru i szansy działania, tym większe rośnie ryzyko ciężkiego stresu i zaburzeń psychicznych. Oczywiście rozmaici doradcy i konsultanci, często domorośli, z telewizji śniadaniowych, twierdzą, że istnieją skuteczne sposoby unikania poczucia bezsilności – należą do nich na przykład taniec z bliskimi, częste rozmowy z przyjaciółmi i znajomymi online, telefony do rodziny, odpoczynek, aktywność fizyczna (domowa, bo siłownie znowu pozamykane w ramach tzw. miękkiego lockdownu). Można również szukać nowych sposobów dbania o siebie, wykonywania prac domowych i tworzenia codziennych, rutynowych zajęć dla utrzymania samodyscypliny.

Przeprowadzone ostatnio w Wielkiej Brytanii badania pokazują jednak (na reprezentatywnej populacji ponad 2000 osób), że 40% pracowników biurowych obawia się dalszego negatywnego wpływu pracy zdalnej na ich zdrowie psychiczne. Aż 41% ankietowanych zmaga się z niepokojem i poczuciem izolacji, a 42% cierpi w ostatnich miesiącach na większe niż wcześniej problemy związane ze zdrowiem psychicznym. Informuje o tym dziennik The Independent (www.independent.co.uk). Źródłem dodatkowego stresu są dla ludzi zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Jedna na cztery osoby dorosłe w Wielkiej Brytanii uważa, że z powodu ograniczeń związanych z COVID-19 samotnie spędzi najbliższe święta. Ponad połowa badanych obawia się, że nie zobaczy „na żywo” rodziny i przyjaciół w okresie świątecznym (59% ankietowanych) oraz starszych krewnych – z powodu narażenia ich na ryzyko zachorowania (54%).

Za oceanem Maham Hasan na łamach The New York Times (www.nytimes.com) twierdzi, że minie jeszcze sporo czasu, nim znów będziemy mogli się swobodnie poprzytulać. Co to oznacza dla naszego już i tak osłabionego przez pandemię zdrowia psychicznego? W czerwcu kilkuset epidemiologów i ekspertów od chorób zakaźnych, z którymi rozmawiał The New York Times, stwierdziło, że prawdopodobnie minie jeszcze co najmniej rok lub więcej, nim poczujemy się komfortowo, przytulając się bez obaw lub tylko ściskając dłonie przyjaciół i bliskich. 39% ekspertów stwierdziło, że prawdopodobnie potrwa to do 12 miesięcy (uwaga na marginesie: wielu powiedziało, że wcześniej i tak nigdy nie podawali sobie rąk). Badacze przepytani przez dziennikarzy potwierdzają jednak, że dla większości z nas brak codziennego dotyku stał się poważnym źródłem stresu. „Negocjujemy” więc osobiście na różne sposoby granice zbliżania się do innych osób – czego nigdy wcześniej nie robiliśmy przed pandemią koronawirusa. Niektórzy ludzie żyją od wielu miesięcy bez dotykania innych, ponieważ bezwzględny zakaz dotykania był to jedną z pierwszych rzeczy, przed którą byliśmy ostrzegani, zanim jeszcze określone zostały reguły dystansu społecznego i wprowadzono maski i przyłbice.

– Zakaz dotykania jako norma prowadzi do deprywacji dotyku, co z kolei rodzi problemy zdrowotne, takie jak lęki i depresja – stwierdziła dr psychologii rozwojowej Tiffany Field, dyrektor Touch Research Institute na Uniwersytecie w Miami. Dr Field nazwała dotknięcie „matką wszystkich zmysłów” w swojej książce Dotyk już w 2001 roku. Zauważyła przy tym, że społeczeństwo amerykańskie było „niebezpiecznie pozbawione dotyku” na długo przed zaostrzeniem rygorów społecznych przez koronawirusa.

Jakiego rodzaju dotyku brakuje ludziom najbardziej? Na to pytanie padają odpowiedzi identyczne dla różnych grup społecznych i pokoleniowych: uścisków! 51-letnia Anita Bright, profesor na Uniwersytecie Stanowym w Portland w Oregonie, powiedziała, że szczególnie tęskni za mocniejszymi, dłuższymi uściskami towarzyszącymi spotkaniom z kolegami i przyjaciółmi. Jo Carter z Uniwersytetu Wisconsin w Madison, która mieszka sama, powiedziała, że przed pandemią regularnie poddawała się masażom i pedicure, żeby mieć stały dostęp do dotyku. W czasie lockdownu poczuła się „bardziej zepsuta” i była wciąż niespokojna. „Prawie wisiałam na włosku” – wyznała. Dlatego 50-letnia pani Carter zaczęła przytulać pluszowego misia, którego miała od podstawówki.

Dr Neel Burton, psychiatra i autor książek Hypersanity: Thinking Beyond Thinking i Heaven and Hell: The Psychology of the Emotions, uważa, że obecnie dotyk jest najbardziej zaniedbanym ze zmysłów, i teraz, w czasie pandemii, silnie daje o sobie znać.

Większość ankietowanych przez instytuty naukowe i czasopisma uważa, że nasze zdrowie psychiczne i samopoczucie ucierpią jeszcze bardziej, jeśli będziemy musieli spędzić kolejne sześć miesięcy w domach. Kolejne obostrzenia – zrozumiałe tylko w niewielkiej części – sprawiają, że czujemy się tak przygnębieni, jak nigdy wcześniej. Ludzie po prostu czują się źle. Nie tylko wciąż mamy do czynienia z przerażającą pandemią, ale także z początkiem jesienno-zimowych miesięcy. Świat wydaje się miejscem coraz mniej przyjaznym, na zewnątrz szybko robi się ciemno i zimno. Latem długie spacery i pobyt na świeżym powietrzu, z przyjaciółmi lub bez, były dla większości z nas prawdziwym ratunkiem. Teraz to się powoli kończy.

Amerykański psycholog Harry Harlow już 60 lat temu wykazał, że potrzeba dotyku u naczelnych bywa silniejsza nawet niż głód! W 1959 roku w czasopiśmie American Psychologist ukazał się jego artykuł The Nature of Love (Natura miłości), w którym opisał wyniki swoich badań nad małymi małpkami rezusami i atrapami ich matek – jedną karmiącą, a drugą miękką i miłą w kontakcie. Eksperyment dowiódł, że nie pokarm, lecz właśnie bliskość ma wpływ na przywiązanie dziecka do matki i redukowanie jego lęku. W następstwie wzajemnego bliskiego kontaktu w mózgach i osoby dotykającej, i dotykanej, uwalniają się hormony. Jednym z nich jest oksytocyna produkowana przez przysadkę mózgową, która wpływa na siłę więzi pomiędzy ludźmi. Dlatego nazywana jest hormonem miłości – bo wyzwala potrzebę bliskości i rodzi silne przywiązanie.

– Dotyk to pierwszy język, którego się uczymy. Pozostaje on naszym najbogatszym środkiem ekspresji emocjonalnej na całe życie – powiedział Dacher Keltner, profesor psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

Wirus, pozbawiający nas tego najbogatszego środka ekspresji, wyrządza ludziom, całym społeczeństwom i narodom, straty większe od ekonomicznych. Jak wielkie, tego nie jesteśmy jeszcze w stanie oszacować. W każdym razie rację mają ci, którzy mówią, że po pandemii świat już nigdy nie będzie taki sam jak przedtem.

Oprac. (BUS). Grafika Art SuperJumbo / Outriders Brief

Napisano w Aktualności

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress