WĘDRÓWKA PO LINIE NAD PRZEPAŚCIĄ ŻYCIA. Recenzja teatralna

STANISŁAW BUBIN

Grajmy Panu na harfie
Grajmy Panu na cytrze
Chwalmy śpiewem i tańcem
Cuda te fantastyczne

Wzbraniałbym się przed porównywaniem „Sztukmistrza z miasta Lublina” do innych scenicznych adaptacji powieści noblisty Isaaca Bashevisa Singera (1902-1991), czy też nazywaniem tej sztuki – musicalem. Jahwe, Boże Izraela, broń mnie przed tym! Witold Mazurkiewicz stworzył na scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej coś zupełnie odrębnego, nową jakość – dramat muzyczny, częściowo judaistyczny nawet. Ekstatyczny! Piękny, wzniosły i porywający. Niepodobny do innych wcześniejszych wystawień. Może lepszy, może nie, ale na pewno inny. Zmuszający do nagłych wzruszeń i refleksji. Zachwycający. Każdemu, kto tego widowiska jeszcze nie widział – szczerze polecam! Na długo pozostaje w pamięci.

Mateusz Wojtasiński w roli sztukmistrza Jaszy Mazura. FOT. MIKOŁAJ MARCINIAK

Reżyser i dyrektor bielskiej sceny przymierzał się do „Sztukmistrza” od dawna, ale nieprzewidziane jakieś okoliczności stawały na przeszkodzie tym jego zamiarom. Lublin to jednak ważne miasto w życiorysie artystycznym Witolda Mazurkiewicza, podobnie zresztą jak rodzinne Bielsko-Biała, toteż w końcu musiała trafić się sposobność, by sięgnąć po kulturę i religię chasydów – i taka okoliczność zdarzyła się właśnie teraz, na inaugurację nowego sezonu. Oto przedstawienie wreszcie jest! Oto przed nami tytułowy sztukmistrz Jasza Mazur – magik, kuglarz, żongler, linoskoczek, mistrz iluzji. Artysta powszechnie znany we Wszechrusi, od Berdyczowa po Piotrogród. Chasyd, lecz nie do końca ortodoksyjny. Wymowna jest scena wideo (świetna realizacja Eliasza Styrny), pokazywana w wersji czarno-białej na kurtynie, w której Jasza ścina pejsy – więc jakby odcina się od swojej wiary, obrzędowości i kultury, by zbliżyć się do świata gojów. Jaszę-sztukmistrza znakomicie gra Mateusz Wojtasiński, człowiek-orkiestra, aktor niezwykle utalentowany i wygimnastykowany, tańczący i śpiewający.

Skoro mowa o rozlicznych talentach – w widowisku gra niemal cały doborowy bielski zespół, z dodatkowymi wypożyczeniami i uzupełnieniami, toteż momentami scena aż tętni i dudni od magicznych żydowskich pieśni i rytualnych tańców. A jeszcze do tego dodać należy liryczne, somnambuliczne i oniryczne pieśni Agnieszki Osieckiej z muzyką Zygmunta Koniecznego! To robi niezwyczajne wrażenie. To są te dawne piwniczne klimaty z Anny Szałapak i Ewy Demarczyk. To właśnie owa jakość, o jakiej wspomniałem na wstępie, gdyż bielski zespół zbudowany został pod takie przedstawienia, pod specyficzny rytm, śpiew i rewelacyjną choreografię Jakuba Lewandowskiego, pod zatykającą dech w piersiach muzykę (także graną na żywo), pod genialną scenografię Damiana Styrny i zmyślną grę świateł. Każda żeńska i męska kreacja aktorska w tej sztuce to swoista perełka kunsztu scenicznego, dodatkowo podkreślana różnorodnymi kostiumami Igi Sylwestrzak, doskonale spolaryzowanymi na świat chasydów i świat ten drugi, odmienny – współczesny, europejski, miejski, każdy inny, obojętnie jak go nazwać, świat nie-Żydów. Doskonale to widać między innymi w scenie przejścia z bóżnicy do dyskoteki pulsującej nerwowym, gorączkowym, neonowym rytmem.

Warte dodatkowego podkreślenia jest zabudowanie sceny. Są to po prostu ogromne schody, które dzięki grze wielu kurtyn, sznurów, laserów i reflektorów zamieniają się albo w senne, oświetlone księżycowym blaskiem żydowskie miasteczko na wschodnich rubieżach dawnej Polski, w którym rządzą stójkowy i carskie ruble (świetne są te wyczarowane żółte okna, za którymi pełga blask świec), albo w plac przed bóżnicą, na którym gra kataryniarz, albo we wnętrze świątyni, albo w oficynę argentyńskiego handlarza żywym towarem, albo w dom rozpusty i cyrkową arenę. Zaiste, oszałamiający to zestaw, czarodziejski, jak ów świat magii, którym rządzi Jasza Mazur.

Plakat autorstwa Damiana Styrny uczcił także 50. przedstawienie Teatru Polskiego za dyrekcji Witolda Mazurkiewicza (od 2013 roku). Gratulacje!

Jasza jest duszą niespokojną, niecierpliwą. Pokory w nim tyle, co na lekarstwo! Jasza dusi się w hermetycznym świecie chasydów, jest w ciągłym sporze z Bogiem Izraela. Wierzy – nie wierząc. Modli się – nie modląc. Nosi chałat, lecz nie czuje się w nim dobrze. Bez ustanku zarzuca na siebie i zrzuca tałes. Ma ogromne pragnienia, lecz nie jest w stanie ich zaspokoić. Wyrywa się do świata gojów, lecz jednocześnie nim gardzi. Chciałby wyjechać, porzucić bliskich i znajomych, śni mu się Ameryka, marzy do Argentyny, ale najdalej był w Warszawie, bo już w głąb Rosji ciągnie go niespecjalnie, nad czym ubolewa jego impresario. Jasza w tej plątaninie emocji również kocha – nie kochając. Miota się, wikła w kłamstwa i kłamstewka, ucieka, wyrywa się do wolności, ale jakiej? Gdzie ten jego wolny świat? W sztuce, w iluzji zaklętej pod cyrkowym namiotem? Jasza zagłusza wątpliwości oklaskami gawiedzi i upojnymi nocami z żoną i licznymi kochankami. Z Esterą (doskonała w tej roli Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt), Zewtel (namiętna Marta Gzowska-Sawicka), Magdą (wrażliwa i tragicznie smutna Oriana Soika) i Emilią (posągowa, poruszająca Anna Guzik-Tylka), wdową-gojką, która zachęca go do chrystianizacji, do przechrzczenia się i ucieczki za oceany. Wszystkim kobietom namiętny Jasza obiecuje wszystko, lecz żadnej nie jest do końca wierny, obietnic spełnić nie zamierza. Mówi jedno, robi drugie, a korzystając z okazji – obejmuje czule Halinkę (Marta Suprun), młodocianą córeczkę wdowy, bo Jasza ma przecież zręczne ręce, sprytne, palce nadzwyczaj giętkie, wiele rzeczy potrafi – więc wyczarować potrafi, ale też omamić, oszukać. I ukraść rubelki, gdy trzeba.

Sztuce magii i my ulegamy – na scenie dzięki Jaszy dzieją się iluzjonistyczne cuda. Skrzynia sama fruwa w powietrzu, ognie się zapalają, chusty kolorowe zamieniają się w bukiety albo w inne rzeczy. Cuda, cuda, najprawdziwsze! Takie, że widza pyta widz, jak on to zrobił, jak nas zaczarował? Nie traktujmy jednak sztukmistrza z pobłażaniem, nie skupiajmy się na jego sztuczkach, bo to pozory, ułuda, miraże. Jasza jest człowiekiem wrażliwym, skomplikowanym, cierpiącym. Stoi w rozkroku pomiędzy dwiema rzeczywistościami i nie umie podjąć decyzji, który świat posiąść i opanować. Być wiernym nakazom Tory, czy po swojemu urządzać świat, bez religii? Wybrać ostatecznie świat chasydów, żydowskiej kultury i obrzędowości, hermetyczny, surowy i wymagający, ten, z którego wyrósł, czy nowy świat, który przywabia go kolorami, fantasmagoriami, który obiecuje wiele, lecz za darmo nie chce nic podarować, który jest pusty, bo bez znanych mu korzeni, bez Boskiej Istoty, bez Adonai, Mojżesza i Abrahama. Sztukmistrz powoli zaczyna rozumieć, że dalej tak nie można, że kończy się bal u imperatora, miłość nie jest czczą rozrywką, kobietami nie można bawić się jak lalkami, że one kochają go szczerze, a zdradzone – nawet odbierają sobie życie. Jasza jest linoskoczkiem, więc jak linoskoczek balansuje między kulturami, tradycjami, obrzędami i uczuciami, wychyla się raz w jedną stronę, raz w drugą, spogląda w przepaść, spogląda w niebo, szuka swojej tożsamości, szuka odpowiedzi, kim jest, dokąd dąży, kto nim kieruje, kim naprawdę jest jego Bóg. Czy Bóg też jest linoskoczkiem, kołyszącym się na linie między uczuciami chrześcijan i żydów? Jasza pyta i my pytamy. Jasza ma wątpliwości – i my je mamy. Poddaje się rytuałom swojej religii – i my też. Czy to jest wiara? Jedyna, prawdziwa, słuszna? Czy to dar upragnionej wolności, czy tylko opętanie? Znikąd odpowiedzi, każdy musi szukać sam.

Być może prawda kryje się w poruszających pieśniach kantora (szacunek dla głębokiej, sięgającej samych trzewi wokalizy Tomasza Lorka w asyście chóru), w metaforycznych opowieściach cadyka (przykuwający uwagę Rafał Sawicki z przypowieścią o doskonaleniu duszy w drodze nad przepaścią życia), a może w wyznaniach kobiet Jaszy. „Sztukmistrz z miasta Lublina” nie jest przedstawieniem mistycznym, lecz barwną opowieścią o obyczajach i religijnej tradycji, o wierze, rytuałach żydowskich i przynależności kulturowej. To spektakl magiczny i metafizyczny. Alegoria losów ludzkich. Zmagań, wątpliwości i dążeń. Prób sięgnięcia do Boskiej Istoty. Prób nieudanych, które zazwyczaj, a raczej na pewno kończą się upadkiem w nicość, w śmierć.

I dlatego, powiadam, nie jest to musical, lecz moralitet. Muzyczny moralitet o człowieku z Lublina, wybierającym pomiędzy złem a dobrem, potępieniem a zbawieniem. Z Lublina, z Bielska-Białej, z Buenos Aires. Skądkolwiek.

TWÓRCY. Reżyseria – Witold Mazurkiewicz. Muzyka – Zygmunt Konieczny. Libretto – Michał Komar, Jan Szurmiej. Songi – Agnieszka Osiecka. Scenografia – Damian Styrna. Multimedia / wideo – Eliasz Styrna. Kostiumy – Iga Sylwestrzak. Choreografia – Jakub Lewandowski. Reżyseria światła – Ewa Garniec. Kierownictwo muzyczne – Jacek Obstarczyk. Asystent reżysera – Michał Czaderna. Inspicjentka – Renata Sladeczek. Przygotowanie wokalne – Anna Ostrowska. Konsultacje iluzjonistyczne – Jędrzej Bukowski. Konsultacje judaistyczne – Jan Szurmiej. Spektakl powstał na motywach powieści „Sztukmistrz z Lublina” Isaaca Bashevisa Singera w przekładzie Krystyny Szerer.

OBSADA. Jasza – Mateusz Wojtasiński. Emilia – Anna Guzik-Tylka. Zewtel – Marta Gzowska-Sawicka. Rejca, Tancerka – Anita Jancia-Prokopowicz. Magda – Oriana Soika. Estera, Kataryniarz – Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt. Karczmarka, Tancerka – Flaunnette Mafa. Herman – Michał Czaderna. Chasyd, Bandyta – Dawid Olszowy. Kantor – Tomasz Lorek. Chasyd, Bandyta – Grzegorz Margas. Bolek, Chasyd, Bandyta – Sławomir Miska. Małka – Maria Suprun. Cadyk – Rafał Sawicki. Impresario Wolski – Grzegorz Sikora. Cypora – Jagoda Krzywicka. Chasyd, Bandyta, Tułacz – Maciej Kulig. Halinka, Tancerka – Marta Suprun. Chasyd, Muzyk – Jacek Obstarczyk. Chasyd, Skrzypek – Jacek Stolarczyk. Chasyd, Skrzypek – Krzysztof Kokoszewski. Akrobata, Aktor – Dawid Kołcz. Młody Jasza, Chłopiec – Krzysztof Lorek. Młody Jasza, Chłopiec – Franciszek Marek. Premiera na Dużej Scenie Teatru Polskiego 8 października 2022.

ZDJĘCIA DOROTA KOPERSKA

Napisano w Aktualności

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress